agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
niedziela, 30 listopada 2008
stary nowy Alonso


Film na grudniowe wieczory

„LIVERPOOL” Lisandro Alonso >>


Miasta już skrzą się tysiącem kolorowych lampek, za chwilę świat zamieni się w choinkową bombkę. Ale nie każdy lubi piosenki z dzwoneczkami, ogłuszający blask świętowania, orgię przedświątecznych zakupów. Niemożliwe? Prawdziwe. Schronienia szukajmy w kinie. Dla tych wszystkich dziwaków, którzy w tym czasie najchętniej zapadliby w zimowy sen, Mañana – dystrybutor filmów z obrzeży, również latynoamerykańskich – przygotowała prezent. W grudniu wprowadza na polskie ekrany film jednego z najbardziej radykalnych i osobnych twórców nowego kina argentyńskiego – Lisandro Alonso „Liverpool” (2008). Mogli go już obejrzeć widzowie, kończącego się właśnie, 4. Festiwalu Filmy Świata ale kino! To wyjątkowy film na grudniowe wieczory.







piątek, 28 listopada 2008
jak piątek, to: Dorociński...

Brudny Harry Potter alias kryzysowy narzeczony

MARCIN DOROCIŃSKI >>

(podwójne wizerunki)

Trzy lata temu werdykt jury brzmiał: dla młodego aktora wyróżniającego się wybitną indywidualnością. Zdobywcą nagrody im. Zbyszka Cybulskiego został Marcin Dorociński (rocznik 1973). Chwilę wcześniej publiczność festiwalu filmowego w Gdyni zobaczyła go w – jak się wydaje przełomowej dla jego kariery - roli Despera w pełnometrażowym debiucie Patryka Vegi „Pitbull” (2005). Chwilę potem – w przeniesionym na mały ekran serialowym kryminale pod tym samym tytułem. Dorociński zaskoczył. Bohaterowie spod znaku Brudnego Harry'ego to jego żywioł.




wtorek, 25 listopada 2008
syte osiołki mieszkają w 3m

Przedstawiciele gdańskich środowisk twórczych debatują nad tym, jak i w co ludność Trójmiasta Włącza się! Kulturalnie >>. Tymczasem przywykliśmy, że gdy w 3m nie dzieje się nic, to się nie dzieje i wiatr lodowaty hula tylko, unosząc piach na wydmach. Ale jak się już dzieje, to ho, ho i ludność postawiona jest od razu przed wyborem, z którym podobieństw szukać wypada chyba w mitologii. Tak też się stało. I niech wybierają. Bo wolność wyboru to jest ten kształt w szlachetnym kruszcu wyrzezany kozikiem, jak mawia Żuławski (choć nie o kruszcu było w oryginale), o który nam chodzi. Osiołkom w żłoby dano w tym tygodniu:

- - -

(26.11 - 1.12) w Gdyni, Gdańsku i Sopocie replika

Międzynarodowego Festiwalu Filmowego WATCH DOGS

Prawa człowieka w filmie >>

a w programie bardzo a'propos poprzedniego wpisu >> film Artura Żmijewskiego "Polak w szafie", dokumentujący badania terenowe w Sandomierzu i okolicach, przeprowadzone w 2005 roku przez grupę studentów prof. Joanny Tokarskiej-Bakir, dotyczące żywotności antysemickiego mitu o żydowskim mordzie rytualnym. "Polak w szafie" rejestruje dyskusję młodych badaczy po zebraniu wyników oraz ich "pracę z obrazem" - działania warsztatowe, prowadzone z Arturem Żmijewskim w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. To miało być takie "odreagowanie". Tokarska-Bakir mówiła w wywiadzie:

'Każdy przeżył to inaczej, ale dla wielu film Żmijewskiego „Polak w szafie”, który dokumentuje nasze dyskusje i „pracę z obrazem”, był ważny dla zrozumienia tego dosyć brutalnego doświadczenia. W Sandomierzu zajęliśmy z konieczności miejsce nieobecnych. I potraktowano nas właśnie jak Żydów, którzy wracają. Choć jesteśmy znacznie bardziej asertywni, z perspektywy widzę to, co nas spotkało jako powtórkę tego, co przydarzyło się księdzu Musiałowi. Polska wspólnota narodowa wzoruje się na ludowym światopoglądzie, który etnograf Ludwik Stomma sprowadził kiedyś do trafnej formuły: „Jest tak, jak ma być; ma być tak, jak jest”. W rezultacie każdy, kto ma zastrzeżenia do kształtu polskiej tolerancji, sam obwiniany jest o nietolerancję. Witold Gombrowicz napisał kiedyś, że Żydzi byli tym, co nas łączyło z najgłębszą i najtrudniejszą problematyką świata. Zagłada, a następnie rodzimy narodowy komunizm spod znaku Moczara, wymyły z Polski Żydów, a razem z nimi na dekady zamknęły całą problematykę inności. Po drugiej wojnie światowej polska wspólnota obywatelska, choć nazywała się najpierw komunistyczną i internacjonalistyczną, zaś po zwycięstwie „Solidarności” katolicką, czyli powszechną, naprawdę powszechna nigdy nie była'.

Wśród 30 godzin projekcji na pewno warto zobaczyć "Istnienie" Marcina Koszałki (2007) o przedśmiertnych przygotowaniach aktora Jerzego Nowaka, chilijskie "Miasto fotografów" Sebastiana Moreno Mardonesa (2006), którego bohaterami są fotoreporterzy, dokumentujący demonstracje przeciwko dyktaturze Pinocheta na ulicach Santiago de Chile, "Nie można zawinąć żaru w papier" (2007) w reżyserii świetnego dokumentalisty, uciekiniera z Kambodży Rithy Panha (jego fabularny debiut "Ludzie z ryżu" oglądaliśmy jesienią podczas festiwalu filmów wietnamskich "Kino w pięciu smakach"), "Kredens" (2007) Jacoba Dammasa, współtwórcy zespołu filmowego Polskie Bastardy, który założył z Rafaelem Lewandowskim i Leivem Igorem Devold - filmowcami polskimi urodzonymi poza Polską. 

- - -

(26 - 29.11) w gdańskim klubie Żak m.in. replika 4. Festiwalu Filmy Świata ale kino! >>

polecam szczególnie:

TEZA reż. Haile Gerima; Etiopia 2008

LIVERPOOL reż. Lisandro Alonso; Argentyna 2008

MLEKO / SÜT reż. Semih Kaplanoglu; Turcja 2008

3 KOBIETY W RÓŻNYM WIEKU reż. Manijeh Hekmat; Iran 2008

- - -

(26.11) w Gdańsku Indeks 73 >> debatuje nad tym:

Jaki wpływ mają zwolennicy wolnej kultury na tworzenie nowych regulacji prawnych? Jakie korzyści w wymiarze kulturotwórczym i postępu cywilizacyjnego może przynieść udostępnianie utworów w sposób otwarty (np. na licencji Creative Commons)? W jaki sposób poszerzać definicję i siłę rażenia „wolnej kultury”?

Prowadzenie debaty: Lidia Makowska, Kultura Miejska Gdańsk, Indeks 73

Paneliści:
Jarosław Lipszyc, Fundacja Nowoczesna Polska w Warszawie, Indeks 73
Daniel Muzyczuk, kurator w CSW Znaki Czasu w Toruniu, prawnik, Indeks 73
Jacek Niegoda, artysta audio/wizualny, Indeks 73
Roman Pawłowski, dziennikarz Gazety Wyborczej, Indeks 73
Kuba Szreder, socjolog, kurator projektów artystycznych w przestrzeni społecznej
Grzegorz Ilnicki, student prawa, działacz „Młodych Socjalistów”

a potem

KONCERT NA PROJEKTORY KINOWE. Epitafium dla 37 kin
Piotr Wyrzykowski

- - -

(27.11 g. 18) w gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia >> wykład Kuby Szredera "Publiczny potencjał sztuki" w ramach cyklu Pod Prysznicem Sztuki (po raz ostatni przygotowany przez Daniela Muzyczuka).


- - -

(28.11 g. 12.15) w ramach "Dni Architektury" Politechnikę Gdańską odwiedzi meksykański architekt Marco Marcello Montes Skertchly, profesor Wydziału Architektury Uniwersytetu Autonomicznego w Aguascalientes, wygłosi wkład "Ekspresja w architekturze Meksyku".



niedziela, 23 listopada 2008
do lektur


Joanna Tokarska-Bakir o "legendach o krwi"

Teza wyjściowa brzmi: w odróżnieniu od dyskursów różnych polityk historycznych język potoczny nie kłamie, jest mimowolnie prawdomówny. Język ten sprawozdaje po prostu, jak ludzie widzą świat.

Jadąc do Sandomierza, sama niespecjalnie wierzyłam, że "legendy o krwi" - czyli wiara w to, że gdzieś, kiedyś Żydzi porywali i "kłuli" chrześcijan - pojawią się w co drugiej rozmowie - mówi prof. Joanna Tokarska-Bakir.


polecam wywiad Anny Binkot z Joanną Tokarską-Bakir w GW (z soboty 22.11):
"Malarz tylko psa wymyślił" >>>>



o książce >>>>


piątek, 21 listopada 2008
jak piątek, to: ArchFilmFest


W KINIE ARCHITEKTURY - 2. ArchFilmFest >>

Jesienią znowu poszedł w Polskę. Już drugi raz. Warszawa, Wrocław, Kraków, Łódź, Katowice, Szczecin, pozostał jeszcze Poznań (2 – 4.12). Organizowany przez internetowy serwis Sztuka Architektury, ArchFilmFest nie tylko z powodzeniem pokazuje dokumenty, poświęcone współczesnej architekturze, ale przede wszystkim otwiera debatę na jej temat, a to już na polskim podwórku rzecz niemal unikatowa.





plus powtórka z Reygadasa >>
(weekend ze światłem na horyzoncie_3)


poniedziałek, 17 listopada 2008
fru, fru... od Karoliny


Nadchodziła noc. Drobnymi krokami nadchodziła noc. Znudzona. Zawiedziona. Opuszczona. Karolina wrzuca do swojej ślicznej torby podróżnej w te wszystkie kolorowe piki i trefle kilka - jak jej się wydaje - niezbędnych rzeczy. Wytartych, suchych jak pieprz, stęsknionych za wiatrem i piachem, fruwającym w powietrzu, wciskającym się pod ubranie, zgrzytającym w zębach. Ten wiatr... zamorski jakiś. To marzenie. Tymczasem wyspa nie daje się tak łatwo opuścić. Trzyma ją oburącz. Daje się jedynie przejechać. Bezlitośnie, uzbrojoną oponą. Na rozjeżdżonym przez bywalców szlaku. Co to było? Ciągle lato i lato, i lato. Słońce, puste ruiny, tureckie oczy. Turcela, turcela... Te wszystkie zaniedbane i ponure miejsca. Jak ja, kwituje Karolina widok, rozpościerający się za ciemnymi szkłami jej okularów. Czy ktoś mnie wołał? Odwraca się niepewnie. Turcela...

Układa głowę na wzorzystych poduszkach, bezsilna. Bez sił. Nie słyszy, nie widzi, próbuje kebabu, wypija cierpki czaj. Kebab ADANA, nie zna takiego imienia. Minęła zamki w górach Kyrenii, niewidzialne miasta, malowniczo wyrastające ze skał jak skalne rośliny. Buffavento oznacza gwałtowny powiew wiatru, wioska Beylarbeyi, Bellapais... Bawię się. Zostawiwszy za sobą Bellapais. Wysyłają ją do Gasimagusy, po grecku Famagusty, ale zostaje.

W tej budzie nikogo, stół wynoszą mi z nieba, zamiatają miotłą. Jedzenie... proszę o drugą porcję, drugi czaj. Jem lahmacun. Jakiś turecki niemowa z uśmiechem w oczach prowadzi mnie do Sultanahmet. Tam Australijka, żona Turka ma dom. W jej objęciach było już jak w domu. Skąd taka bliskość? Z takiego daleka, z koloru skóry, włosów, sposobu starzenia się, zapachów...? Rano na wsi zaczyna się dwudniowy festiwal. Radość, muzykowanie, jedzenie i picie, wszystko własne, wyhodowane, wytworzone, zbierane, przerobione. W mojej restauracji przygotowano już placki do lahmacun. W ilości setek. Widziałam te kulki na stołach. Ale muszę jechać dalej. Na wschód, na wschód, północne wybrzeże...


Buffavento i zapisana kartka frunie już nad oliwnym sadem. List bez butelki unosi się nad dachami wyschniętej na pieprz wioski, która wiwatuje na cześć miejscowego notabla. Szybciej, szybciej, ucieka coraz wyżej. Już go nie złapie wyciągnięta w górę ręka Karoliny. Pstryk, pstryk, klaszczą jej osamotnione palce, a dłonie przybierają kształt grabek, bezskutecznie grabiących gorące powietrze. Powietrze, choć zagrabione, wciąż wraca na swoje miejsce jak kasza manna na dno talerza. Puste rowki, jak dawniej, natychmiast wypełniają się nasączoną mlekiem kaszą.


CYPR TURECKI
(do kliknięcia)

 



sobota, 15 listopada 2008
weekendu ze światłem cd: Aki Kaurismäki

W kraju czerwonych goździków – „Światła o zmierzchu”

Aki Kaurismäki'ego >>

(weekend ze światłem na horyzoncie_2)

Czy zdarzyło wam się obejrzeć kiedyś film dla jego koloru? Albo dla jego geometrii, dla światła, zapachu? Z tym zapachem to chyba przesadziłam, nie wszystkie kwiaty pachną. Wolna od typowo polskich skojarzeń, bardzo lubię czerwone goździki. Dokładnie dwa lata temu, w listopadzie na polskie ekrany wszedł i przeszedł bez echa niezwykły film fińskiego reżysera Aki Kaurismäki'ego, film ze światłem nie tylko w tytule. Film jak czerwony goździk.




piątek, 14 listopada 2008
jak piątek, to: Żuławski FEST


Raport z życia mniejszości – „Opętanie” Andrzeja Żuławskiego >>
(weekend ze światłem na horyzoncie_1)

Trwa właśnie w Polsce festiwal kina Andrzeja Żuławskiego. Festiwal w szerszym znaczeniu tego słowa. To nie tylko prezentacja filmów reżysera, mało znanego młodej publiczności. Festiwal, bo cieszymy się Żuławskim. Odkrywamy go lub odkrywamy go na nowo. Pomoże nam w tym wydany latem przez Krytykę Polityczną przewodnik, efekt kilkudniowej rozmowy, podczas której redaktorzy KP Piotr Marecki i Piotr Kletowski odpytywali Żuławskiego z życia i twórczości. Powstał wywiad-rzeka, wzorowany na tych największych, klasycznych już wywiadach, choćby Francoisa Truffauta z Alfredem Hitchcockiem (wydanie polskie - Świat Literacki 2005).






czwartek, 13 listopada 2008
czytelnicza sztafeta

Latynoska pałeczka czytelniczej sztafety wpadła w moje ręce. Pytań, na które mam odpowiedzieć, jest 10 (choć krążą i dłuższe wersje):

  1. O jakiej porze dnia czytasz jak najchętniej?

    Nie mam ulubionej pory, choć sobotnie przedpołudnie lubię spędzić na lekturze weekendowej gazety (to w końcu też czytanie). Książki - jak się trafi. Bywa, że czytam w porach, które dla innych są jeszcze głęboką nocą. Choć raczej po 5 rano, niż przed 5. Nigdy po 22. Czyli nie czytam w porze tak zwanej „ciszy nocnej”. Poza „ciszą nocną” jestem niezależna w swoich chęciach od pory dnia, choć często – przy śniadaniu, dlatego preferuję nie za długie, zamknięte rozdziały, albo nie za długie opowiadania, szybkość czytania dopasowuję do szybkości jedzenia i na odwrót.

  2. Gdzie czytasz?

    Często do czytania wykorzystuję krótkie podróże. Pociąg. Ruch sam w sobie sprawia mi przyjemność, lubię patrzeć na rzeczy w ruchu, więc często dzielę sobie taką podróż, żeby i poczytać i popatrzeć. Nigdy nie czytam w dalekich podróżach, ponieważ mam do nich stosunek nabożny. Gdy tylko pojawia się jakaś inność, kompletnie nie potrafię skupić się na lekturze (nawet gdyby tej inności dotyczyła). Nie potrafię oddać się papierowej historii, skoro ta żywa kręci mi się przed oczami.

    Jedynym miejscem, które absolutnie pasuje do mojego czytania i w którym czyta mi się zawsze najlepiej są Kaszuby. Potrzebuję tam – oprócz książki - kilku zaledwie rekwizytów: leżaka w paski, ciszy (przerywanej raz po raz szumem brzóz, popiskiwaniem ptaków czy rechotem żab) i kawy. Neutralności, stałości, bezruchu krajobrazu wokół.

  3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

    W łóżku – wykluczone – natychmiast zasypiam.

  4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

    Gdyby któryś z moich ulubionych autorów napisał klasyczny przewodnik turystyczny, to bym go pewnie przeczytała, mimo że przewodniki turystyczne to moim zdaniem najnudniejsze książki na świecie, zaraz za nimi plasują się książki, pisane przez filmoznawców. Ale jak się zastanowić, to moi ulubieni autorzy często piszą przewodniki turystyczne, choć nazywa się to wtedy zbiorem esejów albo opowiadań z podróży.

  1. Jaką książkę ostatnio kupiłeś?

    Wczoraj kupiłam wywiad-rzekę z Andrzejem Żuławskim (Żuławski. Przewodnik Krytyki Politycznej). Ktoś napisał, że to jest „książka lata”. Ja ją przeczytam jesienią. Podoba mi się, bo z wyglądu i zapachu przypomina taki mały, gruby kalendarz ścienny z kartkami do wyrywania. Jedna kartka na jeden dzień. Tu: rok ma ponad 500 dni.

    Kupuję książki, a potem one czekają w zgrabnych kupkach. Często zdarza mi się czytać kilka książek naraz. Lubię mieć swoje i w nich bazgrać, dlatego ciężko mi pożyczać i w jedną i w drugą stronę, w jedną – bo w czyjejś własności bazgrać nie wypada, w drugą – bo bazgranie to jednak intymna sprawa.

    W kupce czekają dzienniki Mekasa, kolejne opowiadania z cyklu „Ludzie, miasta. Literatura Białorusi, Niemiec, Polski i Ukrainy”, Klinaua „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”, „Bieguni” Tokarczuk, do których już raz podchodziłam i odeszłam zniechęcona, Witkowski (już się cieszę), „Nowa singielka” E.Kay Trimberger (prezent), „Wizualność miasta. Wytwarzanie miejskiej ikonosfery” i wiele, wiele innych...

  2. Co czytałeś ostatnio?

    „Most nad Złotym Rogiem” Emine Sevgi Özdamar

  3. Co czytasz aktualnie?

    „Żuławski. Przewodnik Krytyki Politycznej” - wywiad z Andrzejem Żuławskim Piotra Mareckiego i Piotra Kletowskiego

  4. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

    No, nie wiem, coś tam wkładam. Czasem. Ostatnio moją zakładką była reklamówka Transfotografii. Teraz to pewnie będzie reklamówka przeglądu Najgorszych Filmów Świata (w przeglądzie m.in. Tureckie Gwiezdne Wojny z 1982 w reżyserii
    Çetina Inança).

  5. Co sądzisz o książkach do słuchania?

    Nie słucham, ale na spotkaniach z pisarzami lubię, jak odczytają na głos fragment swojej książki. Potem kiedy sama czytam tę książkę, to czytam z tym głosem w głowie.

  6. Co sądzisz o e-bookach?

    Przynajmniej kurz się na nich nie zbiera, a i kupki mniej zajmują miejsca.



Pałeczkę przekazuję Jeżowi Węgierskiemu, Narracjom, Pajęczakom i Perturbacjom czyli Jahowi.


poniedziałek, 10 listopada 2008
... i się kończy: Most nad Złotym Rogiem


Most nad Złotym Rogiem – Emine Sevgi Özdamar >>
(turecki weekend)

Mija właśnie 70 rocznica śmierci Mustafy Kemala paszy - Atatürka (Ojca Narodu), który u progu XX wieku przeniósł stolicę Turcji ze Stambułu do Ankary, dokonał republikańskiego przewrotu na niespotykaną wcześniej skalę. To jedno z największych tureckich świąt narodowych. Ulice miast toną w czerwieni, wszędzie wiszą flagi i portrety prezydenta. Jego mit jest po tylu latach nieustająco żywy. W rozpolitykowanym romansie, w swojej autobiografii - „Most nad Złotym Rogiem” (wyd. Pogranicze, Sejny 2007) - przyszła aktorka Emine Sevgi Özdamar opowiada o burzliwym okresie rewolty 1968 roku. Na ulicach Stambułu opozycyjne frakcje biły się wtedy o prawo do pamięci. Socjalista, faszysta, prawicowiec, ortodoks, przedstawiciel bojówek „Szarych Wilków”, każdy chciał być dzieckiem Atatürka.




niedziela, 09 listopada 2008
turecki weekend trwa: Stambuł w kinie


HAMAM, KAR, KÖPRÜ... Stambuł w filmach Ozpetka, Ceylana i Akina >>

(turecki weekend)

„Tureckie kino”, które znamy, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, kilka nazwisk krążących po światowych festiwalach, trafiających do dystrybucji. A przecież Fatih Akin jest mieszanką (wybuchową) turecko-niemiemiecką, Ferzan Ozpetek od lat kręci filmy we Włoszech, Nuri Bilge Ceylan – İstanbullu – to bardziej Europejczyk niż Turek. Czy zatem możemy w ich przypadku mówić w ogóle o tureckości? Symbolem tych przenikających się wpływów, a może tego pomieszania początkiem w ich filmach jest Stambuł, niezwykłe miasto przecięte europejsko-azjatycką granicą.



powtórka z Pamuka >>



piątek, 07 listopada 2008
jak piątek, to: Na krawędzi nieba


Krótki film o śmierci
– Na krawędzi nieba – Fatiha Akina >>
(turecki weekend)

Jak mówić o Fatihu Akinie – turecki Niemiec? Turek z Hamburga? Jest jednym z wielu dzieci emigrantów, przed którymi zachodnie Niemcy otworzyły swoje granice na przełomie 60. i 70. lat XX wieku. Po kilku mniej lub bardziej udanych próbach reżyserskich, Akin zaistniał w świadomości widzów nagradzanym, gdzie tylko się pojawił, fenomenalnym filmem „Głową w mur” (Gegen Die Wand, 2004). To właśnie w nim, po raz pierwszy na taką skalę, Akin pochylił się nad historiami podobnych sobie niemieckich Turków, czy tureckich Niemców – jak kto woli – i był to prawdziwy strzał w dziesiątkę.




powtórka ze Stambułu >>



czwartek, 06 listopada 2008
Marian Pankowski w Polsce


"Wie pan, ja straciłem wiarę stosunkowo wcześnie. Ja jako pisarz funkcjonuję estetycznie i logicznie… Ja wierzę… Wyrwało mi się to słowo… Nie wierzę w pana Boga, bo byłem w Auszwicu czy innych obozach koncentracyjnych, ale sacrum jest dla mnie jedyną ścieżką prowadzącą w stronę, która się kończy niebytem, nicością itd. Z tym, że godnie, bez iluzji, bez tej utopii. Wszystko jest utopią, jeśli chcemy myśleć dokładniej, więc ja broniłbym się. Nie jestem przeciwny religii, to byłoby nonsensem. Religię wynaleźli tysiące lat temu nasi przodkowie jako jedyny ratunek przed nicością, przed katastrofą, przed samobójstwem. I tym się żywimy, nadajemy jej formę ideologiczną, czy religijną, że to Coś gdzieś tu niby jest. Tego pewnie nie ma, ale my się pocieszamy, że pewnie jest".


w Gdyni oczekiwany 14 listopada


info o wizycie >>

wywiad z Marianem Pankowskim w Krytyce Politycznej nr 15 >>





środa, 05 listopada 2008
trwa Żuławski Fest


DKF Marcello we współpracy z Krytyką Polityczną nieustająco zaprasza na przegląd filmów Andrzeja Żuławskiego i promocję książki-wywiadu Piotra Kletowskiego i Piotra Mareckiego z reżyserem - Żuławski - Przewodnik Krytyki Politycznej”.


5 listopada - „Wierność” (2000)

12 listopada - „Opętanie” (1981) + spotkanie z reżyserem





g. 20.30 kino Polonia, Sopot


koniec z nazwiskami?


Debaty o architekturze z wysokim budżetem ciąg dalszy:

Frank Gehry projektuje butelki wódki, Norman Foster - jachty. Robią to nie dlatego, że umieją to lepiej od innych, tylko dlatego że mają znane nazwiska. Sukienki Zahy Hadid są żywo komentowane w pismach o modzie, a pewna sieć kawiarni zbija majątek dzięki temu, że z jej firmowym kubkiem lubi pokazywać się Daniel Libeskind. Gehry użyczył głosu własnej parodii w kreskówce "Simpsonowie", a także stał się bohaterem filmu Sydneya Pollacka ("Szkice Franka Gehry'ego") i przyjął na staż do swojej pracowni Brada Pitta, który ponoć zawsze marzył o budowaniu domów dla biednych ludzi. Dziś sławni architekci są nie tylko częścią popkultury, ale także potężnej machiny marketingowej, w której projektowanie domów schodzi na dalszy plan. Zaha Hadid to dziś wśród celebrytów architektury najmocniejsza marka. Projektuje meble, samochody, buty, lampy i sztućce. Po świecie wędruje właśnie zaprojektowany przez nią przenośny pawilon z kolekcją prac modnych światowych artystów zainspirowanych kształtem słynnej torebki Chanel. Siła tych dwóch marek występujących razem daje gwarancję sukcesu. (...)

Wielka machina marketingowa, w której tak świetnie funkcjonują dziś Gehry, Foster, Hadid, Libeskind, ma coraz mniej wspólnego z dobrą architekturą. Nie trzeba być znawcą, by zauważyć, że ich pomysły powtarzają się, a brak szacunku do zastanego otoczenia coraz częściej spotyka się z reakcją. W 2007 roku mieszkańcy Bazylei odrzucili w miejskim referendum projekt nowej sali koncertowej przygotowany przez Zahę Hadid. Szwajcarzy woleli, aby budynek w ich mieście zbudował ktoś mniej sławny, kto jednak bardziej uszanuje lokalną zabudowę i tradycję.
Pewność siebie oraz ceny, jakie dyktują słynni architekci, powodują, że coraz więcej miast zleca projekty mniej znanym pracowniom”.


Anna Cymer: Zmierzch starchitektów, GW z 5 listopada 2008, cały tekst >>>>


pawilon Zahy Hadid dla Chanel (tu: jakby nie było w kształcie kaszkietu)



 
1 , 2