agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
piątek, 31 marca 2006
zbliża się i zbliża...





...Wrocław


czwartek, 30 marca 2006
anons

sobota 1 kwietnia 2006, godzina 20:00 | siedziba ar+di: chlebnicka 13/16 gdańsk | 502.92.82.16
architektura+dialog podyplomowe studium projektowania akademia sztuk pięknych w gdańsku
www.diaade.org/ardi.html www.asp.gda.pl
zapraszamy na otwarte spotkanie w cyklu gość ar+di


między rzeźbą a architekturą

Zdzisław Pidek

Zdzisław Pidek, rzeźbiarz. Jego ostatnie najgłośniejsze realizacje to Polskie Cmentarze Wojenne w Katyniu, Miednoje i Charkowie oraz Pomnik Holocaustu w Bełżcu. Wszystkie realizacje powstały w rezultacie międzynarodowych konkursów architektoniczno-rzeźbiarskich.
Prowadzi pracownię rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.


wtorek, 28 marca 2006
byłem tyranem...

Kiedy wczoraj wieczorem serwisy doniosły, że Lem nie żyje, chcąc przypomnieć sobie to czy owo jego zdanie z tej czy tamtej powieści, sięgnęłam po stojącą na półce książkę. Zwykłym raczej, nie budzącym kontrowersji gestem. Uruchoniłam tym samym małą lawinę zdarzeń. Popchnięta książką, stalowa linijka, którą położyłam na półce, doprawdy nie wiem kiedy, z wielkim trzaskiem spadła na ziemię, wyrywając ze snu odpoczywającego na kanapie psa i niemal na pół przecinając w locie - jak brzytwą - niczym nie osłonięty, niewinnie spoczywający na stoliczku obok kompakt. Przez chwilę staliśmy z R nad tym pobojowiskiem w milczeniu, nie dowierzając (R w stosownej odległości). Podejrzewam, że Lem nie był entuzjastą brzdąkania Pata Mehteny'ego.

"... a więc, potworem, z pewną przesadą, może; ale to, że terroryzowałem otoczenie, zwłaszcza jako zupełny malec, jest prawdą. Jadać godziłem się, kiedy ojciec, stojąc na stole, na przemian otwierał i zamykał parasol, albo znów karmić można mnie było tylko pod stołem (...). Nauczyłem się pisać w czwartym roku życia, niemniej nie miałem tą drogą niczego specjalnie rewelacyjnego do zakomunikowania. Pierwszy list, jaki napisałem do ojca, ze Skolego, dokąd pojechałem z matką, był lakoniczny, donosił o samodzielnym wykupkaniu się w prawdziwym wiejskim klozecie z dziurą w desce. Nie donosiłem już, że do tejże dziury wrzuciłem wszystkie klucze naszego gospodarza-doktora".

Stanisław Lem, "Wysoki Zamek" - autoportret pisarza z okresu dzieciństwa.




oczyszczania cd.

4.
To pewnie przesada. Kolejna odsłona obsesyjnej i gwałtownej chęci zwrócenia na siebie uwagi. Która prawdopodobnie wypali się jak zapałka, jak zapał, jak zawsze. Niecierpliwość, brak spokoju, uniesienie, coś, co mówi szybciej, szybciej, nieumiejętność rozłożenia sił, żeby ich wystarczyło na dłużej. Ukochany deszcz pada nocą. Słyszę go przez sen, przez sen się uśmiecham. A rano znowu to słońce, w którym wszystko się zatraca, w którym milkną telepatyczne kanały. Z wieczora trochę mgły i zadziwiająco wysoka temperatura powietrza. Postanawiam przeczytać wiele książek. Nazwiska autorów nic mi nie mówią, tytuły mówią więcej. Osobny; Szczury. Przyobleka się w cienie; Bóg nie lubi szczęśliwych; Pięć błękitnych much. Jak przykurzony bibliotekarz we włóczkowych rękawiczkach bez palców grzebię, grzebię, przekładam z miejsca na miejsce stosowne stosiki i otwieram w końcu kolekcję z kolorowych okładek.

"(...) pomyślał, że nawet jeżeli nauczył się śpiewać, to się nie słyszy, co jest smutne, bo żył dla tego celu tak jak inni żyją dla spraw bardziej konkretnych, bardziej widocznych, wyrażających się w domach, dobrach, dzieciach. Przecież i on, urodzony z tymi wszystkimi nieskończonymi możliwościami, jakie ma każda istota ludzka, która jeśli nie rozwija się, to tylko dlatego, że jej się nie chce, mógł był wybrać jakiś cel bardziej uwodzicielski, wpisany w coś więcej niż głos, którego nie można dotknąć (...). Chciał, by jego słowa układały się w powietrzu niby odfruwające mewy. Tylko pierwsze słowo będzie trudne, myślał, inne już popłyną za nim, znaczące i zdecydowane, niby odfruwające mewy. Dokąd - to było pytanie". (Griselda Gambaro)

foto: Luisa Lambri


sobota, 25 marca 2006
wiosenne oczyszczanie

1.
Wciąż jeszcze zimą - zbrudzoną po miejsku, rozmiękłą, zawiesistą i przesoloną jak zupa z bilbordów – skoro świt wsiadamy do piętrowego pociągu, który ma nas wyrwać temu miastu jak zdrowy, choć niechciany, nie komponujący się z resztą ząb i umykamy nim, choć jest to ucieczka krótka, a jednak rozciągnięta w czasie, niespieszna. Umykamy ku ośnieżonym polom, lasom, pagórkom, meandrom, menadom, w mrozie, w słońcu, którego przedpołudniowe, krótkie promienie odbijają się złotem w sączonych przez nas, rozweselających napojach. Potem w niewielkim, sennym miasteczku powiatowym, którego uliczki odzywają się echem, podwajając nasz rozsypany tu i tam śmiech, dokonujemy niezbędnych pomiarów, gromadzimy dokumentację fotograficzną, odwiedzamy różowe wnętrze pizzerii Mamma Rosa i wracamy popołudniowym pociągiem do domu. Pociąg za każdym razem jest raczej pustawy, w kameralnej, posezonowej atmosferze oprócz nas jedzie nim może kilku miejscowych, grających w karty na stoliku z walizki, czasem zajrzy jakaś zagubiona wycieczka z nartami, albo łyżwami przyczepionymi do plecaków. Nostalgia mijanych, malowniczych widoczków miesza się nam w głowach z radością z tak nagle odzyskanej swobody. Towarzyszy jej stukot turlających się po podłodze butelek, a w powietrzu unosi się zapach kanapek z kiełbasą.

2.
W innej wersji wiosenne oczyszczanie zaczynamy od Berlina. Bo po Berlinie do końca maja grasują myszy. Cattelan nie zabija już wiewiórek, ani papieży nie przyciska meteorytem, a wspólnie z Subotnick i Gionim rozwija kuratorski wdzięk jak czerwony dywan, po którym suną coraz to bardziej obiecujące postaci ze świata kultury i sztuki. Właśnie otwarto tam wystawę “Myszy i ludzie”, która – jak donosi prasa – dotyczyć ma “narodzin i straty, śmierci i przegranej, żalu i nostalgii”. Wystawa umościła się w o wiele ciekawszym dla artystów, noszącym na sobie liczne ślady wielowarstwowych, tajemniczych nieobecności Berlinie Wschodnim. Można ją oglądać w kilku miejscach: w dawnej fabryce margaryny, w specjalnie do tego celu przeznaczonych mieszkaniach prywatnych, w dawnych stajniach pocztowych, w jednym z kościołów oraz na jednym z cmentarzy. Żeby dopełnić czarę berlińskiego spleenu za lekturę mielibyśmy "The Anatomy of Melancholy" - najpiękniejszy tytuł świata - jak twierdzi Cioran, księgę napisaną przez uczonego mnicha Roberta Burtona w XVIIw. Jest ponoć najgrubszą pozycją na ten temat. Czyli w sam raz na wakacje.


Cattelan, Subotnick, Gioni

3.
Albo... po wielu wahaniach, nie opuszczając ojczystych granic, wybierzemy nostalgię z im
portu. Bowiem kilka polskich miast odwiedzi niebawem wystawa XIX i XX wiecznych fotograficznych portretów z brytyjskich zbiorów muzealnych. Udamy się tam po to, by zajrzeć w oczy tym, którzy odeszli, poddać się nastrojom na wieki pogrzebanych chwil. A wszystko za pośrednictwem dzieł tak znamienitych fotografików jak: Nadar, Talbot, Steichen, De Meyer, Beaton, lord Snowdon, Evans, Weston, czy Karsh. Na czoło peletonu wysuwa się jednak gwiazda rozbłyskująca – rzeklibyśmy - jasno i do tego rezolutnie: Julia Margaret Cameron.


J.F.W. Herschel, foto: J.M. Cameron, 1867

Cameron urodziła się w Kalkucie, w 1815r., dzieciństwo spędziła w Europie, w Wersalu, gdzie mieszkała jej babka. Po ukończeniu edukacji dziewczęco-domowej wróciła do Indii, by wyjść za mąż za starszego od siebie o 20 lat Charlesa Camerona – prawnika. Urodziła sześcioro dzieci, jedno zmarło, wychowała jedenaścioro – dodatkowo piątkę osieroconych krewnych i przygarniętą córkę żebraka. Zdjęcia zaczęła robić w wieku 48 lat i to właściwie przez przypadek, dostała aparat fotograficzny w prezencie od córki i jej męża, z początku widziała w nim jedynie pomoc w edukacji synów. Mieszkała w wielu egzotycznych miejscach (w Indiach, na Cejlonie, w Afryce Południowej), ale jako kobieta epoki wiktoriańskiej była od nich właściwie odcięta. Być może dlatego zajęła się studyjnymi portretami, co dawało jej możliwość tworzenia w zaciszu domowych pieleszy. Mimo to jej zainteresowania nie były typowe. Po jakimś czasie ta amatorska twórczość zaczęła przynosić dochody, co miało niebagatelne znaczenie, szczególnie po upadku rodzinnej plantacji kawy na Cejlonie. Używała obiektywu z krótką ogniskową, stąd ten charakterystyczny efekt braku ostrości, miękkości, rozmycia, przy jednoczesnej długiej ekspozycji najmniejsze poruszenie modela zamazywało obraz. Jako początkująca fotografka Cameron robiła po prostu złe, nieudane zdjęcia. Nie miała wprawy. Nie inspirowała się twórczością żadnego z wielkich w owym czasie fotografów. W końcu błąd, niedoskonałość uznała za podstawowy wyznacznik swojego stylu.



czwartek, 16 marca 2006
anonsów cd.

poniedziałek, 20 marca 2006, godzina 19:00, KLUB UCHO Gdynia



Jakie pytania kłębią się w głowach architektów?



o(d)powiadają:
Małgorzata Kuciewicz i Jakub Szczęsny (CENTRALA Warszawa)
zaprasza Fundacja Twórców Architektury i Ecophon


anons

sobota, 18 marca 2006, godzina 20:00 | siedziba ar+di: chlebnicka 13/16 gdańsk | 502.92.82.16
architektura+dialog podyplomowe studium projektowania akademia sztuk pięknych w gdańsku
http://diaade.org/ardi.html http://asp.gda.pl zapraszamy na otwarte spotkanie w cyklu gość ar+di


próby projektowania dialogicznego
marta sikorska
dom własny

Marta Sikorska jest absolwentką Wydziału Architektury i Wnętrz oraz Studium Podyplomowego architektura+dialog;



wtorek, 14 marca 2006
poezja naścienna


autor poezji: Miron Białoszewski, autor pracy: Stefan Figlarowicz, CSW Łaźnia


poniedziałek, 13 marca 2006
panu K

Dotknij mnie - pod palcami poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranka, tętno
kamieniołomu miasta, oddech stepowej pustki,
tych, którzy już nie żyją, lecz których pamiętam.
Dotknij mnie - a poczujesz pod czubkami palców
wszystko to, co istnieje poza mną, beze mnie,
co nie wierzy mnie, mojej twarzy, memu paltu,
wpisując nas w swój bilans zawsze po stronie ujemnej.
(Josif Brodski)

1966


niedziela, 12 marca 2006
lubię mój telewizor

"Jestem wrogiem telewizji jako medium - opowiada Piotr Kobus na forum o kinie argentyńskim - Nie będę pisał tu, co o niej myślę, bo byłoby to bardzo niecenzuralne. TV to .................................... - wpiszcie, proszę, w tym miejscu najgorsze inwektywy, jakie przychodzą Wam na myśl. Wyrobiłem sobie takie zdanie m.in po licznych wizytach w krajach trzeciego świata, gdzie prawdziwa natura TV jest widoczna jak na dłoni. Od 15 lat nie oglądam telewizji i bardzo mi to pomaga w zachowaniu trzeźwego spojrzenia na świat, o oszczędności czasu nie wspominając".

hmm...
tymczasem wczoraj obejrzałam doskonały urugwajsko-argentyńsko-niemiecko-hiszpański "Whisky" (2004, reż. Juan Pablo Rebella, Pablo Stoll), a jutro obejrzę "24 rzeczywistości na sekundę" (2004, reż. Nina Kusturica, Eva Testor) - dokument o Haneke.
i to wszystko w moim telewizorze, jakby nie było za pośrednictwem telewizji, podziwiam radykalizm Kobusa, ale chyba nie czuję się specjalnie rozdarta.

Michael Haneke


piątek, 10 marca 2006
znikanie-efemeryczność-dizajn
to niebawem

tymczasem prowincjonaliów ciąg dalszy - grobla w Sobieszewie, a raczej plaża, na którą można się dostać groblą, jak twierdzi Kula - niesamowite miejsce, znika w morzu, w wodzie jeziora i Martwej Wiśle

foto: Kula

pilnie zniknę


wtorek, 07 marca 2006
mieszkam na prowincji


Nie od dziś wiem, że mieszkam na prowincji. Na północnej rubieży, a dalej już tylko skrzypiąca sennie kra. Na cyplu, wysuniętym w morze – głuche i nieprzystępne, z precyzją wartą lepszej sprawy poruszające się w niezmiennym od lat rytmie. Otaczająca nas tu, zdecydowanie logiczna Natura, a ta zdaje się niczego poza sobą nie dostrzegać, rządzi nami wedle swoich praw, porzuca to tu, to tam jak kukiełki, jak belki sopockiego mola, dryfujące przy brzegu po zimowym sztormie. I tak to trwa, pozwalając na jakikolwiek ruch jedynie ziarnom piasku, przesypującym się w tej fenomenalnej potrójnej klepsydrze.

Formalnie to my na pewno jesteśmy dużym ośrodkiem akademickim – twierdzi w odpowiedzi na mój rozpaczliwy list jedna z bardziej aktywnych trójmiejskich animatorek kultury - Ale jakościowo? Marię Janion de facto wygnano z tego miasta i do dziś nie doceniono jej w jakiś sensowny sposób. Mirek Przylipak uciekł do jakiegoś małego miasta, bo dopiero tam go doceniono (dostał katedrę). Były dziekan mojego wydziału ma sprawę karną o plagiat, na uczelniach kwitnie nepotyzm, itd. A jaka Alma Mater takie "produkty". (...) Gdańsk to cholerna prowincja, mieszkańcy tego miasta mają nieskomplikowane potrzeby intelektualne (w masie, nie indywidualnie) - patrz: koncert Jarre'a (a David Bowie 10 lat temu nie sprzedał się). Jedyny przyzwoity recenzent filmowy w tym mieście zarabia na chleb tłumaczeniami, bo jego poglądy są niepoprawne politycznie”.

Tej wiosny ominie nas:

- VI Tydzień Kina Hiszpańskiego 23.03.06-9.04.06 (Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań);

- Węgierska Wiosna Filmowa czyli V Tydzień Filmu Węgierskiego 19.03.06-26.04.06 (Wrocław, Kraków, Toruń, Poznań, Łódź, Warszawa);

- Młode Kino Niemieckie (9 edycja) 3.03.06-27.04.06 (Warszawa, Lublin, Łódź);

- Krzysztof Kieślowski - Retrospektywa (w ramach obchodów roku Kieślowskiego) 10.03.06-8.04.06 trafi w sumie do 14 polskich miast (wersja pełna przeglądu: Warszawa, Kraków, Szczecin, Poznań, Toruń, Olsztyn, Łódź, Wrocław, Bydgoszcz; wersja skrócona: Inowrocław, Gniezno, Grudziądz, Chojnice, świecie);

Z kronikarskiego obowiązku powinnam dodać, że nie ominie nas przegląd "W zwierciadle Bergmana".

czwartek, 02 marca 2006
anons


sobota, 4 marca 2006, godzina 20:00 | siedziba ar+di: chlebnicka 13/16, gdańsk | 502.92.82.16

architektura+dialog. podyplomowe studium projektowania. akademia sztuk pięknych w gdańsku

zaprasza na otwarte spotkanie w cyklu gość ar+di


olo walicki emocja

jako rezultat pracy w grupie

Olo Walicki, kontrabasista