agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
piątek, 29 maja 2009
a w stolicy

Budowanie marchewkowej piramidy (UWAGA: PRZYNIEŚCIE WŁASNE MARCHEWKI!) pretekstem do rozmowy o weganizmie, niezależne ruchy kobiece i queerowe, ginący praski detal, spotkanie ze Sjónem, zwierzęta, odmienny stan, rewolucja zaczyna się w kawiarni!
 

TYDZIEŃ KAWIARNI OBYWATELSKICH >>

w Warszawie 1 - 7 czerwca 2009



czwartek, 28 maja 2009
fryzjer powraca


Fryzjer powrócił w pełni sił i zaspokoił moje poczucie dziwności, à rebours. Kiedy to sobie dzisiaj uświadomiłam, zrobiło mi się dziwnie wesoło. Kierując się życiową zasadą braku symetrii - wyciął coś za dużo tam, a za mało tu i pomyślałam, że wyglądam "guciowo". A, guciowo to fajnie - z nadzieją w literkach wyklikała Jolanda na czacie ze mną w dniu postrzyżyn. Nie, musiałam jej wytłumaczyć, że "guciowo" nie pochodzi od egzotycznie brzmiącego słowa "good", pochodzi od słowa "Gucio", a przecież słynny Gucio, przyjaciel Mai miał na głowie jakiś taki chyba berecik, no coś, przypominającego lok, albo zgrabną kupkę. Czyli cała ja. I w dodatku w miarę normalną, okropnie normalną jak kitka. Kitka to wiadomo - nuda. Lok jak lok, czy coś, każdy może mieć takiego loka. Tymczasem...



Przyszło mi dzisiaj do głowy, że powinnam mieć inne skojarzenia. Otóż, fryzjer sprytnie pod koniec operacji fryzjerskiej używa prostownicy, żeby moje włosy pozostawić w jakimś fasonie, żeby stanęły na baczność, elegancko, odświętnie. Tymczasem one tego nie lubią i jak tylko mają okazję, a mają ją zaraz po pierwszym domowym myciu, puszą się (tak, właśnie - puszą, nie - skręcają) jeszcze intensywniej, bardziej ochoczo, filuterniej niż zwykle. I pomyślałam sobie, że zamiast Gucia z lokiem będę miała na głowie zaraz nie mniej słynnego, ale już jakby bardziej dla dorosłych, awangardowego (dziwnego jak ja) Henry'ego - bohatera wczesnego filmu Lyncha "Głowa do wycierania".

 

Tyle na temat powrotu fryzjera.



środa, 27 maja 2009
sztuka i starość





wtorek, 26 maja 2009
miasto w przebudowie


Nadbałtyckie Centrum Kultury zaprasza na debatę

"Gdańsk - miasto w przebudowie"

29 maja (piątek) 17.00 - 19.30
Ratusz Staromiejski w Gdańsku, Korzenna 33/35

W debacie wezmą udział: Małgorzata Dymnicka, Stanisław Flis, Jacek Friedrich, Małgorzata Madeja - Grzyb, Małgorzata Omilanowska, Grzegorz Sulikowski, Jakub Szczepański oraz Lucyna Nyka jako moderatorka.

Wędrówka po terenach postoczniowych (tuż przed zmianą krajobrazu urbanistycznego) odbędzie się 30 maja, w sobotę, a przewodnikiem będzie Piotr Lorens. Zbiórka o godz. 10.00 na Placu Solidarności Gdańsku, przed Pomnikiem Poległych Stoczniowców.


poniedziałek, 25 maja 2009
poranek

5.00 - budzik, wąchanie, wstawanie...
R. nienaruszalny. Otwiera jedno oko. Wtulony absolutnie. Wąchanie: wewnętrzna strona łapy numer 1 i numer 2, strona zewnętrzna, łokieć, ucho 1, 2 - jak wyżej, czoło, zagłębienie między oczami, śladem strzałki, oczy przymknięte, szczęka od spodu - mocna, z kością, grzbiet. Jest prawie tak wysoki jak ja. Cały zapach wywąchany. Nie zostało mu już nic, pozostał bezzapachowym. Na pytanie - a co teraz będziemy robić? zrywa się na równe łapy i biegnie, wskazując kierunek. Nieomylnie.
5.40 - nurek nurkuje w śmietniku.
6.06 - sąsiad z klatki obok, nonszalancko trzymając ramę na ramieniu, wraca z porannego joggingu na rowerze.
7.02 - przychodzi pani sprzątaczka.
Sprawdzam, co Roman zjadł na kolację - homarowy hot-dog z chipsami polanymi miodem o smaku truflowym, wiem, brzmi niewiarygodnie, ale mu wierzę. Jem bułkę z żółtym serem. Po prostu. Jedzenie bułki zajmuje dokładnie tyle czasu, ile potrzeba, by znaleźć się na statku z Felicitas. Lubię jej upodobanie do morskich podróży. Felicitas na statkach zwykle słyszy głosy:

Refektarz

"Od trzech dni słyszę w jadalni głos, który wymawia słowa modlitwy, choć steward zapewniał, że na pokładzie nie ma członków wspólnot religijnych. Ale ledwie zajmuję moje miejsce przy stole, z prawego tylnego rogu sali podnosi się szept, wersy wydają mi się znajome. Czuję potrzebę powtarzania ich, lecz tylko poruszam ustami, pochylam głowę, nie chcę zwracać uwagi innych pasażerów.

Zbyt wiele o sobie wiemy. Nawet tym zamożnym z najwyższym trudem udaje się mieć każdego ranka nowy kostium. Wydaje się jednak, że modlitwa dochodzi tylko do moich uszu. Inni pasażerowie beztrosko ciągną rozmowy, niemrawo grzebiąc w talerzach. Menu wzbudza powszechne niezadowolenie. Dlatego czas posiłków spędza się tu wyłącznie na rozmowach o jedzeniu.

Wczoraj zwierzyłam się stewardowi. Jest jedyną osobą na pokładzie godną zaufania. Lekarza okrętowego unikam, chociaż zaraz na początku podróży przedstawił znakomite listy polecające. To piękny, postawny mężczyzna. Nie tylko żeńska część pasażerów w dni cotygodniowego dyżuru ustawia się w kolejce pod drzwiami gabinetu. Ataki migreny i gorączki w środku nocy nie należą do rzadkości. Steward natomiast zachowuje dystans. Niskiego wzrostu, o niezbyt ujmującym wyrazie twarzy, cała jego siła zawiera się w spojrzeniu, którego nikt nie może wytrzymać. Popatrzyłam na niego i wiedziałam, że mówi prawdę. Ale czy steward może wiedzieć wszystko? Głosy w jadalni nie przemawiają ludzkimi językami.

Popadłam więc w głęboką zadumę. Nie opuszczała mnie ona również podczas codziennych spacerów po pokładzie, kiedy mój wzrok natykał się na piękne, młode ciała marynarzy. Dawno już zarzuciłam myśl o tym, by ściągnąć na siebie ich wzrok, nie podnoszą nawet oczu, kiedy przechodzę. Nie zwracają na mnie uwagi od początku podróży, chociaż wtedy pogoda była jeszcze korzystna. Ubrana w lekki, letni strój, opierałam się o reling, usiłując wygiąć szyję w uwodzicielski łuk, tak jak się to robi przy pozowaniu do zdjęcia na tle zachodzącego słońca. Nigdy nie odważyłam się odwiedzić hamaków jak moja sąsiadka przy stole, kobieta w kwiecie wieku, która płaci marynarzom za ich usługi i od razu pierwszego dnia podzieliła się ze mną wiedzą na temat obowiązujących taryf. Lekarz jej kompletnie nie kręci, powiedziała przy deserze. Od tamtej pory rozmowy miedzy nami w przyjemny sposób umilkły.

Nie chciałabym zmieniać miejsca przy stole. Naprzeciwko mnie siedzi młody ociemniały mężczyzna o dyskretnej powierzchowności i wyszukanych manierach. Spożywa posiłki z pięknym wyczuciem sprawiedliwości. Kelnerowi, który akurat ma zmianę, dziękuje z czarującym uśmiechem, kelnerzy czerwienią się po czubki uszu. Proszę się nie czerwienić, mówi, jestem śmiertelnie poważny. Odwraca białe gałki oczu do okna, składa serwetkę, zanim opuści nas z lekkim skinieniem głowy.

Miejsce obok młodego mężczyzny jest zarezerwowane dla starzejącej się diwy, która pewnego dnia, wygłaszając na scenie dłuższy monolog, straciła głos i podczas ostatniej wielkiej podróży preferuje posiłki w kabinie. Patrząc na morze i zaszyte w czarne fraki ciała kelnerów, wspomina swoje wielkie, namiętne gesty z dawnych czasów. Nie chcielibyśmy rezygnować z jej nieobecności przy stole, ale co będzie, gdy przestanie uszczęśliwiać nas swoim milczeniem? Któregoś ranka piękny, postawny lekarz okrętowy stwierdzi zgon. Krzycząc jak mewy, spadniemy z wyściełanych czerwienią krzeseł w jadalni. Pośpiesznie założymy żałobne stroje. Marynarze ustawią się na trapie w szpalerze, kiedy będą znosić trumnę z ciałem aktorki. Wydobędą z gardeł pieśni tak smutne i piękne, że kobiety na nabrzeżu rozerwą welony, a dzieci wyrzucą w powietrze chusteczki do nosa, które rozkwitną na niebie jak ulatujące dusze.

Poruszamy niezdecydowanie ustami. Nic nie wiemy o zdartych gardłach w masywnych szyjach marynarzy i o silnych językach w ich ustach, wybijających dźwięki wylatujące spomiędzy błyszczących czerwonych warg. Śpiewają o krajach, w których nigdy nie byliśmy, i o miastach, do których już nie dotrzemy w tej podróży. Do końca uroczystości żałobnych będziemy cumować w nieznanym porcie.

Lekarz okrętowy obejrzał okulary pod słone światło, wyczyścił instrumenty. Pasażerowie już się wyspali, zachwyceni przepełnili małe knajpy portowe. Pili tanie wino, którego tak długo im brakowało, zanosili pieniądze do sklepów. Młode damy znów założyły letnią garderobę i wymieniły towarzyszy podróży na smarkatych tragarzy. Porzuceni sprawdzili stan kasy i znikli w ciemnych sieniach domów.

Opierałam się o reling, patrząc w oczy stewarda. Ale steward nie jest kapitanem, a kapitan opuścił statek, żeby załatwić konieczne formalności. Zostali tylko kelnerzy, poustawiali poprzewracane krzesła w jadalni i nakryli do stołu dla ociemniałego młodego mężczyzny, który jako jedyny nie zszedł na ląd. Stojąc na pokładzie spacerowym, rzucił pod wiatr garść piasku".

Felicitas Hoppe, Piknik fryzjerów, Wołowiec 2009

     
niedziela, 24 maja 2009
jedynki

Gdyby to był konkurs na show, to chyba zwyciężyłby Medyński, w ogóle zwyciężyłoby tym razem malarstwo i grafika. Druga peczakcza była skromniejsza, ale udana. Jerzy Medyński, wykładowca grafiki na gdańskiej ASP, artysta.

Prezenterzy złapali, w czym rzecz. Że to trochę teatr, a nie zwykła prezentacja. Występ sceniczny. I że to, co pokazują, wcale nie musi znajdować się w centrum. Ci, co mają takiego czuja i ciekawą strategię, wygrywają. Prezentacja Medyńskiego to dobry przykład – tu w centrum znajdował się recytowany, precyzyjnie przygotowany poemat na temat pojedyńczości. Natchnieniem okazała się pewna Ilona, a raczej jej nieobecność. Jedynki na różne sposoby pojawiały się wtedy przed oczami artysty. I były przez niego wizualnie interpretowane. Efekt obejrzeliśmy na 20 slajdach. Prostota, melancholia i śmiech. Majstersztyk. Bardzo podobało mi się to połączenie.

Elvin pokazywał swoje obrazy, opowiadał o filmach, ale przede wszystkim z rozbrajającą szczerością - o podwójnym życiu, jakie prowadzi, o dwóch nie wiadomo na ile osobnych osobowościach, które w sobie mieści – pracownika firmy budowlanej w pierwszej połowie dnia i artysty w drugiej. Ilustrował to swoimi autoportretami, z których spoglądał niczym Majakowski, trochę groźnie, i miał na nich bardzo fajną fryzurę. Zapamiętałam, że nie znosi pisfu i że Tymon w jego nowym filmie „Jothabelsi” będzie o 180 stopni inną postacią, niż był w „Small Spaces”, czyli będzie bardzo optymistyczny i wesoły. Premiera jesienią.

Agata Nowosielska, pokazując swoje obrazy, w których miesza różne wątki współczesnej popkultury, portrety rosyjskich generałów z postaciami z filmów animowanych, postanowiła odczytać trzy teksty na swój temat, jeden biograficzny i dwa estetyczne. Jej beznamiętny głos właściwie udawał podkład muzyczny do obrazów, słowa gubiły sens, złożone zdania nie prowadziły do żadnej pointy. To była taka wizualno-werbalna dekonstrukcja formy. Prawdziwy performance.

Podobały mi się też artystyczne koszulki, robione przez studentów grafiki Agatę Królak i Michała Magdzińskiego, naprawdę super, chciałabym taką mieć. I jeszcze niezwykła galeria w Pradze, którą pokazywali jej założyciele i kuratorzy, młodzi artyści z Czech - Daniela Deutelbaum i Jaroslav Dufek. W korytarzu starej modernistycznej kamienicy, w której mieszkają, umieścili gablotę 80x80 cm, to właśnie ta galeria. Organizują wernisaże, zapraszają sąsiadów i przyjaciół, pokazują nie tylko czeską sztukę. Fajny pomysł.

Żałowałam, że tym razem nie wystąpił Lowbudget (Filip Kozarski, Maciek Ryniewicz), pamiętam ich świetną prezentację z peczakczy #1. Ponieważ są organizatorami jedynej jak na razie peczakczy w Polsce i w dodatku to była prapremiera, więc w zabawny sposób opowiedzieli o tym, co robili przez dwa dni, poprzedzające peczakczowy wieczór. Zilustrowali to zdjęciami wykonanymi podczas tych wszystkich swoich, nie tylko organizacyjnych, ale i codziennych, życiowych działań. Może tak mi się to podobało, bo ja też byłam ujęta w tym grafiku i pojawiłam się na zdjęciu z naszego spotkania projektowego, dosyć emocjonującego, o ile sobie przypominam. To był dobry pomysł na identyfikację imprezy z konkretnymi ludźmi, zabawa dla przyjaciół i dla chłopaków pewnie też, bo dokumentując dni, trzymali cel dokumentacji w tajemnicy, w głowach już pewnie układając tę swoją niezobowiązującą, na luzie narrację.


Kolejna Pecha Kucha Night w lipcu podczas Gdynia Design Days.


być z fryzjerem


Przerwa. Haust. Przerwa w pracy. Leczenie odsiedzin.

W mojej poczcie jedynie reklama viagry i podziękowanie, że odebrałam przesyłkę. 

Fryzjer na urlopie.

Za to:

"Każdego roku w maju przyjeżdżają fryzjerzy. Chcielibyśmy machać chorągiewkami jak oni i nosić białe fartuchy z taką samą dumą. Podziwiamy ich długie, zręczne palce i pożądliwymi spojrzeniami śledzimy wielkie kosze wiszące im obiecująco u rąk, wypełnione białymi królikami i jajkami, winem i ciastem.
Nigdy nie pada, kiedy przyjeżdżają fryzjerzy. Nie muszą patrzeć w górę, żeby wiedzieć, że niebo jest błękitne, a słońce odbija się w ich wypolerowanych głowach. Zarzucają miękkie koce jak sieci, tuż przy jeziorze, pod cienistymi drzewami w parku miejskim. Nigdy się nie spieszą, niczym studenci na wakacjach leżą w trawie z półprzymkniętymi powiekami i rękami pod głową. Nie wiemy, co dzieje się w ich głowach, nie otwierają książek, nie zostawiają notatek w koszach na śmieci".

Tyle Felicitas.

Miło w tej Modelarni. Ileż to moje policzki doznały dziś pocałunków. Ależ ja to lubię. Halo! Mi bał się, że dach Modelarni spadnie nam na głowę. No cóż, chyba ze względu na dziury. Mo wciąż wysyłała smsy tu i tam, tańczyła i rzucała włosami. Elvin... zaskoczył mnie tą czułością, właściwą ojcu pięciorga dzieci. Postanowiłam - chcę być obcałowywana bez względu na płeć. 

Na koniec, blisko północy kupiłam sobie konwalie, w wełence, nie w gumce.

Tymczasem:

"Ale w maju wmaszerowaliśmy do miasta, plecak wypchany królikami i kurczakami, i wszystkim, co da się złapać po drodze. Niebo jest błękitne, dziewczyny machają kolorowymi chorągiewkami. W parku rozbijamy namioty, pozwalamy dziewczynom ściągnąć nam z nóg wysokie buty. Wtulamy sie w ich ramiona, pożądliwie ciągniemy za warkocze, ale kiedy chcemy je pocałować, odskakują w zarośla i kładą się na czatach. Dopiero gdy między drzewami rozejdzie się dobrze znana woń, nie wytrzymują. Nadbiegają, dają się karmić i śmieją się, i obcierają nam warkoczami tłuste wargi. Długo walczymy, turlamy się po trawie, jakbyśmy nie pojęli, że nic nie odrasta".

Tyle Felicitas.

 

Felicitas Hoppe, Piknik fryzjerów, Wołowiec 2009

  
sobota, 23 maja 2009
wczoraj i dziś w Cannes

Wczoraj Fanny Ardant pokazywała swój reżyserski debiut "Ashes & Blood" z Ronit Elkabetz w roli kobiety powracającej po latach do Marsylii i do rodziny.



Dziś Cannes żyje premierą "Face" Tsai Ming-lianga... (oprócz Laetitii Casty z Fanny Ardant w jednej z głównych ról).



Nie mogłam nie odnotować.

ps. Roman Gutek o Tsai'u i "Face" po Cannes >>


środa, 20 maja 2009
trochę japońszczyzny



PechaKucha VOL.2 Modelarnia, 23 maja

Prezentacje 20:20, drzwi 19:30


Tegieer (foto)

Tomasz Łukasiewicz (kawiarnia artystyczna)

Agata Nowosielska (malarstwo)

Jerzy Wianecki (architektura)

Jerzy Medyński (grafika, malarstwo)

Elvin Flamingo (film)

Daniela Deutelbaum, Jaroslav Dufek (photo5.cz)

Maja Ratyńska (mrkk)

Konrad Zientara (mrkk)

Agata Królak, Michał Magdziński (heart attack)

ISW


Więcej informacji pechakuchagdansk.pl, pecha-kucha.org



poniedziałek, 18 maja 2009
to będzie masakra


dokiNaStoczni - Places out of Space

IV moduł 21 maja // godz. 19.00
Azyl po polsku
// projekcja filmu Przemiany w reżyserii Łukasza Barczyka
prelekcja: dr Paweł Sitkiewicz

Czwarta odsłona przeglądu dekonstruuje kulturową ideę azylu, pozbawiając tę kategorię dotychczasowych znamion locus amoenus *.

* Locus amoenus – jeden z toposów literackich wymienionych przez Ernsta Roberta Curtiusa, twórcę topiki, czyli nauki o toposach (motywach) literackich. Jest to miejsce przyjazne człowiekowi.


mój horoskop na czwartek 21 maja:

Barany zamienią się dziś w detektywów. Sprawy ukryte, nieznane i mroczne będą w centrum waszego zainteresowania. Zdobyte informacje zatrzymajcie dla siebie.



niedziela, 17 maja 2009
co tam jeszcze, panie, w dokumencie?


Zeszłą niedzielę spędziłam na uniwersytecie. W uniwersyteckiej niedzielnej ciszy i pustce. W przerwach między filmami pojadając twixy z automatu. Za wielkim oknem hallu cały dzień padał deszcz, który wieczorem przeszedł w gęstą mgłę. Mijały godziny. Czułam się trochę fikcyjnie. Rzeczywistość była gdzie indziej.


Maj miesiącem dokumentalnych odkryć




sobota, 16 maja 2009
króliki są fajne

Tak, przyznaję, miałam kiedyś futro z królików, białe w czarne łatki... Jako dziecko kilkuletnie, zupełnie nie uświadomiona w kwestii mody. Ciężkie i nieco woniejące. Zostawiające tu i ówdzie kupki martwych kłaczków, które po śmierci już nie urosły. Króliki z mojego futerka spotkał los gorszy, mimo że - tak, jak króliki z bratniej NRD - żyły pod opieką systemu. Fajny film ostatnio widziałam o królikach z NRD.

Podążaj za berlińskim królikiem...




piątek, 15 maja 2009
Oksiuta w Łaźni


artysta architektury? architekt sztuki?

ZBIGNIEW OKSIUTA

19 maja g. 18 CSW Łaźnia Gdańsk
"Biosfera osobista. Badania nad habitatem przyszłości"




dwie cegiełki do miasta

Miasto na wszystkich ustach.

Magazyn KONTEKSTY nr 3-4 (282-283) 2008

Antropologia miasta


 

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ Od doświadczenia prowincji do doświadczenia miasta. Antropologia miasta

DESMOND HARDING Wyobrażenie miasta i jego przestrzeń, przełożyła Ewelina Godlewska

EWA REWERS Od miejskiego genius loci do miejskich oligopticonów

KRZYSZTOF RUTKOWSKI Włóczęgopisanie. Paryż jako księga znaków

TOMASZ SZERSZEŃ Miasta Waltera Benjamina

GABRIELA ŚWITEK Transkrypcje Gesamtkunstwerku

RYSZARD ENGELKING Szaleństwo w obcym mieście

GÉRARD DE NERVAL Pandora, przełożył Ryszard Engelking

PIOTR JAKUB FEREŃSKI Osobliwości Wiednia. Opowieść historycznoantropologiczna

JOANNA KULAS Tajemnicze miasta polskie

BARBARA BOSSAK-HERBST Gdańsk w powieściach Pawła Huellego i Stefana Chwina - próba rekonstrukcji

AGNIESZKA SABOR Jerozolima: na śmierć i życie

ANNA POCHŁÓDKA "Tu, w tym mieście, wszystko się zaczęło". Znaki papieskości w otoczeniu wizualnym Wadowic

ZOFIA KRÓL Literatura i banany. Realność miasta w Księdze niepokoju Fernanda Pessoi

MAGDALENA BARBARUK Buenos Aires. Fantastyka vs. metafizyka

PATRYCJA CEMBRZYŃSKA W poszukiwaniu podniebnej przystani - odyseja kosmiczna

DARIUSZ CZAJA Fragmenty dyskursu weneckiego

RADOSŁAWA OLEWICZ Miasto w wojnie. Raport z oblężonego Sarajewa

JACEK SEMPOLIŃSKI Prowincja, sny. Nadmiar

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ "Krajobraz archaiczny". O prowincji, doświadczeniu miasta, Warszawie i fotografiach Leonarda Sempolińskiego - rozmowa z Jackiem Sempolińskim

ALEKSANDRA MELBECHOWSKA-LUTY Jacek Sempoliński

HUBERT KOWALSKI Dekoracja rzeźbiarska Pałacu Kazimierzowskiego

HANNA FARYNA-PASZKIEWICZ Praski pejzaż

PAWEŁ ELSZTEIN Warszawska Praga, znana i nieznana

IWONA A. OLIWIŃSKA Genius loci a zachowania przestrzenne i style życia mieszkańców Szmulek

JANUSZ SUJECKI Targowa 78. Historia zakładu fotograficznego

ANNA KUCZYŃSKA Antropologia miasta - obszar koncentracji problemów antropologicznych

MAGDALENA KROH Targowa 63

ANNA KUCZYŃSKA "Miejsca i sąsiedztwa". Badania 2004-06

KATARZYNA GMACHOWSKA "Szklane domy". Żoliborska WSM. Miejsce uwikłane w historię

do kupienia tu:


i jako dodatek:

KWARTALNIK FILMOWY nr 64 2008

(OBRAZ FILMOWY, OBRAZ W FILMIE cz. I)

POTOMKOWIE BENJAMINA

MARCIN MARON
Benjamin i surrealizm

LUTZ KOEPNICK
Aura widziana na nowo. Benjamin i współczesna kultura wizualna

pełen spis treści tu:



niedziela, 10 maja 2009
PechaKucha Night #2


kolejna już 23 maja w Modelarni



PechaKucha >>


 
1 , 2