agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
mięso i światło


Obudził mnie dzisiaj sen, w którym kupowałam dwie papierowe torebki w śliczny bordowo-szary wzór. Obudził mnie mój własny śmiech. To było w chińskim sklepie: mała chińska sprzedawczyni z poważną miną podała mi cenę – 93 iłany za jedną papierową torebkę. Demonstracyjnie zgięłam się w pół, złapałam za brzuch i zaczęłam się głośno śmiać, zaciskając powieki, by nie płakać ze śmiechu otwarcie. W końcu jakoś opanowałam skurcze przepony i wydusiłam z siebie, że dam najwyżej 10 iłanów za dwie papierowe torebki. Wtedy mała chińska sprzedawczyni odwróciła się obrażona i znikła.

Wesołość poranka płynnie przeszła w melancholię przedpołudnia, bo niezmiennie padał deszcz. Jakby woda, która od dwóch dni otaczała mnie w poziomie, postanowiła zaznaczyć swoją obecność namacalniej i na stałe przejść do pionu. Nigdy nie jest przecież tak, że rzeczywistość przechodzi w sztukę, a sztuka w rzeczywistość w skali jeden do jeden. Jednak tuż przed południem pojawił się wiatr i zaczął mozolnie popychać deszczowe chmury na Wschód. Wtedy postanowiłam uważniej przeczytać wywiad Nataszy Goerke z Felicitas Hoppe (WO z 30.06.2007). Do moich ulubionych należą fragmenty o dystansie, który wszystko potrafi przeobrazić, o potrzebie uważnego obserwowania, którego uczy “Pigafetta”, bo wprowadza w nieznane i o napięciu, na które trzeba być czułym, a nie wypatrywać tego, co namacalnie toporne.

Po nitce do kłębka próbuję dojść, gdzie napięcie zostawiło na “Pigafetcie” niemal niedostrzegalne ślady. Może rzecz dotyczy samego Pigafetty i admirała, pięknego jak słońce, dumnego jak kogut, ubranego jak biskup, który jednak nikogo nie kochał. Może siostry Pigafetty i piekarza, który w końcu zajmie miejsce Pigafetty przy rodzinnym stole, bo jak twierdziła siostra, która przestała marzyć o admirale: “Mnie wystarczą małe łódki, wiosłuje się po jeziorach, drugi brzeg w zasięgu wzroku, wiatr nie wyrwie ci od razu parasolki, nie trzeba wrzeszczeć, za to rozumie się własne słowa i można zajrzeć wioślarzowi w oczy, spojrzeć na usta. Wiosło jest piękne, pewne, wielka drewniana łyżka, którą piekarz wyjmuje z pieca chleb, człowiek siada do stołu”.

Może chodzi o wciąż spiętego angielskiego geografa, o maklerskie małżeństwo Happolatich, o Nobella – mechanika pokładowego, Canossę, przesiadującego w maszynowni, francuskiego hydraulika, który ich nie odstępował, o hodowcę brzoskwiń z Georgii. Żadnych wątków miłosnych, no chyba, że... kapitan. “Kapitan był młody, miał krótkie spodnie i jasnoszare oczy, którymi spoglądał albo na pokład, albo w dal. Z daleka już rozpoznawał, co marynarze mają w kieszeniach. Nigdy nie patrzył im w twarz, jego czoło było chmurne – myśl albo pogoda – ale jadł z apetytem i miał kindersztubę, nie mówił przy jedzeniu”. Doskonale. “Usiadłam na krześle geografa – napisze Felicitas – i po raz pierwszy od wielu tygodni na własne oczy zobaczyłam morze, horyzont i ślady, jakie na szybach zostawiła twarz pani Happolati. Nie czułam już na plecach wzroku kapitana, tylko patrzyłam mu w twarz, kiedy hodowca brzoskwiń siąkał nos, nie używając ani chusteczki do nosa, ani serwetki. Od teraz to ja ustanawiam tu reguły i o czym się rozmawia. Ogłaszam najnowsze wiadomości i że wrócił do nas hydraulik, że ciągle pada i że kapitan zdecydował się nas opuścić”. Kapitan zdecydował się na "manewr przedostatniej chwili", opuszczając statek przed pierwszym szczurem, by zostać morskim pilotem. No, ale trochę napięcia po sobie pozostawił. Wielbicielom “Lorda Jima” polecam.


Z wielką wdzięcznością za “Pigafettę”, którego dostałam w prezencie od pani, wyruszającej dzisiaj w daleką podróż, gdyby zdecydowała się po drodze w aborygeńskie knieje zejść jednak z pokładu, mam ważną wskazówkę Nobella – pokładowego mechanika, dotyczącą wizerunku:

... przypływamy do miasta połyskliwego jedwabiu i kwitnących ogrodów. Zwijające się dywany, latające schody, lecznicze plastry, śmierdzące owoce i krótkie procesy wszystkich, którzy plują i przechodzą przez ulice na ukos. To Lion City, Singa Pura, wielki port, najpiękniejsze dźwigi, najzręczniejsi robotnicy i najchłodniejsze taksówki na najpewniejszych, najczystszych ulicach świata. Wie pani, jak się pani ośmiesza od wielu tygodni, niech pani w końcu założy sukienkę, w przeciwnym razie panią złapią i powieszą na najbliższym drzewie, obok ogrodu botanicznego, który, jak słyszałem, jest bardzo piękny”.



czwartek, 12 lipca 2007, pravdan

Polecane wpisy

  • wróżba z fusów

    Azja z kawowych fusów grudzień 2010 (do kliknięcia)

  • miłość niszczy osobowość

    i co tu jeszcze dodawać? Vargowe: przemyślcie to. myślimy, myślimy... Viajo Porque Preciso , Volto Porque Te Amo

  • Dziura 2

    <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } A:link { color: #000080; text-decoration: underline } --> Czy Dziura1 daje w