agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
poniedziałek, 31 grudnia 2007
twoja cyfra: 3

"Sam Sylwester dokona magicznej przemiany twojego domu lub bliskich ludzi. Tego dnia odkryjesz piękne i stare historie, a także poznasz tajemniczego przyjaciela. Otrzymasz od tej osoby jakiś niezauważalny dla innych znak, że ci patronuje. Północ zapowiada się jako duchowy moment. Odejście Starego Roku i nadejście Nowego nastroi cię filozoficznie. Zapewne w twoich życzeniach dla innych będzie potężna dawka mądrości. Przebudzenie w Nowym Roku będzie dla ciebie spokojne i radosne. Otoczony bliskimi i wesołymi ludźmi zrozumiesz, że jesteś naprawdę szczęściarzem!"

udanego sylwestra! (bez fajerwerków)


niedziela, 30 grudnia 2007
kilka piosenek z przyszłości

Zanim się drwiąco (acz smutnie...) uśmiechniesz, zważ jednak, Czytelniku, iż Kämpffert (Waldemar Kämpffert, futurolog) przyznał z góry i bez ponaglania, że choć jego metoda przewidywania przyszłości jest naukowo bez skazy, przepowiednie (a my wraz z nimi) mogą się nie doczekać spełnienia: 'Jedynymi przeszkodami dla dokładnego prognozowania - zastrzegł się - są partykularne interesy, które mogą przyhamować postęp ze względów ekonomicznych: tradycja, konserwatyzm, oraz związkowy opór i ustawodawstwo'.

Innymi słowy: to ludzie przeszkadzają przepowiedzieć dokładnie, co im się przytrafi. Gdyby tylko można było ich wścibstwu zapobiec, a jeszcze lepiej całkiem ludzi ze świata usunąć, dałoby się ich przyszłość bez pudła przewidzieć... Nie da się tego jednak, ku utrapieniu futurologów, zrobić. Chyba że się należy do tych sterowanych przez komputery robotów z opowiadania Stanisława Lema, które znalazły na bałagan ludzki lekarstwo niezawodne i definitywne, układając harmonijne i estetycznie doskonałe figury geometryczne ze schludnych krążków tłoczonych z masy uzyskanej z przerobu krnąbrnych ludzkich ciał. Ktokolwiek wróżbiarstwa się ima, komputerem nie będąc (a więc pozbawiony luksusu zamknięcia się w świecie na miarę potrzeb wróżbiarskich skrojonym i wobec wróżbiarzy spolegliwym), staje wobec nie lada wyzwania. Ma on wszak wyczarować logiczny i konsekwentny, a więc przewidywalny ciąg skutków z nieuleczalnie 'nieporządnych', nielogicznych i niekonsekwentnych, a więc nieznośnie opierających się przewidywaniom, poczynań ludzkich...

Utrapienie z tymi ludźmi...

(...) starczy, żeby zgodzić się z sentencją Lévinasa, iż przyszłość to owa 'absolutna inność', z jaką komunikacji być nie może, choć ludzie, ludźmi będąc, nigdy prób przeniknięcia owej inności, bo innością jest, nie zaniechają”.

(Zygmunt Bauman, Pięć przewidywań i mnóstwo zastrzeżeń)



Należy więc żywić kruchą nadzieję, że Rufus Wainwright w trasie, promującej płytę "RELEASE THE STARS", jednak dotrze do Polski 11 kwietnia 2008 i zaśpiewa w stroju tyrolskim w Warszawie, w Palladium




poniedziałek, 24 grudnia 2007
przyszła kryska na Jasia




wszystkim, co lubią: dobrego Jasia w wigilię świąt



sobota, 22 grudnia 2007
święty czas - zwierzęta na prochach


Kiedy po raz wtóry dzisiaj próbuję wyjść z R na spacer tym świątecznym, choć przecież nie sylwestrowym czasem i mi się nie udaje, pluję przez lewe ramię, tupiąc i klnąc. Jestem czarownicą. Rzucam klątwę: niech im ręce pourywa! Nie bądźmy jednak zbyt dosłowni, choć krew mnie zalewa, a oko pokrywa się bielmem. Moja klątwa nie działa wprost, choć wcale by nie zaszkodziło. W ramionach mocno trzymam trzęsącego się psa, inaczej rzuciłby się na oślep gdzieś ku jakiejś przystani w lepszym świecie, z lepszymi ludźmi dookoła. Ale to mrzonki, tu nie ma takiego świata, niezawodny nos R już o tym wie, instynkt nie pozwala mu zostać. Wyrywa się, dusi, ma przerażenie w oczach. A moja klątwa jak szary dym wędruje po blokowisku, tropiąc trzpiotliwe, złe, bezmyślne duszyczki, ubawione po pachy kolejnym wystrzałem w puste niebo.


Używając wyrobów pirotechnicznych, należy pamiętać, że w wielu wypadkach wojewoda lub władze samorządowe prawem miejscowym wprowadzają zakaz lub ograniczenie używania wyrobów pirotechnicznych w miejscach publicznych, a możliwość organizowania pokazów uzależniają od uzgodnienia ich z właściwymi organami Państwowej Straży Pożarnej. Wyjątkiem będą dwie daty - 31 grudnia i 1 stycznia. Należy pamiętać, że obowiązuje bezwzględny zakaz sprzedaży artykułów pirotechnicznych osobom w wieku poniżej 18 lat, a sprzedawca może żądać okazania dokumentu stwierdzającego tożsamość i wiek kupującego. Ci, co złamią zakaz używania wyrobów pirotechnicznych w miejscach publicznych poza datą 31.12/1.01, trafią do sądu dla nieletnich lub, jeśli są pełnoletni, grozi im kara grzywny nawet do 5 tys. zł.



R pozuje "w sprawie": wyrzuć fajerwerki, pomyśl o zwierzętach


piątek, 21 grudnia 2007
podniebni nurkowie

Idą święta. Święty czas. Do drzwi coraz częściej pukają zachrypnięte dziatki, dzierżące w dłoniach papierowe szopki, suto oblepione watą. Pielgrzymujący kolędnicy. Sprzedawcy jemioły. W telewizji w porze największej oglądalności pokażą jeżeli nie „Jezusa z Nazaretu”, to chociaż „Jezusa z Montrealu”. Przyznam, że w moim rodzinnym domu wraz ze świątecznym czasem pojawiała się zawsze jedna myśl uciążliwa, żeby nie powiedzieć dylemat, bo święta świętami, ale potem nieuchronnie nadchodził czas próby, czas księżowskiego kolędowania i czy przyjmujemy „kolędę”, kiedy, kto i jak? Nikt nie miał wątpliwości, jaki charakter ma to kolędowanie w wielkomiejskiej parafii, w blokowisku na ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców. Ale też sami nie byliśmy bez winy. Ojciec zawsze „w pracy” chował się w pokoju obok, mama czasami się załamywała i nie otwieraliśmy przed kolędnikami drzwi, udając, że nie ma nas w domu. Dlaczego? Nacisk hipokryzji na śledzionę, czy inną wątrobę wydawał się nie do zniesienia. I po co te nerwy - istnienie rytualnego teatru należało po prostu przyjąć do wiadomości.

Nasze nieodpowiedzialne zachowanie miało jednak poważne konsekwencje w postaci notatki służbowej w zeszycie kolędującego księdza. Choć notatka służbowa zachowywała wagę największą, a zła opinia mogła się za nami ciągnąć całe lata, powodując liczne trudności, na przykład z pochówkiem ciał, było coś znacznie gorszego, co dotykało mnie bezpośrednio. A mianowicie brak podpisu kolędującego księdza w zeszycie od religii i brak świętego obrazka. Podpis był potem sprawdzany publicznie przez katechetę, a jego brak skrupulatnie odnotowywany. Brak obrazka zaś stanowił poważniejszy problem. Właściwie skazywał na towarzyską banicję, na marginalizację, żeby nie powiedzieć wykluczenie, a z pewnością na upokorzenie. W środowisku dzieci stoczniowców w Polsce lat 80. brak świętego obrazka po kolędzie był czymś więcej niż tylko potwierdzeniem moralnego upadku.

Nie wiem, czemu znowu o tym myślę, o tym dziwnym rozdarciu, o tym fenomenie, który powinien niechybnie znaleźć się w jakimś nostalgicznym PRL-owskim leksykonie między butami Relax, a zdjęciem Franka Kimono. Może dlatego, że mój ojciec nadal „w pracy”, a mama jest dzielna i pełna poświęcenia, myśli przyszłościowo, nie chce, żebyśmy mieli problemy z pochówkiem naszych ciał, jeżeli nie w świętym czasie, to chociaż w poświęconej ziemi. Ale groby mogą mieć różną formę, nie tylko kopczyka, granitowej płyty z nieruchomym, zamyślonym aniołem u wezgłowia.

Rosjanin Leonid Tiszkow zbudował grób swojej zmarłej matce w warszawskim Zamku Ujazdowskim. Wybrałam się tam w mroźne przedpołudnie. Jego wystawę „Spójrz ku domowi”, na którą składają się rzeźby z tkaniny, instalacje i wideo, oglądałam w samotności, jakbym znalazła się właśnie w mroźne przedpołudnie na małym cmentarzyku gdzieś na Uralu. Na ekranie telewizora Leonid otwiera matczyną szafę „na wysoki połysk”. Wyciąga z niej jedno po drugim matczyne ciuszki, kolorowe sukienki, bieliznę, rajstopy i tnie, tnie, tnie zapamiętale, przerabia uświęcone odejściem właścicielki ubrania na długie paski, które zwija w kłębki jak wełnę, jak sznurek. Ubrania zmarłego to taka dziwna materia. Druga skóra z braku ciała, złożonego w grobie, staje się tą pierwszą, jedyną pozostałością, właściwym kształtem, przechowującym też zapach. Coś jakby relikwia. W pierwszej z trzech sal ekspozycyjnych, w której rozwieszono tkaninowe rzeźby, roznosi się delikatny zapach, resztka zapachu tanich kobiecych perfum.

W drugiej sali znaleźli się podniebni nurkowie. Od sufitu po podłogę wiszą poprzyczepiani do ścian, inaczej mogliby unieść się za wysoko i nie wrócić. Delikatnie kręcą ogonkami, ich ogonki powiewają na wietrze. To nie wiatr, to powiew z klimatyzatora. Małe twarze w turbanach z pociętych pasków matczynej skóry patrzą ci prosto w oczy. Kim są ci ludzie, co tutaj robią? Homunkulusy pozbawione rąk i nóg. Są jak wspomnienia, ciepłe albo chłodne myśli o tym, w którego twarz się wpatrujesz. Mogliby szeptać, choć zachowują milczenie. Jedynym głosem, jaki mogliby z siebie wydać jest szept.

Z jasno oświetlonego wnętrza trafia się dalej do ciemnego pokoju i kiedy wzrok, przyzwyczajając się powoli do szarości, rozpozna kształt, może podskoczysz z przerażenia. Mnie to spotkało. Zaśmiałam się w duchu nerwowym śmiechem, dotknęłam czoła, zostałam przy drzwiach, nie chcąc zakłócać spokoju postaci leżącej pod ścianą w łóżku. Postać była nienaturalnie długa, leżała pod kołdrą, to był anioł. Jego skrzydła leżały w nogach na pościeli. Anioł spał. Przez okno jego sypialni, zza firanki można było zobaczyć, co tak anioła zmęczyło. Za oknem anioł wyświetlał swój film albo sen. Chodził po kolana w śniegu, wspinał się po górach, podśpiewywał i skakał. Miał na sobie skrzydła, kufajkę, czapkę uszatkę, gumiaki. To był anioł z Uralu.


więcej o wystawie Tiszkowa >>>>



wtorek, 11 grudnia 2007
czas zmienia się jak farba


Nocami wciąż w podróżach. Wspinam się po stromych stambulskich schodach, choć stopnie sięgają mi do pasa. Ze Stambułu jadę do Indii. W autobusie palę nargile, brodząc w suchych listkach tureckiej herbaty. Razem z R występujemy w przedstawieniu tanecznym. R wbiega na scenę w jednym zaprzęgu ze srebrnymi husky...


Sny przydają się w trzech sprawach:

ALIF: Gdy czegoś pragniesz, a nie możesz o to prosić. Wówczas mówisz, że ci się to śniło. Dzięki temu możesz prosić, o co chcesz, bez konieczności proszenia.
BA: Gdy chcesz wyrządzić komuś krzywdę. Na przykład zniesławić kobietę. Wówczas mówisz, że taka to a taka dopuściła się zdrady. Albo taki to a taki pasza kradnie wino. Śniło mi się to, mówisz. Nawet jeżeli ci nie uwierzą, to będą o tym pamiętać.
DŻIM: Gdy czegoś pragniesz, lecz nie wiesz czego. Opowiadasz więc niezrozumiały sen. Przyjaciele lub rodzina natychmiast ci go wyjaśniają i mówią, czego potrzebujesz lub jak ci mogą pomóc. Stwierdzają na przykład: 'Potrzebujesz męża, dziecka, domu'...

Sny, które opowiadamy, nigdy nie są dokładnie tymi, które nam się śniły. Ludzie opisują jedynie to, o czym 'śnili' w ciągu dnia, i zawsze mają w tym jakiś ukryty cel. Tylko głupiec zdradza, co mu się śni w nocy. Czyniąc to, narazilibyście się na śmieszność lub uznano by wasz sen za zły omen. Nikt nie bierze na poważnie prawdziwych snów, łącznie z tymi, co je śnili, prawda?”

(Orhan Pamuk; Nazywam się Czerwień; Ja, Şeküre; WL Kraków 2007, s. 207)

zaglądając jej przez ramię na falach Bosforu



sobota, 01 grudnia 2007
polecam: co z tym pięknem? w strukturze


Monika Zawadzka: Znów piękne miasto? O potrzebie badań architektonicznych w przestrzeniach publicznych miasta.


"Pytanie o piękno architektury automatycznie i na powrót sytuuje architekturę w polu doświadczania sztuki, co bardzo cieszy, bo nie jest to wcale perspektywa oczywista. Tematem, który mnie pasjonuje jest architektura miasta, a szczególnie aura wciąż żywych miast, które magicznie przyciągają, działają na wyobraźnie i sprawiają, że wydajemy oszczędności, by dostać się pod bezpośredni wpływ ich oddziaływania. W tekście będę udowadniała, że wspólnotowość przeżycia jest współcześnie najcenniejszą jakością piękna w sztuce, i że architektura miasta europejskiego pomaga ją podtrzymywać. W czasach przemian miastom potrzeba twardej wiedzy płynącej z lokalnych badań architektonicznych, by być otwartym na zmianę i jednocześnie chronić własną tożsamość"....

więcej >>>>