agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
żeby się pogubić

DZIEŃ 3 – poza peryferia

Byliśmy połączeni z Bułgarią. W tym samym czasie Bułgarzy na jednej z głównych ulic Sofii rozłożyli swoje info-boxy i w ramach projektu Mobile Webcast Studio zapewne próbowali wysłuchać naszej eksperymentalnej artystyczno-architektonicznej debaty. Na ekranie raz po raz widać było skupioną twarz bułgarskiej korespondentki - w słuchawkach, z mikrofonem na wysięgniku. Potem spalone popołudniowym słońcem samochody, Bułgarów w kolorowych tiszertach z krótkim rękawem, fragmenty bułgarskiego nierównego chodnika, a nawet flagę narodową. Ale Bułgarów, których znam, lub których chciałabym poznać, akurat tam nie było.

Dyskusja rozwijała się subtelnie, począwszy od osobistych i jak zwykle osobliwych, krótkich prezentacji. Jacek Dominiczak pokazał Gdańsk, zadając sobie pytania: jakie przestrzenie posiadamy, co z nimi robimy i co chcielibyśmy z nimi zrobić. Gdańsk okazał się miastem, którego architektura rozpięta jest pomiędzy dwoma skrajnościami: radykalnie nowoczesną i radykalnie historyzującą. Chcielibyśmy zatem, łagodząc ów radykalizm, poszukać drogi pomiędzy, drogi środka, żeby nie powiedzieć – dialogu dwóch przestrzennych biegunów. Czy mogą pomóc w tym zbliżeniu artyści? Bogna Świątkowska z warszawskiej Fundacji Bęc Zmiana namawiała do gestów najbardziej oczywistych, ludzkich, wypełniających przestrzenie miejskie radością i lekkością, jako przykład podając akcję “tunelowania”, szukania kontaktu z odbiorcą sztuki, przyzwyczajania mieszkańców miasta do ciekawego, dobrego dizajnu w miejscach wypoczynku i relaksu. Marzeniem fundacji jest realizacja projektu parku wzornictwa, zasiedlenie dzikich brzegów Wisły. Na razie ustawiają niezwykłe ławki w parkach już istniejących. To – jak ktoś potem powiedział – stwarza możliwość działania sztuką, która nie tyle jest komunikatem, ile buduje sytuacje, w których ludzie mogą ze sobą rozmawiać. Dominik Lejman, pokazując swoje prace, dowodził, że podstawowym zadaniem artysty w przestrzeni miejskiej jest prowokowanie zmiany optyki widzenia. Tak jak architektura jest zdolna wpływać na zmianę rytmu życia społecznego, tak sztuka, potraktowana jako narzędzie optyczne, ma nam służyć za pryzmat, wprowadzający do naszego doświadczenia świata niepewność, wyrywający ze schematu widzenia li tylko powierzchni rzeczy, prowokujący do wejścia w głąb. Współczesna sztuka zdaniem Dominika jest dziś gotowa właśnie w przestrzeniach publicznych zrezygnować ze spektaklu na rzecz skłonienia odbiorców do asymilacji obrazów. Towarzyszy jej refleksja, demaskująca sposób, w jaki nachalna, komercyjna, powierzchniowa informacja oblepia otaczające nas przedmioty. Monika Zawadzka za pośrednictwem swoich fotograficzno-badawczych projektów prowadziła nas po miastach wschodniej i południowej Europy, za Baumanem powtarzając, że pogłębiający się kryzys miejskich centrów, ich niegościnny i po Freudowsku dziwny, nowoczesny charakter powoduje niemal całkowite wyludnienie. Zamiast tego życiem kipią położone przy autostradach, zadaszone centra handlowe, przybierające kształt parków tematycznych. Współczesne, osierocone przez artystów centra miejskie czekają na zmianę koloru. Nie powinny walczyć z pragnieniami i potrzebami mieszkańców miasta, ale je rozumieć. Być może to właśnie odsunięci na miejskie obrzeża artyści, pracując z tymi pragnieniami, przenosząc do centrum fragment peryferyjnej niekompletności, która tak ich pociąga, mogliby je ożywić. Dla Moniki - architektki i antropolożki - najbardziej inspirujące są przestrzenie pomiędzy publicznym a prywatnym, te niedomknięte, nie do końca zdecydowane. Strefy celebrowania swoistych miejskich rytuałów, które dziś możemy podglądać, niepewnie zaglądając na wileńskie podwórka. Albo patrząc na niedawną instalację Jenny Holzer – projekcje tekstów Becketta na ścianach jednego z nowoczesnych budynków londyńskiego city. Takie wydarzenia prowokują Benjaminowskie doświadczenie zamiast punktowego przeżycia. Wydają się tym, czego szukamy w kontakcie ze sztuką. Głębokiego i ważnego poruszenia. Być może te wszystkie niemal “modelowe” kwestie ustawiają się w szeregu, kiedy ogląda się poznańską pracownię Dominika Lejmana, znajdującą się na terenie wesołego miasteczka, w pobliżu strzelnicy, w budynku, którego centrum zajmują akademiki, zaś obrzeża – pracownia artysty. Brzmi to absurdalnie, ale okna studenckich pokoi wychodzą na zadaszoną świetlikami pracownię. To dla studentów jedyne źródło dziennego światła i jedyny świat za oknem, wewnętrzna uliczka. Prywatna, choć i publiczna, dziwna i prowokująca. Studenci często biorą udział w projektach artysty, ściany akademika nie raz ozdobione już były wideo-freskami. Miasto znalazło tam swoje małe centrum, miejsce spotkania z tajemnicą, swoją miejską przygodę.



poniedziałek, 29 maja 2006, pravdan

Polecane wpisy

  • N jak Nie

    "W dniu, w którym niemowlę po raz pierwszy daje znak, że 'nie', zaczyna kształtować swoją osobowość. Potem, kiedy dziecko mówi 'nie', potwierdza siebie. Wi

  • Sobota w Stambule

    wciąż ma na imię Czerwień pocztówka 3 (do kliknięcia) (foto: mo_zaw)

  • światło w Stambule w czwartek

    obłędne, rozproszone, perłowe... pamiętam pocztówka 2 (do kliknięcia) (foto: mo_zaw)

Komentarze
2006/05/31 09:28:21
Idea peryferii konotuje ideę centrum, które de facto jest rodzajem nieusytuowania. Ostatnio coraz mniej wierzę w klasyczny dialog. Przepływ informacji oraz obrazów jest mało wiarygodny, bo nie tworzą one ‘sensu’, ale raczej rodzaj ‘przeładowania’. W tej implozji wszystko kotłuje się i symuluje... Jakby świat zapomniał o wartościach ‘zdarzenia’, ‘rozmowy’ i bezinteresowności ‘przygody’...