agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
piach, woda, dziury i miłość


Gdzieś kiedyś przeczytałam, że znakiem prawdziwego bałaganu w domu, widokiem zupełnie niedopuszczalnym, z którym nie można przejść do porządku dziennego (a tak na marginesie - co z porządkiem nocnym?), jest ziemia na podłodze. Nie tam piaseczek jakiś, ale po prostu ziemia, najlepiej czarna, taki synonim upadku. Przeczytałam to, a potem znalazłam wywaloną na podłogę wielką donicę z juką w czarnej ziemi, a jakże, którą R - wtedy jeszcze mały, nie mający czym zająć myśli - przewrócił i w której całą mocą swoich małych łap postanowił wykopać dziurę. No tak, to fakt, ziemia w domu... ratunku!  

Tę tezę o okropnościach piachu we wnętrzu potwierdza pomysł jednego z gdańskich galerzystów, żeby u wejścia do galerii w kamieniczce z przedprożem - tam, gdzie kiedyś była pewnie sień kamienicznego mieszkania, tam, gdzie dziś mogłaby leżeć ni mniej, ni więcej tylko wycieraczka - umieścić zagłębienie (inaczej: dziurę) wysypane morskim piachem. Każdy wchodzący do galerii musiał się w tej piaskownicy najpierw utopić. Jesteśmy nad morzem, jak miło, zabawnie, ale też wejście w galeryjną przestrzeń oznacza wejście w symboliczną strefę, w świat jeżeli nie odwróconego, to na pewno innego porządku. Więc wnosimy do wnętrza ten piach, który właściciel co wieczór bez słowa miotłą zamiata. Ale też wynosimy go na zewnątrz, na przedproże, ulicę, do miasta. Podobnie jest chyba z tymi knajpianymi plażami w środku Berlina, tam, gdzie piachu być nie powinno - jest i w tym cała zabawa. 

Rolę "piachu w domu" w filmach Tsai Ming-Lianga zazwyczaj pełni woda. Wypływająca z kratek kanalizacyjnych, zalewająca mieszkanie po kostki jak w pełnometrażowym debiucie - "Buntownicy neonowego boga" (1992), albo kapiąca z sufitu, z pustego mieszkania piętro wyżej jak w "Rzece" (1997). Jedna z mocniejszych scen "Twarzy" (2009) to wodny atak, którego ofiarą staje się Lee Kang-sheng w tajpejskim mieszkaniu matki, woda wypełni je do pasa (matka niebawem umrze). Oprócz wody takim motywem, burzącym porządek, są dziury, a właściwie jedna dziura. 

No właśnie - wywołana przez R kwestia dziur - dziury również nie są dobrze widziane we wnętrzu. Mam dwa skórzane stare fotele po ciotce, która kupiła sobie komplet skórzanych seledynowych "pontonów", a tych starych bez nostalgii, mimo że stały w jej rodzinnym domu kilkadziesiąt lat, się pozbyła. Fotele są zniszczone. Straszy siedzisko w ciężkich czasach pokryte dermą, a materiał na oparciach jest tak wytarty, że straszy dziurami i opadającymi smutnymi językami skóry, z boku wyłażą trociny. No więc tak tu u mnie straszy, że czasami znajduję fotele przykryte czym popadnie, bo akurat byli u mnie rodzice, a oni z widokiem tych dziur nie mogą się pogodzić. Tak nie może być - jęczą, debatując raz po raz nad losem moich foteli, wymyślają różne doraźne i długofalowe strategie usunięcia dziur, liftingu, definitywnej odnowy, pokrycia foteli czymkolwiek i w ogóle zrobienia z nimi porządku. Hmm... jakoś sobie tego nie wyobrażam. Z maniakalnym uporem chronię przed zmianą moje zniszczone fotele. Manifestuję w ich imieniu, wystawiając na światło każdą plamę, dziurę, każdą deformację kształtu. Obiecuję im spokojne dokonanie żywota w stanie nie do zniesienia dla współczesnej wnętrzarskiej estetyki. Czy jestem im coś winna?  

W pięknej, choć "nieporządnej" historii miłosnej pod znamiennym tytułem "Dziura" (1998) Tsai Ming-Liang opowiada o sąsiadach w jednym z komunalnych bloków. Umieszcza ich wśród swoich ulubionych motywów - mieszkania są małe i sypiące się, nieustannie pada ulewny deszcz, dziewczyna znosi do domu niewiarygodne ilości papieru toaletowego, zewsząd leje się woda, odłażą tapety, mieszkający nad nią chłopak jest sprzedawcą w opuszczonym centrum handlowym. Któregoś dnia zaalarmowany hydraulik, szukając uszkodzonej rury w jego mieszkaniu, ryje w podłodze tunel i zostawia po sobie niewielką dziurę, która w wyniku tego ogólnego sypania się wszystkiego oraz z pomocą bohaterów będzie się powiększała. Walcząca ze sobą para w szeregu komicznych scen, przeplatanych charakterystycznymi potem dla Tsaia, komentującymi akcję wstawkami musicalowymi, będzie coraz bardziej ciekawa siebie, aż w końcu w ostatniej spektakularnej scenie chłopak wciągnie dziewczynę przez dziurę na swoje piętro. Niepoprawna dziura uratuje ją tym samym przed dziwną, przenoszoną przez karaluchy, szerzącą się w mieście chorobą, na którą zapada.  



Tymczasem GW publikuje raport, dotyczący wnętrz i domów, odpowiadając na pytanie: Co się podoba Polakom (materiał dla czytelników/widzów o mocnych nerwach):

wnętrza >>>

domy >>>


niedziela, 30 sierpnia 2009, pravdan

Polecane wpisy

  • gościnnie

    drodzyprzyjaciele ar+di, programu architektura+dialogasp, i wszyscy zainteresowani, po trzech latach nieobecności wgdańsku zapraszamwas wszystkich na nową seri

  • MIASTOGRAF 2009

    <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> II festiwal działań miejskich w Łodzi 1 - 10 października 2009 interdyscyp

  • miejskie zabawki

    <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> Pamiętam, jak na drugiej gdańskiejpeczakczy jeden z prezenterów opowiadał

Komentarze
Gość: chinaski, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/02 20:49:57
Chyba nie do tego dodałem, ale i tak mam takie fotele:-)
-
2009/09/02 21:16:36
nie do tego
z dziurą?
-
Gość: chinaski, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/02 21:36:10
Na oparciach z dziurami, takimi wyrwanymi.. Nie ja je uczyniłem, ale są szykowne i je lubię:-).
-
2009/09/03 07:43:35
czy budujesz wokół nich jakąś dramaturgię?
-
Gość: chinaski, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/05 18:26:27
od lat:-)
-
2009/09/10 12:20:36
Tu fotelowa awangarda - a tu wapniaki krytykują!! " ..........., a karawana idzie dalej!!!" Tak trzymać !!!!
-
2009/09/10 15:23:42
Wasze kocyki nie są mi straszne :)