agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
środa, 21 lipca 2010
na przecięciu

Jak na mapie Greenawaya, spacerującego przez H, jeden zielony punkcik zmierza w jedną stronę, drugi mniejszy, czarny - w inną, być może nawet w stronę przeciwną. Ale nagle, zielony punkcik wplątuje się w jakąś zasadzkę, w żółtą pułapkę zastawioną przez drogowców i zmienia, zmienia szybko kierunek. Zawraca, ucieka, ucieka czas. I dalej to już gna, w nowym kierunku. Tymczasem mniejszy drugi czarny punkcik, co się z nim dzieje, lawiruje. To tu, to tam. Wyżej, niżej. Odległość między nimi się zmniejsza. Zielona fala świateł mówi - tak. Wybitny splot okoliczności. Łup! czarny punkcik zderza się z zielonym. Dla czarnego to koniec drogi, dla zielonego, no cóż, życie toczy się dalej. Pociąg nie zaczeka. Trzeba się spieszyć, skasowaliśmy ptaka. Nasz słynny ornitolog zmierza dalej swoją ścieżką, wyznaczoną przez rozgrzane do czerwoności linie torów kolejowych oraz przyczepioną do nich ruchliwą, parującą i dyszącą gąsienicę. U celu nadal rozpalony, gorejący jak krzak, rozmyśla, jakiego rodzaju to był znak.

(potem dowiaduje się, że ma prowadzić rozmowę po projekcji z reżyserem filmu o węgierskim futbolu i wszystko staje się jasne)


niedziela, 18 lipca 2010
Pies pracujący

Edukacja – słowo klucz. Dziś powtarzane jak zaklęcie. Jest w nim jakaś magia, coś nadprzyrodzonego, odległego. Magdalena Środa powtarza, że w hipotetycznym kobiecym rządzie łasa byłaby na stanowisko ministry edukacji właśnie. Wczoraj w telewizorze z okazji EuroPride edukacja była odmieniana przed wszystkie przypadki, często wymiennie z „promowaniem”. Niech i tak będzie. Kiedy idę na spacer po kaszubskich łąkach i zagajniczkach, myślę, że nikomu bardziej nie jest potrzebna edukacja jak polskiej wsi. Że na polskiej wsi, jak nigdzie indziej, jest potrzebna promocja wrażliwości i szacunku do świata, do samego siebie. Każdy skrawek ziemi tu do kogoś należy i prawa własności są respektowane. Kiedy widzę porąbane dla zabawy świerki, to wiem, że to dzieci właścicieli próbowały swoich sił z drzewem.

Wieczorem jak zwykle kręcę się wokół domu, wchodzę i wychodzę. Nagle w przedsionku pełno ruchliwego zwierza. Kotłuje się, miesza ze znajomym czarno-białym wzorkiem R. Pies sąsiadów, który zwykle siedzi przy budzie, nigdy nie widziałam go biegającego wolno, wlazł do nas jakąś dziurą w płocie. Pierwszy raz widzę go z bliska. Obserwowaliśmy się dotąd z dystansu. Pies zajął miejsce Puszka, który w zeszłym roku odwiedzał nas często, którego dokarmialiśmy. Puszek przepadł, „zgubił się”. Ten jest dziwny, jakby nietutejszy i kompletnie niepasujący – bardzo przypomina boksera, choć jest nieco mniejszy, ma brązową, pręgowaną sierść, długi ogon, którym nieustannie macha, charakterystycznie spłaszczony pysk. Młody, strasznie chudy. Wiem, że właściciele są z niego dumni, bo nie wygląda jak zwykły podwórkowiec, mimo to trzymają go na łańcuchu. Gdyby go spuścili, może by uciekł. R go poszturchuje, nie daje zrobić kroku, skacze na intruza. Pies nie zwraca na niego uwagi, jest we mnie wpatrzony jak w obraz. Gdy tylko na niego spojrzę i wykonam jakiś gest w jego stronę, przychodzi do mnie i skacze, skacze do góry jak na sprężynach. Tego już za wiele, R pokazuje zęby, ustawia go, nie pozwala, broni.

Biorę piłkę, próbuję zająć ich obu zabawą, ale wiem, że tu co innego jest stawką, to nie zabawa. Wciąż powtarzają się niezrozumiałe dla mnie, psie rytuały. W końcu otwieram furtkę i wypuszczam psa, daję mu trochę jedzenia, zjada szybko, choć jakby z uprzejmości, pije wodę. Kolejne próby pokojowego wejścia na nasz teren kończą się źle. Zostawiam psa za płotem, ale on zamiast pójść w swoją stronę, nadal mimo ataków R chce się do nas dostać. Cały swój czas na wolności wykorzystuje, biegając wokół naszego płotu. Chowam się do domu, ale co jakiś czas sprawdzam, co się dzieje.

Potem widzę, jak pies krąży wokół swojego obejścia. Jest piękny, pomiędzy kępami wysuszonych przez słońce traw wygląda jak młody lew, smukły, delikatny. Potem przed dom wychodzi dziewczyna, bierze w dłonie łańcuch, woła go. Pies podchodzi i zaraz się cofa, biega wokół niej, nie daje się złapać. Dziewczyna zmienia tembr głosu, jest w nim już niemal czułość. Pies zatrzymuje się, słucha, podchodzi. Ona szybkim ruchem przyczepia łańcuch do jego szyi i odskakuje. Wraca do domu, zdziwiony pies patrzy w ślad za nią, wyrywa się, próbuje uwolnić. To nic takiego – w misce ma świeżą wodę i ocieniony koroną drzewa wybieg.

Obserwujemy z R całą scenę, przyklejeni do płotu, schowani za krzakami róż. Potem wracamy do domu i jak zwykle długo patrzymy sobie w oczy. Nie wiem, dlaczego pies do nas przyszedł, może najpierw szukał swojego stada i nie znajdując go, wyruszył na poszukiwanie innego, a my byliśmy tak blisko. Może byliśmy dla niego intrygujący, kiedy obserwował, jak biegamy z piłką po trawie, kąpiemy R, bawimy się patykami, chodzimy na pole, jesteśmy zawsze razem.


czwartek, 15 lipca 2010
jedzie dalej w październiku


Paul Theroux nadal jedzie pociągiem. W październiku ukaże się "Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu. Szlakiem Wielkiego Bazaru Kolejowego", ta sama podróż tylko 30 lat później. Podróż to miejsce przeznaczenia, jak pisze Terzani, wieczny uciekinier. Nie opuszczam mojej Azji i skacząc z cienia w cień, w zieloności, w bezmiarze bezruchu ruszam z Włoch przez Wietnam, Kambodżę, Birmę, Singapur, Hongkong, Chiny, do Japonii i Tajlandii. Czytam jego książkę pośmiertną, historię życia i historię świata jak zwykle okrutną, ciekawą i piękną - "Koniec jest moim początkiem". To ilustrowany zdjęciami z prywatnego archiwum wywiad-rzeka, jaki przeprowadził z nim tuż przed śmiercią jego syn Folco. Jest tak ciepło, brakuje mi tylko w tej chwili zapachu gnijących warzyw, charakterystycznego dla tropików. W lodówce sałata, cukinia i kawałek czerwonej papryki. Może coś z tego wyjdzie tropikalnego?



Folco i Tiziano Terzani w Orsigna


 

niedziela, 11 lipca 2010
wróżenie z Pessoi letnie

"Z nastaniem lata robię się smutny. Zdawałoby się, że blask letnich dni, choćby był cierpki, powinien sprawiać przyjemność tym, którzy nie wiedzą, kim są. Ale nie, mnie przyjemności nie sprawia. Zbyt duży jest kontrast pomiędzy kipiącą bujnością zewnętrznego życia a tym, co myślę i czuję, nie potrafiąc myśleć i czuć (...). Mam wrażenie, że w tej bezkształtnej ojczyźnie zwanej wszechświatem żyję pod uciskiem tyranii politycznej, która jeśli nawet mnie nie gnębi bezpośrednio, to uwłacza jakiejś ukrytej zasadzie mojej duszy. A wówczas spływa na mnie, lekko i bezszelestnie, tęsknota za jakimś przyszłym wygnaniem, które nie będzie mi dane.

Przede wszystkim czuję senność. Nie taką, która kryje dla nas w zanadrzu - jak wszystkie senności, nawet chorobliwe - przywilej fizycznego wytchnienia. Nie taką, która pozwalając zapomnieć o życiu i niosąc obietnicę snu, podsuwa nam na tacy, ofiarowanej samej duszy, spokojne dary wielkiej rezygnacji. Nie: to jest senność, która nie daje zasnąć, która ciąży powiekom, ale nie pozwala ich zamknąć, która ściąga kąciki niedowierzających warg w wyraz nieuchronnie głupi i pełen odrazy. To jest jedna z tych senności, które poddają jałowej torturze ciało podczas wielkich bezsenności duszy.

Dopiero z nastaniem nocy czuję może nie radość, ale odpoczynek, który z racji tego, że odpoczynki zazwyczaj dają poczucie zadowolenia, daje mi - przez analogię - poczucie zadowolenia. Wtedy senność mija, zamęt umysłowego zmierzchu, wywołany przez tę senność, wycisza się, rozjaśnia, niemal lśni. Na chwilę pojawia się nadzieja na coś nowego. Ale ta nadzieja trwa krótko. To, co ją wypiera, to znudzenie pozbawione i senności, i nadziei; przykre przebudzenie kogoś, komu nie udało się porządnie zasnąć. I przez okno swojego pokoju wpatruję się - biedna dusza zmęczona swoim ciałem - w nieskończoność gwiazd, w nicość, w nic, tylko w nieskończoność gwiazd..."

Fernando Pessoa, Księga niepokoju  




czwartek, 01 lipca 2010
Gdzie by tu pojechać pociągiem...


"Gratulacje! Wygrała Pani główną nagrodę w naszym konkursie na recenzję książki Paula Theroux "Wielki bazar kolejowy". Proszę o jak najszybsze podanie terminu, w jakim chciałaby Pani skorzystać z dwóch biletów weekendowych PKP IC".

Gdzie by tu pojechać?

http://www.czarne.com.pl/?a=2265