agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
poniedziałek, 29 czerwca 2009
papieżyca

Ostatnio czułam się jak w Vardø podczas zimy polarnej (opowieść Vetle Lid Larssena bardzo mi się spodobała), już miałam odwoływać moje uwielbienie dla deszczu. Zgodnie z zachciankami – pogrążyłam się w nim, sięgnęłam dna, choć kaszubska pogoda naprawdę w niczym nie przypominała pogody podhalańskiej, czy dolnośląskiej. Deszczyk kapuśniaczek, trochę wiatru, trochę mgły, powoli wychodzącej z lasu jak w horrorach, więcej nic. Uciążliwość polegała może tylko na monotonii. Za to można było bez wyrzutów sumienia cały dzień utrzymywać palący się w kominku ogień, spoglądać na niego, grzać się ciepłem. Jednocześnie kocim zwyczajem tęskniąc już za słońcem, czytałam gazety w poszukiwaniu dobrych wiadomości, także na temat pogody.

Do głębi poruszył mnie tekst Marii Janion z ostatniej świątecznej GW, wygłoszony podczas inauguracji Kongresu Kobiet (20-21 czerwca 2009) - „Solidarność wielki zbiorowy obowiązek kobiet”. Dreszczem przejmuje zachwycająca klarowność myśli kobiety, która ma status członkini starszyzny, jeżeli jakaś nieformalna starszyzna jeszcze gdzieś istnieje. Wiele różnych doświadczeń życiowych i intelektualnych sprawiło, że patrzy na rzeczywistość z zupełnie innego niż reszta miejsca. Od lat pisze o fantazmatach, które wrośnięte w nas głęboko, stały się niewidoczne, a jednocześnie kierują naszymi myślami, wyborami, życiem. Ujmujące jest to wezwanie do solidarności kobiecej i bardzo trudne w realizacji, złożone tak, jak złożona, niejednorodna jest kobieca gromada.

Na świecie dojrzewanie kobiecej świadomości zostało przecież rozłożone na lata, przychodziło falami, każda fala miała inną barwę, intensywność, cele, każda korzystała z doświadczeń poprzedniej. A my stoimy z tym całym teoretycznym bogactwem w głowach. Obciążone naszymi narodowymi fantazmatami, własnymi pragnieniami, tuż obok babć i matek, które w naszych oczach stają się ofiarami. Jeżeli odmówimy statusu poświęcającej się dla dobra rodziny, w zgodzie z religijnymi zasadami i prawem moralnym samoofiarującej się matki Polki, my z naszymi emancypacyjnymi dążeniami, które często przyjmują formę rozgrzanej buntem, rozemocjonowanej negacji, trafiamy na margines, trafiamy do przegródki „mniejszość” albo „wykluczone”. I z tej pozycji bardzo trudno porozumieć się z tymi, które - świadomie czy nie - wybierają inną drogę.


Maria Janion w swoim tekście pisze m.in.:

„Wierzyłam, że najpierw wywalczona zostanie wolność dla całego społeczeństwa, potem wspólnie i spokojnie zajmiemy się polepszeniem kondycji kobiet. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że w wolnej Polsce kobieta miała być "istotą rodzinną", która zamiast polityką powinna zajmować się domem. Trochę zatem czasu upłynęło, zanim pojęłam, że demokracja w Polsce jest rodzaju męskiego.
Ocuciła mnie uchwała o ochronie życia poczętego przyjęta w ostatniej chwili podczas krajowego zjazdu "Solidarności" w roku 1990. Zapadła wbrew stanowisku ogromnej większości obecnych na zjeździe działaczek związkowych; co prawda stanowiły one tylko 10 proc. ogółu delegatów. Krajowa Komisja Kobiet NSZZ "Solidarność", która ukonstytuowała się mniej więcej w okresie zjazdu, w liście otwartym skrytykowała projekt zakazu aborcji, jej zdaniem świadczący o tym, że choć polityka jest dziedziną, która powinna służyć wszystkim, została ona zmonopolizowana przez mężczyzn i w dalszym ciągu jest traktowana jako narzędzie dominacji. W liście wzywano do utworzenia niezależnego ruchu kobiet. Na represje nie trzeba było długo czekać: przewodnicząca komisji została zmuszona do ustąpienia, jej zastępczynię pozbawiono etatu. Niektórzy działacze, ci sami, którzy wybrali komisję, uznali, że ma ona "nielegalny charakter''.

Wiele kobiet zrozumiało wtedy, że pierwszy ruch nowej władzy polega na przywróceniu społecznego i religijnego porządku płci. (...)

Feminizm, tak jak ja go widzę, to próba zrozumienia mechanizmów, które podtrzymują nierówny układ sił. Jest to zarazem droga powrotu do źródeł twórczości kobiet. Nie chodzi o to, by odciąć się od dorobku kultury ogólnoludzkiej, lecz o to, by znaleźć język dla kobiecych doświadczeń i przywrócić ich sens wspólnej kulturze. Ja sama w coraz większym stopniu uświadamiałam sobie kobiecą barwę tego, co robię; dostrzegłam, jak ważny był zawsze dla mnie łańcuch kobiecych pokoleń zdobywających wiedzę.

Zainteresowałam się filozofią różnicy płci. Próba nowego, otwartego i uniwersalnego zdefiniowania podmiotowości nie prowadzi przez udawanie, że płeć nie ma znaczenia. Przeciwnie. Od 30 lat nauki społeczne i humanistyka zajmują się badaniem kulturowo definiowanej tożsamości płci. W Polsce jednak perspektywa taka napotyka na trudności, ciągle musi się bronić przed oskarżeniami o "modę" i "ideologię". Trudno.

Z perspektywy kulturowych mniejszości, takich jak kobiety, Żydzi i wszyscy nie-katolicy, a także mniejszości seksualne, można zastanowić się nad pojęciem kanonu narodowego i jego trwaniem w świecie XXI wieku. Kanon narodowy w Polsce jest traktowany jako coś nienaruszalnego, niezmiennego. O pojmowaniu ducha narodu faktycznie ma decydować Kościół katolicki oraz tradycja akowska. Rzadko zastanawiamy się nad tym, na ile kultura narodowa może odgrywać rolę emancypacyjną.

Sytuacja jest wszakże trudna. Spojrzenie z perspektywy feministycznej odsłoni wybitnie męski charakter naszej kultury. W jej obrazie na plan pierwszy wysuwają się społeczne związki między mężczyznami, więzi braterstwa i przyjaźni. (...)

Od paru wieków tworzy się obraz ciągu pokoleń przekazujących sobie ideał walczącej męskiej wspólnoty - aż do współczesnej "Solidarności". Dominuje tu patriotyzm wynoszący ponad wszystko braterstwo wytwarzane i podtrzymywane podczas zbiorowych działań. Tworzone są heroiczne narracje o wspólnych bojach. Wszystko pod ciągle ponawiającym się wezwaniem i hasłem: Bóg, Honor, Ojczyzna. Niepodobna nie docenić znaczenia form męskiej wspólnoty dla kształtowania się nowożytnego pojęcia narodu, którego podstawę nieraz określano jako żarliwe braterstwo. Nowoczesne pojęcie narodu oraz powstający wraz z nim nacjonalizm łączyły się ze stereotypem męskości, mitologią męskiej wspólnoty.
W tym narodowym dramacie jedyna przewidziana dla kobiety rola to rola matki. Dla wszystkich tego rodzaju męskich wspólnot typowy jest szczególny stosunek do matki. Następuje jej totalne uświęcenie. Według badaczy kultury matka to "figura idealnej kobiecości, która zabezpiecza męskie związki i męską historię". W świecie kanonu narodowego istnieje tylko jeden model seksualności - jednoznacznie heteroseksualny i nastawiony na rozrodczość. Konieczna jest do tego kobieta matka. Ona właśnie staje się gwarantką narodowej wspólnoty heteroseksualnej, "jej przyzwoitości i poprawności obyczajowo-politycznej". Matka panów braci to matka Polka i matka Ojczyzna. Panująca polska "narracja publiczna" patronką narodu polskiego czyni najbardziej idealną z matek - Matkę Boską. Za pomocą kulturowego uwznioślenia matki i macierzyństwa maskulinistyczna kultura polska zapewniła sobie patriotyczny konsensus.

Matka Polka, której najwyższym symbolicznym uosobieniem jest figura Polonii, w konieczny sposób została wyposażona w status ofiary. Jest to dziedzictwo mesjanizmu. Silna w polskim romantyzmie i odznaczająca się wielką trwałością topika mesjanistyczna posuwała się do porównywania, a nawet utożsamiania cierpień Polski pod zaborami z cierpieniami Chrystusa. (...)

Samoofiarowanie kobiet lokuje się w centrum nowożytnej mitologii polskiej. Matka Polka ma być przede wszystkim bezgraniczną ofiarnicą. Ma się ofiarowywać za rodzinę, za naród, za ojczyznę. Ciążenie stereotypu romantycznego jest przemożne, mimo jego pożegnań w kolejnych pokoleniach wciąż nieśmiertelną parę polskiej wyobraźni stanowią powstaniec i matka Polka.

Kiedy uświadamiamy sobie wspólnotowy charakter męskich społecznych wzorów i ofiarniczy charakter wzoru kobiecego, zaczynamy rozumieć, że kobiety w Polsce nigdy nie uzyskają wpływu na stanowienie prawa, na formowanie symboli i w ogóle na sferę publiczną, jeśli nie zaczną tworzyć własnych wspólnotowych więzi. W tym sensie kobieca solidarność - wciąż obśmiewana i demaskowana jako fikcja - rzeczywiście jest naszym wspólnym, zbiorowym obowiązkiem.
W roku 1981 podczas Kongresu Kultury Polskiej przerwanego przez ogłoszenie stanu wojennego wygłosiłam referat o kulturze pierwszej "Solidarności". Zdanie podsumowujące moje wywody brzmiało: ogromny ruch emocjonalny musi być teraz przekształcony w ruch intelektualny. I, co zadziwiające, to właśnie ostatnie zdanie - nie wiem z jakich powodów - nie zostało wydrukowane w podziemnym wydawnictwie zawierającym materiały z kongresu. Postulat od tamtego czasu się nie zmienił, chociaż emocje wytraciły swoje szlachetne uniesienie. Wzniosłe pojednanie dawno się skończyło, a ruch intelektualny wciąż nie może się zacząć. (...)

Z punktu widzenia historii polskiego życia duchowego najważniejszym wydarzeniem ostatniego okresu była śmierć Jana Pawła II. Jak pisali socjologowie, „papież stał się ikoną i gwarantem tożsamości Polaków i dopóki żył, tożsamość ta mogła manifestować się jedynie poprzez religijne rytuały”. W ten sposób utwierdzało się mesjanistyczne utożsamienie polskości z religią. „Ograniczenie narodowej sceny publicznej do religijnych rytuałów sprzyjało rozwojowi idei narodu jednoczącej Polaków wokół »moralnej słuszności«, a nie publicznie negocjowanych interesów”. Dziś konieczne jest tworzenie nowych, świeckich wspólnot, z których najbardziej liczną, choć zapewne niejednorodną powinna być wspólnota kobiet, zdolna do przezwyciężenia wpływu religii na prawo, system ochrony zdrowia, naukę i edukację. Konieczne jest przedefiniowanie wspólnotowych symboli, ruch intelektualny na rzecz pogłębienia rozumienia polskiej tożsamości.
Transformacja ustrojowa, która z jednej strony jest naszą chlubą, z drugiej zaś staje nam nieraz kością w gardle, nie może się w pełni dokonać bez emancypacji wykluczonych tożsamości i bez rzeczywistego zróżnicowania sceny politycznej. Niewątpliwie potrzebna jest nam nowoczesna polityka równouprawnienia płci i parytety jako jej narzędzie. Ale dopełnieniem transformacji ustrojowej musi być także transformacja symboliczna. Ten kulturowy wysiłek wciąż mamy przed sobą”.


Cały tekst >>



niedziela, 28 czerwca 2009
future-city-game

(info organizatorów)

W poniedziałek, 29 czerwca w Gdańsku rozpocznie się projekt Future City Game. Mieszkańcy Głównego Miasta wspólnie z architektami, urbanistami, socjologami i przedstawicielami Urzędu Miejskiego w Gdańsku spotkają się, by wypracować najlepsze pomysły na poprawę jakości życia w centrum Gdańska.

Gdańsk, miasto kreatywne

Future City Game stanowi część międzynarodowego projektu Creative Cities realizowanego przez British Council. Grę przeprowadzono do tej pory w kilkunastu metropoliach świata, m.in. Oslo, Glasgow, Kopenhadze. Jest to dwudniowe wydarzenie, podczas którego mieszkańcy miasta – wywodzący się z różnych społeczności, reprezentujący różne dyscypliny i poglądy – gromadzą się w jednym celu: by rozwiązać najbardziej palące problemy tego miasta i wypracować najlepsze koncepcje na ożywienie ulic, dzielnic czy całych miast.

Przedmiot gry – podwórza Głównego Miasta Gdańska

Projekt ma formę dwudniowych warsztatów. Jego celem jest wyłonienie najlepszych pomysłów na ożywienie podwórzy Głównego Miasta Gdańska, przy wykorzystaniu nowoczesnych technik kreatywnego myślenia. Koncepcje, które zostaną wypracowane podczas warsztatów, mają pomóc w pogodzeniu interesów mieszkańców i władz w dążeniu do poprawy wizerunku kulturalnego centrum Gdańska.

W pierwszej kolejności projekt obejmie dwa podwórza w kwartałach: ul. Piwnej, św. Ducha, Kołodziejskiej i Koziej oraz ul. Piwnej, św. Ducha, Koziej i Szewskiej.

Uczestnicy i metodologia miejskiej gry

Zgodnie z metodologią „Gry Miasto Przyszłości” w warsztatach weźmie udział od 25 do 30 osób oraz grupa obserwatorów.

Uczestnicy to reprezentanci różnych środowisk: mieszkańcy Głównego Miasta Gdańska, młodzi architekci z Politechniki Gdańskiej, urbaniści z Biura Rozwoju Gdańska, animatorzy społeczni z Uniwersytetu Gdańskiego oraz przedstawiciele Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku czy Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. Obserwatorem warsztatów może być każda osoba zainteresowana nowoczesną organizacją przestrzeni miejskiej i rozwiązywaniem problemów ich mieszkańców.

Mistrz Gry przeprowadzi uczestników przez 10 etapów gry, które obejmują m.in.: analizę problemów globalnych i lokalnych oraz perspektyw miasta (gospodarczych, społecznych, ekologicznych, kulturowych), generowanie pomysłów na przyszłość, testowanie pomysłów w terenie wśród specjalistów, mieszkańców, turystów, urzędników i obserwatorów oraz prezentację na forum ostatecznych koncepcji wypracowanych w grupach. Ostatnim krokiem, w którym biorą udział zarówno grający, jak i obserwatorzy, jest ocena wszystkich wypracowanych koncepcji. Kryteria, jakie będą brane pod uwagę to m.in.: atrakcyjność, innowacja, zbieżność z wyzwaniami lokalnymi i globalnymi, związanie ze społecznością, możliwość wykonania.

Warsztaty odbędą się 29 i 30 czerwca w godz. od 9 do 17 w Biurze Gdańsk Europejska Stolica Kultury 2016 przy ul. Długi Targ 39/40. Otwarta dyskusja z udziałem Prezydenta Miasta Gdańska rozpocznie się we wtorek o godz. 16.30. Po dyskusji ok. godz. 18.00 na podwórzu w kwartale ul. Piwnej, św. Ducha, Kołodziejskiej i Koziej odbędzie się koncert Loco Star.


Creative Cities British Council >

Gdańsk: Centrum >


środa, 24 czerwca 2009
higiena ucha

Aha, to wszystko mi się pokręciło i kwiatu paproci powinnam była szukać wczoraj w nocy. Zresztą ciekawy ten kwiat – mężczyzna znajduje go i osiąga bogactwo, które go popycha do zguby, a kobieta, która znajdzie kwiat paproci - znajduje wiedzę, czyli zostaje wiedźmą. To dlatego tak mocno wczoraj duł wiatr, że urywało głowy i można się było na wietrze położyć jak na wodzie. I dlatego tak mocno świeciło słońce na bezchmurnym niebie, zachodząc potem przez krótką chwilę pomarańczową plamą, która zabłysła w szybce starej szafki. Za oknem rwały się do jakiegoś chocholego tańca wszystkie drzewa i krzaki, a sąsiedzi gdzieś pośrodku pola rozpalili ognisko i dobiegały do mnie ich chichoty i rwąca się też, rytmiczna - jak sądzę - muzyka. Ale żaden ze mnie w końcu muzyczny ekspert. Moje ognisko było domowe i radiowe. Z dala od cywilizacji odkrywam jej nie używane na co dzień dobrodziejstwa, czyli radio na przykład, które zwykle wydaje mi się dosyć głupie. Wczoraj odkryłam audycję, prowadzoną przez starego Waglewskiego, który – akurat się zdarzyło - zwichnął sobie mały palec i był naprawdę tak wcale nieradiowo ujmujący, filuterny, osobny. Nawet chciałam do niego napisać: siedzę tutaj, z dala od cywilizacji, choć przecież nie do końca, wokoło pola i las, łapię muchy szklanką i tekturką i słucham pana pierwszy raz (mimo że to już 32 audycja). To się oficjalnie nazywa „Magiel Wagli” (III pr wtorki 19-21), a nieoficjalnie „higiena dla ucha”. I obojętnie znam się, czy nie znam, umyłam sobie wczoraj tą muzyką uszy (Gabriel Faure, Taraf de Haidouks, John Coltrane, Billie Holiday, Johan Johansson, Hauschka, Djivan Gasparyan). Było pięknie.



poniedziałek, 22 czerwca 2009
zdrożona

Od wczoraj czuję się tak, jakbym przed chwilą zrzuciła z ramion plecak i otrzepała się z podróżnego kurzu. Zbierałam go przez ponad pięć godzin... projekcji. Podróż była niezwykła, więc trudno zamknąć ją w krótszym filmie, mam mętlik w głowie, mylą mi się budynki, twarze, ulice, psy i drzewa, zupełnie tak jak w realności, kiedy dzień czy dwa spędzasz w jednym miejscu, a potem jedziesz dalej i dalej, i dalej... Ulrike Ottinger, jedna z najciekawszych niemieckich reżyserek niezależnych, typ „wędrującego oka”, w swoich filmach miesza gatunki, rozmywa granice pomiędzy rzeczywistością a inscenizacją. Buduje teatralne, komiczne postacie i sytuacje. Obserwując rzeczywistość z dystansem, podkreśla autonomię miejsca, o którym opowiada, jego inność, obcość. Interesują ją sposoby przekładania tego, co pochodzi z tradycji na język współczesnej kultury. Podróżowała już koleją transsyberyjską w Mongolskiej Joannie d’Arc. Wczoraj wędrowałam z nią, ukrytą za kamerą, z Wrocławia przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię do Odessy, a następnie do Stambułu w pięciogodzinnym Südostpassage z 2002 roku. Trasa wydaje się wymarzona.

Pierwsze, co robię po obejrzeniu tego filmu, to rzucam się na dawno nie doczytaną książkę o znikającej Europie, co za zbieg okoliczności, że tu ze mną jest! Zrywa się wiatr, okiennica zaczyna niespokojnie kołatać. Wybieram więc pierwszy z brzegu tekst Norwega Vetle Lid Larssena, który zaczyna tak:

Po dziesięciu latach wracam do Vardø samolotem. Mały Dash 8 wspiął się na dziesięć tysięcy stóp i kołysze się na wietrze. Pod prawym skrzydłem widać kraniec Europy. Ostra, ciemna wstęga, o którą rozbija się Morze Arktyczne. Mam napisać artykuł o piekle do czasopisma literackiego. (...) Przed dziesięcioma laty pewien stary geolog opowiedział mi, że według podań zejście do piekła znajdowało się właśnie tutaj, na najbardziej wysuniętym na wschód skraju Skandynawii. Wówczas interesowało mnie wiele rzeczy, ale bynajmniej nie piekło. Kobieta. Więcej nie warto na ten temat mówić. Czym jest dziesięć lat? Niczym. Żartem. Wszystko jest jak dawniej.

Oto i Vardø. Pode mną, niczym małe wykrzywione koło, pojawia się wyspa. Ciemny punkt oddzielony od stałego lądu, jakby kontynent wypluł Vardø do morza. Wyspa. Miasto. To koniec Europy, dalej na północ nie można już dotrzeć. Ani na wschód. Oto jest Ultima Thule. Najbardziej wysunięty punkt. Miasto, które doświadczało wszystkiego, kaprysów pogody, wojny, samotności, przez siedemset lat. Daleko w dole, w oślepiającym czerwcowym świetle, pojawiają się kwadratowe domki, wieża kościelna, port. Nie, dziesięć lat jest niczym. Ale istnieje różnica między podróżą a powrotem”.

(Vetle Lid Larssen, Vardø revisited, [w:] Znikająca Europa, Wołowiec 2006)

Nie każdy tak jak Ottinger ogląda świat. Ale czy udając się właśnie tam, nie idzie na łatwiznę? Chodzi o fotogenię. Tam na wschodzie i na południowym wschodzie fotogenia jest wrośnięta w krajobraz. Melancholijna fotogenia, ta z Ruskina*, ta czarująca ruinami i biedą, i historią, i dogłębnym, trudnym doświadczeniem. Swój plecak Ottinger wypchała książkami – można w nim znaleźć Sándora Márai, Imre Kertésza, Eliasa Canettiego, Kawafisa, Mendelsztama, Isaaka Babla. Poszukuje śladów dawnego mieszczaństwa, nawarstwień, pozostałości po Żydach w Rumunii, Ukrainie, po Ormianach w Turcji, po Turkach w Bułgarii, cytuje, sprawdza, co się stało przez czas, chodzi ulicami, zwiedza parki, ale głównie – bazary, to jej królestwo. To wschodnie królestwo. Zgrzebna obfitość. Te są niesamowite. Odessa jest pełna hal targowych – osobna na mięso, twaróg, kiełbasy, olej, miód, na ryby.

Wyrusza z Wrocławia i od samego początku towarzyszy jej znikanie. Kiedy patrzę na tamte sceny, wiem, że nie ma już „takiego” monumentalnego domu towarowego Renoma, obok którego zawsze przechodziłam we Wrocławiu, z poobijanym detalem, z pięknymi ciemnymi kaflami na modernistycznych owalach fasady, teraz to będzie jakieś białe i otynkowane coś, na obrazku remont zrobił z niego karykaturę, jeszcze go nie widziałam w realu. No a potem idzie pod arkady (czy wie o istnieniu kina Warszawa?) i przy kiosku, w którym zwykle kupuję gazetę, fotografuje faceta w worku na głowie. A potem idzie pod sklep Wawel i przygląda się sprzedawczyniom, jakby wyjętym z innej epoki, w fartuszkach czerwonych w białe grochy. I wszystko w tym letnim deszczu.

Odwiedza nie tylko miasta, wypełnione architekturą secesyjną i wczesnomodernistyczną, rytuałami i codziennością, kościołami i meczetami, ale i wioski, monastyry, prowincjonalne drogi, pełne straganów pobocza. W Słowacji – cygańskie osiedla, w Rumunii pada apokaliptyczny deszcz. Mam wrażenie, że po ulicach Timişoary chodzi Herta Müller. Opole, Východna, Levoča, Jasov, Koszyce, Eger, Vezy, Szeged, Toplet, Calafat, Vidin, Orsoja, Dulbok Dol, Dusevo, Braknica, Balčik, Varna, długi przystanek w Odessie i Stambule. Piękne i smutne miejsca, jedne puste, stare, umierające, inne bardzo, bardzo żywe, kipiące od życia, na własną miarę.

Piękny, męczący film. Czuję się zdrożona.


*O tego rodzaju malowniczości pisał John Ruskin, cytowany przez Orhana Pamuka, definiując ją jako „szczególny typ piękna architektury, odmienny od zaplanowanych klasycznych form, zawarty w jej 'przypadkowości'. (...) A więc chodzi o absolutnie przypadkowe piękno, które nie przynależy budynkom nowym, na które patrzymy tak 'jak należy', ale tym oglądanym z innej perspektywy, narzuconej nam przez historię i czas” (Orhan Pamuk, „Stambuł. Wspomnienia i miasto”, Kraków 2008, s. 325)


http://www.ulrikeottinger.com/en/fsop.html


jak mieszkają architekci 2

Pytałam kiedyś z czystej ciekawości – jak mieszkają architekci. Odzew nie był za wielki. Doszłam do wniosku, że architekci wstydzą się ujawnić, jak mieszkają, bo może im się wydaje, że mieszkają źle, nie tak, jak powinni, że jako szewcy chodzą w dziurawych butach. A przecież architekt też człowiek i może po prostu do szczęścia potrzeba mu tylko nieco świętego spokoju? Bo o desce kreślarskiej nie ma już – zdaje się - mowy. O tym, czy faktycznie święty spokój jest tym złotym środkiem, wspomagającym, żeby nie powiedzieć - konstytuującym egzystencję architekta, chciał się w Sobótkową noc przekonać Lowbudget (patrz: CudaWianki). Budując swój (s)pokój, ale na prawie holenderskim. Definiuje ono dom jako lokal, w którym znajduje się przynajmniej łóżko, stół i krzesło. No więc, żeby żadne służby (a w szczególności holenderskie) nie zakłócały domowego spokoju architektom, do parkowej ławki-łóżka dodali niezbędne elementy i tak powstał holenderski dom o lekkiej konstrukcji, który bardzo spodobał się gościom, spacerującym topolową aleją. To była część akcji steetartowej w Gdyni, zorganizowanej przez akukusztukę. (S)pokój architektów można oglądać do czwartku, choć – jak się dowiedziałam – został już zakłócony - zniknął pies, butelka, kieliszek i noga od krzesła.

(do kliknięcia)


środa, 17 czerwca 2009
popatrzeć sobie

<meta content="OpenOffice.org 2.3 (Win32)" name="GENERATOR" /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> </style> <p style="margin-bottom: 0cm;">Popatrzeć w ogień to może trochę tak jakby pogłaskać psa. Wokoło zieloność i chłodny cień. Wieczór i odpoczywamy: R od miłości, ja od pracy. Kiedyś trzeba. Tak mówi rozsądek, którego resztki są gdzieś jeszcze w nas. Słuchamy argentyńskich tang, patrzymy w ogień, o czymś tam myślimy sobie, tęsknimy, tak pośrodku. Pośrodku tygodnia. </p><p style="margin-bottom: 0cm;"><br /></p><p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/kom.jpg" /></p><p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;">otwarcie sezonu kominkowego<br /></p><p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"><br /></p> <br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">21:54</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300425">notatnik</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/popatrzec-sobie.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/popatrzec-sobie.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (6) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> niedziela, 14 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3879870"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">cała Polska czyta dzieciom</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br />Wieje wiatr. Felicitas jedzie nad morze, by odpowiedzieć na pytanie, czego nie ma na górze:<br /><br /><br /><span style="font-weight: bold;">Czego nie ma</span><br /><p>"Ależ nie, zawołałam, kiedy mężczyzna, który do tej pory w milczeniu przeglądał gazetę, nagle pochylił się nade mną i zajrzał mi w oczy, z całą pewnością nie jestem nieszczęśliwa. Zostawiliśmy za sobą góry, w oddali ukazał się wąski pasek morza.</p><p>Dobrze więc, powiedział, nie mówmy o nas, tylko o niebie, trzeba patrzeć w górę, gdy pod nogami robi się wąsko. Tak, odpowiedziałam, nieboskłon to słodka pociecha. Skąd pani wie? zapytał zdumiony. Czytała pani? Nie, odparłam, prawie nigdy nie czytam, widziałam na własne oczy, odczułam na własnym zdrętwiałym karku, ktoś zmusił mnie do oglądania gwiazd. Ale czego nie ma w dole, tego też nie może być w górze. Wprawdzie od czasu do czasu biorę do rąk tę czy ową książkę, ledwie jednak położę się z nią na kanapie, zasypiam, a ona wypada mi z ręki. Z góry na dół. Może pani czytać na siedząco, zauważył, na kanapie albo przy stole albo na ławce w parku. Na powietrzu, odparłam, w ogóle mi to nie wychodzi, czuję się ociężała i wystarczy, że usiądę na ławce, zbiegają się psy, jakbym miała w kieszeni kiełbasę. Spoważniał, chwycił mnie za rękę i powiedział: tak, wtedy nie można zebrać myśli. <br /></p><p>Morze za oknem było coraz bliżej, widać już było białe grzebienie fal. Niech pan, na Boga, nie mówi o morzu, powiedziałam. Co też pani wygaduje, poczuł się urażony, nie znoszę morza.</p><p>W przedziale było piekielnie gorąco, ale nie miał zamiaru otworzyć okna i wciąż jeszcze trzymał moją wilgotną rękę w swojej suchej. Gazety zsunęły się między nami na podłogę. Za oknem widać było pierwsze plaże. Rodziny w kolorowych strojach, w kapeluszach, kobiety z koszami, mężczyźni z parasolami i zrolowanymi kocami pod pachą, dzieci pijące z puszek przez długie rurki, obrzucające się zbieranymi po drodze kamieniami. Ale jakie, zapytałam, są w tej okolicy zimy? No właśnie, nagle puścił moją rękę, o zimie nie ma mowy, leży się na plaży na tym samym kocu, pod tym samym słońcem, tylko dzieci przez jakiś czas nie rosną. Zniechęcony zagryzł wargi i zamilkł. O zachodzie słońca nagle postanowił mówić o pięknie. Byłam szybsza, zakryłam mu usta, nie oderwałam ręki, dopóki pociąg się nie zatrzymał.</p><p> Na peronie stały dzieci, oświetliły nasze nogi niebieskimi latarniami. Od razu wziął mnie pod ramię i zaciągnął bez walizki na nadmorską promenadę, kołysał się na boki przy każdym kroku. Dzieci w ciemności za naszymi plecami chichotały. Zawtórowałam im cicho, ale on położył mi ostrzegawczo rękę na biodrze. Ławki na promenadzie były puste. Żadnego psa jak okiem sięgnąć. W oddali czarna kreska morza, odcinająca się od nieba.</p><p>Szliśmy, a on przesunął rękę w górę, od mojego biodra do szyi. Kiedy wreszcie przysiedliśmy na ławce, chwycił mnie za szyję i z całych sił próbował przechylić moją głowę w tył, w stronę nieba. Ale wtedy nie mogłam już powstrzymać śmiechu i wszystko mu się wymknęło, moja szyja, usta, myśli, bo nie może być w dole to, czego nie ma w górze".</p><p>Felicitas Hoppe, "Piknik fryzjerów", Wołowiec 2009</p><p><br /></p> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">14:49</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300424">papierowo</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/cala-Polska-czyta-dzieciom.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/cala-Polska-czyta-dzieciom.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (5) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> sobota, 13 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3878028"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">śniona sztuka Piotra Dumały</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><br /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> </style> <p style="margin-bottom: 0cm;">Mam napisać o instalacji <span class="posthref" data-href="http://www.enh.pl/tag.do?tag=piotr-dumala">Piotra Dumały</span> pt.: „Walka, miłość i praca”, która stanie (?), zostanie wyświetlona (?) - na razie nie za wiele o niej wiem, właściwie nie wiem o niej prawie nic - w moim ulubionym miejscu w festiwalowym kwartale ENH we Wrocławiu: w przejściu na podwórko koło synagogi Pod Białym Bocianem. Przy okazji retrospektywy Dumały podczas tegorocznego festiwalu zostanie też opublikowana książka Jerzego Armaty „Śnione filmy Piotra Dumały”. Więc wszystko się zgadza. Zamiast oglądać, a w konsekwencji oglądania pisać – śnię jego filmową instalację (choć nie wiem, czy to wystarczy). To było zeszłej nocy.<br /></p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Na wstępie muszę stwierdzić, że śnienie instalacji Piotra Dumały jest bardzo przyjemne. Także dlatego, że – wbrew temu, co narysował na festiwalowym plakacie – nie tylko się ogląda (ach, ta anachroniczna wzrokocentryczność), głównie się uczestniczy. W instalacji uczestniczy się - tak jak wspomniałam - w przejściu, choć w moim śnie nie horyzontalnie, a wertykalnie. Miejscem zdarzenia jest wąska, wysoka na kilka pięter, taka jak w starym budownictwie, może w gdańskiej kamieniczce na przykład, klatka schodowa pomalowana na kolor intensywnie jasnozielony. </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">W klatce tej możemy, choć nie musimy, a raczej – nie wszyscy mogą, no cóż – drogę na górę pokonać lewitując głową w dół. W tym celu należy w pełni oddać się idei, rządzącej tym kawałkiem sztuki, poddać się po prostu. Należy się poddać, tak jakbyśmy leżeli w wodzie i jakby unosił nas prąd. Żadnego oporu, żadnych wątpliwości, żadnych niewygodnych pytań i własnych przedsądów. Dzięki temu, wciąż zmieniając pozycję, wykonując w powietrzu łagodne fikołki, wiedzeni niewidzialnym nurtem, pokonujemy kolejne piętra. Wznosząc się, a jednocześnie kręcąc na różne sposoby wokół własnej osi, jak Ziemia wokół Słońca, jak jakaś planeta w kosmosie. Hmmm, to niezwykłe, to absolutnie fenomenalne. To sama, wcale nie nieznośna, lekkość bytu. Sama dla siebie, bo nie mam pojęcia, co działo się, gdy dotarłam na górę. <br /></p><p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;">może to będzie tu:</p><p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/sciana.jpg" /></p><p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"><br /></p> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">16:05</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300425">notatnik</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/sniona-sztuka-Piotra-Dumaly.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/sniona-sztuka-Piotra-Dumaly.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (2) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3877845"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">mądry po szkodzie?</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><br />Włodarze Gdańska, zadowoleni z faktu, że idea Młodego Miasta na terenach postoczniowych coraz bardziej się krystalizuje i urzeczywistnia, jesienią przecięli czerwoną wstążkę i wkopali pierwszą łopatę pod budowę Nowej Wałowej, autostrady, która w planach ma przeciąć MM na pół, odcinając od centrum waterfronty. Krytyka tej koncepcji na nic się nie zdała, miastu potrzebna jest autostrada, nawet jeżeli przetnie słynną, symboliczną Drogę do Wolności. Czego nie robi się dla komunikacji kołowej w polskich miastach. Tymczasem włodarze Gdańska chcieliby mieć ciastko i zjeść ciastko. Starają się właśnie o wpisanie stoczni gdańskiej na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co wiąże się i z prestiżem i ze sporymi pieniędzmi. UNESCO ma jednak swoje wymagania. Dzisiejsza GW podaje:<br /><br />"W raporcie Komitet [ds. Światowego Dziedzictwa Kulturowego w Polsce, który doradza ministrowi kultury] podkreśla, że stocznia spełnia trzy podstawowe warunki, by znaleźć się na liście UNESCO: •  uniwersalność („miejsce to jest symbolem, jak w sposób pokojowy upominać się o wartości i doprowadzić do wygranej"), •  integralność (postoczniowe tereny wciąż pozostają spójne architektonicznie, bez współczesnych plomb), •  autentyczność (obok oryginalnych obiektów takich jak sala BHP czy budynek dyrekcji zachowały się maszyny, tory i kostka brukowa). <br /><br /> Ale jest też problem. Teren, o którym mowa, to tzw. Młode Miasto, nowa dzielnica, gdzie oprócz solidarnościowych zabytków mają znaleźć się domy mieszkalne, biurowce, galerie handlowe. Np.: planowana budowa głównej drogi Młodego Miasta - ulicy Nowa Wałowa - według członków Komitetu "spowoduje całkowite przestrzenne i funkcjonalne rozcięcie terenu, co stoi w sprzeczności z warunkiem integralności, który musi spełniać miejsce Światowego Dziedzictwa". <br /><br /> - Raport nie jest ostatnim słowem w dyskusji - wyjaśnia "Gazecie" Tomasz Merta, wiceminister kultury. - Komitet jest jak filtr. Ocenia pomysły wpisu, pokazuje, czego jeszcze potrzebujemy, by znaleźć się na "Liście światowego dziedzictwa". Dlatego najpóźniej w lipcu odbędzie się w tej sprawie spotkanie. Wezmą w nim udział członkowie Komitetu, władze Gdańska i właściciel postoczniowych terenów firma BPTO. Trzeba ocenić, na ile jest możliwe pogodzenie oczekiwań UNESCO i planów inwestorów, zwłaszcza że UNESCO wymaga planu zarządzania chronionym terenem.<br /><br /> Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz boi się tylko, że wpis Stoczni Gdańskiej na listę UNESCO zrobi z niej skansen".   <br /><br /><br /><span class="posthref" data-href="http://wyborcza.pl/1,75248,6715336,Stocznia_na_liste_UNESCO.html">Stocznia na listę UNESCO (GW 13.06.2009) >></span><br /><br /><br /><span class="posthref" data-href="http://wyborcza.pl/1,75248,6715336,Stocznia_na_liste_UNESCO.html"> </span> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">14:05</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?491019">archikultura</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/madry-po-szkodzie.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="http://www.blox.pl/komentuj/agnisz/2009/06/madry-po-szkodzie.html" rel="nofollow"> Dodaj komentarz » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> piątek, 12 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3876418"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">ful wypas czyli zarastanie miasta</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><br />Czasami fajne rzeczy dzieją się w mieście, zupełnie niezależnie od oficjalnych i dalekosiężnych planów jego włodarzy. Zwykle dowiadujemy się o nich w momencie, w którym znikają i powstaje wokół nich trochę artystycznego szumu. Kiedy Polska zdobyła prawo organizacji Euro 2012 wielu pukało się w głowę i załamywało ręce. Szansa na rozwój (budowę nowych dróg, stadionów, infrastruktury, rewitalizację zaniedbanych dzielnic) wydawała im się co najmniej podejrzana. Przypuszczali, że wiele miejsc padnie ofiarą głupiego, centralnego walca zmian, bez poszanowania dla lokalności. <br /><br />Zastanawiam się, czy stadion może być w ogóle piękny i jak się ma najpiękniejszy w Polsce stadion Baltic Arena do ogródków działkowych w Letnicy, które zmiótł z powierzchni ziemi? Tymczasem zniknął inny piękny stadion, "tak jakby" (bo przecież już nie ten sam) Stadion Dziesięciolecia, miejsce w stolicy dosyć niezwykłe. W książce "Stadion X. Miejsce, którego nie było" pod redakcją Joanny Warszy swoje badania opisali botanicy. Marek Ostrowski, Barbara Sudnik-Wójcikowska i Halina Galera relacjonują fascynującą historię, która składa się na jedną z warstw stadionowego palimpsestu. "Gdyby nie nastąpiła przebudowa stadionu - piszą w tekście "I oczom odkrywców ukazała się zielona wyspa" - za kilka lat jego nieckę wypełniłby las drzew, widoczny z daleka w postaci zielonej czupryny, kołyszącej się nad stadionową koroną. Przy udziale roślin powstałaby nowa, zaskakująca forma architektoniczna - pomnik żywotności przyrody w miejscach opuszczonych przez człowieka". I wymieniają rośliny, które tam spotkali: <br /><br />topole, winorośl, czarny bez, klon, rośliny zielne: pokrzywa, chmiel, psianka słodkogórz, gatunki amerykańskie: przymiotno kanadyjskie, szarłat szorstki, żółtlica drobnokwiatowa i żółtlica owłosiona oraz nawłoć kanadyjska i nawłoć późna, miłka drobna - trawa z Europy południowej i zachodniej Azji, rośliny o jadalnych soczystych owocach: morwy, czereśnie, wiśnie, jabłonie, śliwy, truskawki i pomidory, pojawiła się sałata kompasowa, komosa wzniesiona, lnica mała, wiechlina wąskolistna i stokłosa dachowa, ciepłolubne gatunki drzewiaste: orzech włoski i charakterystyczny dla Chin bożodrzew gruczołkowaty, a nawet... granatowiec, dalej trzcinik pisakowy, turzyca owłosiona, chwasty: glistnik jaskółcze ziele, mlecz kolczasty i pospolity, psianka czarna, całe łany łobody i komosy, kruszyna, jarzębina, dereń biały, irga, czeremcha... naliczyli 160 gatunków roślin.<br /><br /><div style="text-align: center;">projekt fotograficzny <style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --></style><font face="Tahoma, sans-serif"><font size="2">francuskiej artystki Mathilde Papapietro "Ogródki działkowe - stan 2007" <br />(Letniewo zwane Letnicą do kliknięcia)<br /><br /><a href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda1.jpg" target="_blank"><img border="0" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda1_100x100.jpg" alt="" /></a> <a href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda2.jpg" target="_blank"><img border="0" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda2_100x100.jpg" alt="" /></a> <a href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda3.jpg" target="_blank"><img border="0" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda3_100x100.jpg" alt="" /></a> <a target="_blank" href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda5.jpg"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda5_100x100.jpg" /></a> <a target="_blank" href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda6.jpg"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda6_100x100.jpg" /></a> <br /><a target="_blank" href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda7.jpg"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda7_100x100.jpg" /></a> <a href="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda9.jpg" target="_blank"><img border="0" src="http://agnisz.blox.pl/resource/matylda9_100x100.jpg" alt="" /></a><br /><br /></font></font><div style="text-align: left;">W tym samym czasie, kiedy rezydenci gdańskiego IS Wyspa zastanawiają się, jak zachować, przechować, ochronić, wykorzystać potencjał biomasy na terenach postoczniowych, w Ameryce, jak to w Ameryce, idą na całość. Artyści, architekci, burmistrzowie i inni. Właśnie oddali do użytku pierwszy kawałek dawnej nowojorskiej linii nadziemnej kolejki, zamienionej w miejski park. Uuuuu... zapiera dech w piersi. Może trochę za piękna, za bardzo do końca zaprojektowana, powinna się nieco przechodzić, wystawić na działanie i czasu i klimatu, i miejskiego życia, co niechybnie nastąpi. Najprzyjemniejsze wydają się te odcinki, które ujawniają i oczywiście udają pozarastane zielskiem, nieużywane torowiska, którymi przecież dotąd były. To mi się podoba, taka alternatywna miejska droga, która by potwierdzić swoją alternatywność, potrzebowałaby chyba jednak trochę offowości.<br /><span class="posthref" data-href="http://www.archdaily.com/24362/the-new-york-high-line-officially-open/"><br />o High Line >></span><br /><span class="posthref" data-href="http://www.brooklynfoundry.com/#/highline">wypasiona wizualka >></span><br />   <br /></div> </div>info od <span class="posthref" data-href="http://www.lowbudget.pl/">Filipa</span> <br /><br /><div style="text-align: center;"><img border="0" src="http://agnisz.blox.pl/resource/iwan_baan.jpg" alt="" /><br />foto: Iwan Baan<br /><br /></div><br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">18:34</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?491019">archikultura</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/ful-wypas.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/ful-wypas.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (4) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> czwartek, 11 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3873608"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">tu krzyczy Berlin!</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><br /><div align="left"><font style="color: rgb(75, 75, 75); font-size: 12px;"><b>Parakino - Florian Wüst / Screaming City: West Berlin 1980s</b></font><br /><font style="color: rgb(123, 123, 123); font-size: 10px;">13 czerwca 2009, 18:00</font></div><br />Screaming City: West Berlin 1980s (Krzyczące Miasto: Berlin Zachodni w latach 80. XX wieku) prezentuje selekcję krótkich filmów eksperymentalnych i dokumentalnych wybranych w oparciu o obszerną retrospektywę z października 2006 roku prezentowaną w berlińskim kinie Arsenał, zatytułowaną „Who says concrete doesn't burn, have you tried?” (Kto twierdzi, że beton się nie pali, a próbowałeś?). Od tego czasu Schulte Strathaus i Wüst pokazują wybrane filmy o Berlinie Zachodnim lat 80. za granicą. W listopadzie 2008 roku opublikowali książkę pod tym samym tytułem, rzucającą światło na ten wyjątkowy okres historyczny oraz na miejski obszar niemieckiej produkcji filmowej.<br />Florian Wüst zaprezentuje filmy następujących twórców Brigitte Bühler & Dieter Hormel, Michael Brynntrup, Christoph Doering, Die Tödliche Doris, Yana Yo.<br /><br /><span class="posthref" data-href="http://www.laznia.pl/?id=60&mod=news&idart=605">więcej >></span><br /><br /><div style="text-align: center;"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/min1001200901052705Parakino_F.Wust_abcity.jpg" /><br /><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/min681200901052205Parakino_F.jpg" /><br /><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/min211200901054005Parakino_F.Wust_TattooSuite.jpg" /><br /></div> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">11:53</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300426">anonse</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/tu-krzyczy-Berlin.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/tu-krzyczy-Berlin.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (5) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> wtorek, 09 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3870375"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">wrzask (aka krzyk)</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><br />Już nie pamiętam tego filmu, nie pamiętam nawet kiedy i w jakich okolicznościach go oglądałam. Chodzi o "Wrzask" (1978) Skolimowskiego. Ale przypomniał mi się dzisiaj wczesnym przedpołudniem, kiedy tuż pod moim oknem doszło do zdarzenia. Moja spokojna uliczka, wiodąca ku podmiejskiej stacji kolejowej, przeżyła znowu chwilę grozy, być może gdzieś w krzakach leżą jeszcze martwe owce. <br /><br />Nie pamiętam już, jak on to zrobił, jak przekonał widzów o potworności krzyku, który zabija. Alan Bates, Skolimowski. Miał przejąć tę umiejętność od aborygenów i wypróbować ją w angielskiej wiosce, niedaleko domu pewnego małżeństwa, które zaprosiło go na kolację. Zdaje się, że tą tajemnicą i napięciem, niewiadomą uwiódł każde z małżonków po kolei. <br /><br />Może coś było słychać, jakiś odprysk, ale w gruncie rzeczy widać było jedynie efekty i ktoś (na pewno też widzowie) zasłaniał z lękiem uszy, mocno, bardzo mocno. Krzyk nie do wiary. W kinie nie można było przecież go usłyszeć, trzeba go było czymś zakryć, żeby stał się realnie niesamowity. Strach jest pewnie taką drugą naturą niesamowitego krzyku, która zamiast wydobywać się ze środka, wywraca na nice, spada jak ciężki kamień w głęboką studnię.<br /><br />Nie wiem nawet, jak to opisać. Usłyszałam dzisiaj krzyk (aka wrzask) i strzał, wszystko w ułamkach sekund. Kilku ludzi w czarnych kamizelkach ustawiło się tuż przed moim oknem jak w martwej naturze, czarne samochody, broń, ktoś leżał bez tchu na czarnym asfalcie. Obraz do namalowania w absolutnej ciszy, pustce. Jeden z nich musiał wydać z siebie ten głos, który wymazał stąd wszystkie inne dźwięki. Jak to możliwe? Kim jest ten człowiek? Nie ten, co leżał zemdlony jak owca, ten, co krzyczał.  <br /><br />Każdemu, kto stał później, gapiąc się, jak scena powoli zaczyna ożywać, jak policjanci podnoszą z asfaltu zemdlonego być może złoczyńcę i wnoszą go do furgonetki i znikają, drżały kolana, serce łomotało w piersi, nie mogło być inaczej. To było przerażające.<br /><br /> <br /><div style="text-align: center;"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/8474_TheShout2.jpg" /><br /><br /><br /></div> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">20:24</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300425">notatnik</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/wrzask-aka-krzyk.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/wrzask-aka-krzyk.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (2) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3870098"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">co tam, panie, z tą pogodą? </div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><br /><span class="txt_pytanie"><b>Andriej Tarkowski?</b></span><br /><br /> - Jego też lubię, choć jest przesadnie religijny. U niego deszcz przynosi oczyszczenie, u nas deszcz tylko robi błoto. W tym błocie tkwimy po uszy.<br /><br /> <span class="txt_pytanie"><b>I pan mówi, że nie jest depresyjny!</b></span><br /><br /> - Nie jestem. Trzeba się łapać za włosy i z tego błota wyciągać.<br /><br /><b><br /></b>Béla Tarr w Krakowie podczas <span class="posthref" data-href="http://www.visegradfilm.com/"><font size="2">Visegrad Summer Film Festival</font></span> udzielił wywiadu m.in. na temat pogody (GW 8.06.2009) <span class="posthref" data-href="http://wyborcza.pl/1,75475,6696501,Rozmowa_z_Bela_Tarrem__wegierskim_rezyserem_filmowym.html"><span style="font-weight: bold;">>></span></span><br /><br /><div style="text-align: center;"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/tarr6_400x288t0_ic.jpg" /><br /><br /><br /></div><div style="text-align: center;"><a href="http://agnisz.blox.pl/2008/06/przeglad-depresyjnego-kina-wegierskiego.html">przegląd depresyjnego kina węgierskiego >></a><br /></div><br /><br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">17:49</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300425">notatnik</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/co-tam-panie-z-ta-pogoda.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/co-tam-panie-z-ta-pogoda.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (6) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> poniedziałek, 08 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3868310"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">czekam z niecierpliwością...</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br />... na nową powieść Witkowskiego (premiera jesienią), który w jednym z ostatnich wywiadów wyznaje:<br /><br />"Tym razem będzie to powieść współczesna, prawie pozbawiona nostalgii i wspomnień, za to zanurzona w naszej bylejakiej współczesności. "Margot" to historia bogatej i znużonej życiem lekomanki. Historia kobiety, która jest kierowcą tira i miewa ostre napady erotomanii. Historia upadłego medialnego anioła z warszawką w tle. Historia wiecznego emigranta i św. Asi od tirowców, nowoczesnego księdza. Groteskowa i tragiczna, śmieszna i smutna opowieść o Polsce pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Warszawa i Wrocław, Międzyzdroje i wioska o nazwie Rutka Tartak, i wielkie parkingi oddalone od budujących się autostrad. Tragikomiczny finał podczas sylwestra na Rynku we Wrocławiu. Do zażywania wieczorem, dwie tabletki przed snem, popić herbatą".<br /><br /> <br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">20:48</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300426">anonse</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/czekam-z-niecierpliwoscia.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/czekam-z-niecierpliwoscia.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (2) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> niedziela, 07 czerwca 2009 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_3865431"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">lubię</div> <div class="BlogWpisTresc"> <br /><div style="text-align: center;"><br />czerwcowe deszcze<br />(deszcze do kliknięcia)<br /><br /><a target="_blank" href="http://agnisz.blox.pl/resource/deszcz06.jpg"><img border="0" alt="" src="http://agnisz.blox.pl/resource/deszcz06_100x100.jpg" /></a><br />w trasie<br /><br /><br /></div> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">14:43</span>, <span class="IPTautor">pravdan</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?300425">notatnik</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2009/06/lubie.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2009/06/lubie.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (9) » </a> </div> </div> </div> <div id="BlogStronicowanieBox"> <table> <tr><td class="BlogStronicowaniePoprzednie"> <div>   </div> </td><td class="BlogStronicowanieStrony"> <div> 1 , <a href="/html/1310721,262146,169.html?2">2</a> </div> </td> <td class="BlogStronicowanieNastepne"> <div> <a href="/html/1310721,262146,169,170.html?1,1">następne</a> </div> </td></tr></table> </div> </div> </td> </tr> </table> </div> <div id="Stopka"></div> </div> <script type="text/javascript"> document.domain = 'blox.pl'; </script> <div id="sidebox_wrap"> <div id="sidebox_control" class="exp"> <div id="sidebox_bg"></div> <div id="sidebox" class="skin3"> <div id="sidebox_roll"></div> <div id="sidebox_body"> <a href="http://blox.pl/"><img src="http://blox.pl/images/belka/bloxlogo.png" alt="Blox.pl" /></a> <div class="nav"> <a class="nb" href="#" id="sidebox_btnprev"><span>poprzedni blog</span></a> <a class="nb" href="#" id="sidebox_btnnext"><span>następny blog</span></a> <a class="cb" onclick="dataLayer.push({'dimension7': dimension7,'vpv': vpv, 'event':'SendVirtualPageView'});" href="http://www.blox.pl/html/8257537.html"><img src="http://blox.pl/images/belka/createblox-btn-skin3.png" alt="załóż bloga" /></a> <a class="cb" onclick="dataLayer.push({'dimension7': dimension7,'vpv': vpv, 'event':'SendVirtualPageView'});" href="http://www.blox.pl/blog/signup/1"><img src="http://blox.pl/images/belka/createblox-btn-skin3.png" alt="załóż bloga" /></a> </div> <!-- .nav --> <div id="sidebox_container_0" class="list"> <strong id="sidebox_title_0" class="h"></strong> <ul id="sidebox_list_0"> <li class="dummy"></li> </ul> <!-- #sidebox_list_0 --> <p class="more"><a id="sidebox_link_0" href="#"></a></p> </div> <!-- .list --> <div id="sidebox_container_1" class="list"> </div> <!-- .list --> </div> <!-- #sidebox_body --> </div> <!-- #sidebox --> </div> <!-- .exp --> </div> <!-- #sidebox_wrap --> <iframe id="boxframe" name="bblo_frame" src="http://cookiecontainer.blox.pl/html?page=cookieStore¶ms=6,33811"></iframe> <script type="text/javascript"> function bblo_addEvent(obj, type, fn) { if (obj.addEventListener) { obj.addEventListener(type, fn, false); } else if (obj.attachEvent) { obj["e" + type + fn] = fn; obj[type + fn] = function() { obj["e" + type + fn] (window.event); } obj.attachEvent("on" + type, obj[type + fn]); } } function bblo_O(n) { return document.getElementById(n); } function bblo_trim(x){return x.replace(/^\s+|\s+$/g,'');} function bblo_hasClass(obj, clName) { var clN = ' ' + obj.className + ' '; return (clN.match(' ' + clName + ' ') != null); } function bblo_addClass(obj, clName) { if (bblo_hasClass(obj, clName)) return; obj.className = bblo_trim(obj.className + ' ' + clName); } function bblo_removeClass(obj, clName) { if (!bblo_hasClass(obj, clName)) return; var clN = ' ' + obj.className + ' '; eval("obj.className = bblo_trim(clN.replace(/ " + clName + " /g,' '));"); } function bblo_swapClass(obj, oldName, newName) { bblo_removeClass(obj, oldName); bblo_addClass(obj, newName); } var blox_frame = null; function bblo_init(e) { if (top.location != self.location) return; blox_frame = window.frames['bblo_frame']; window.setTimeout(bblo_ready, 10); } function bblo_completeList(n, item) { var obj = { title: bblo_O('sidebox_title_'+n), link: bblo_O('sidebox_link_'+n), list: bblo_O('sidebox_list_'+n), container: bblo_O('sidebox_container_'+n) }; try { obj.title.innerHTML = item.title; obj.link.href = item.link_uri; obj.link.innerHTML = item.link_caption; obj.container.className = 'list ' + item.class_name; for (var i = 0; i < item.data.length; i++) { var o_link = document.createElement('a'); var o_span = document.createElement('span'); var o_li = document.createElement('li'); o_link.innerHTML = '<strong>' + item.data[i].title + '</strong> ' + item.data[i].name; o_link.href = item.data[i].uri; o_span.innerHTML = item.data[i].when; o_li.appendChild(o_link); o_li.appendChild(o_span); obj.list.appendChild(o_li); } } catch (e) {;} } var blox_data_done = false; function bblo_ready() { try { if (blox_frame.blox_is_ready()) { if (blox_data_done) return; blox_data_done = true; var t_data = bblo_frame.blox_get_data(); g_data = t_data; if (t_data.display == '0') { bblo_swapClass(bblo_O('sidebox_control'), 'exp', 'fold'); } bblo_O('sidebox_btnprev').href = t_data.prev; bblo_O('sidebox_btnnext').href = t_data.next; for (var i = 0; i < t_data.items.length; i++) { bblo_completeList(i, t_data.items[i]); } bblo_addEvent(bblo_O('sidebox_roll'), 'click', bblo_toggle); bblo_O('sidebox_wrap').style.display = 'block'; } else { window.setTimeout(bblo_ready, 10); } } catch (e) { window.setTimeout(bblo_ready, 10); } } function bblo_toggle() { var obj = bblo_O('sidebox_control'); var write = '0'; if (bblo_hasClass(obj, 'exp')) { bblo_swapClass(obj, 'exp', 'fold'); } else { bblo_swapClass(obj, 'fold', 'exp'); write = '1'; } blox_frame.blox_toggle_display(write); } bblo_addEvent(window, 'load', bblo_init); </script> <script> var pingUrl = window.location.protocol + '//' + window.location.host + '/blog/ping/'; var xhr = new XMLHttpRequest(); xhr.open("GET", pingUrl, true); xhr.send(); </script> <script type="text/javascript"> (function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = "//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3&appId=151924531509550"; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs); }(document, 'script', 'facebook-jssdk')); </script> <script src="https://apis.google.com/js/platform.js" async defer> {lang: 'pl'} </script> </body> <!-- if mobile end --> </html>