agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
piątek, 29 września 2006
kulturalna sobota turecka


TVP Kultura dostała wczoraj w Wenecji telewizyjną nagrodę Hot Bird, zwaną satelitarnym Oscarem. To bardzo miło. Szczególnie miło zrobiło się twórcom kanału – Wekslerowi i Kapuścińskiemu, odwołanym ze stanowisk przez obecną ekipę TVP za hermetyczność i jednostronność programu. Ale TVP Kultura wprawiona w ruch w kwietniu 2005 toczy się dalej, mocą nadanego jej ongiś napędu. Ja zawsze czekam na “kulturalne” soboty i zamiast poddawać się sobotniej nocy gorączce gdzieś w plenerach plażowych, osnutych ostatnio dosyć gęsto babim latem, regularnie siadam przed telewizorem. Sobotnie popołudnia i wieczory zarezerwowane są dla prowadzonych przez Maxa Cegielskiego >korzeni kultury<, na które składają się dokumenty, spotkania ze znawcami kultury regionu, debaty i na koniec film fabularny. Szczególnie zapamiętałam korzenie rumuńskie, gruzińskie, argentyńskie, czy południowoafrykańskie, natomiast najbliższa sobota zapowiada się równie ciekawie, bo będzie poświęcona Turcji, a zakończy się projekcją nagrodzonego w Cannes i San Sebastian “Uzaka” (2002) Nuri'ego Bilge Ceylana (polską premierę miał na festiwalu Nowe Horyzonty w Cieszynie), opowieści o spotkaniu dwóch kuzynów, a jednocześnie dwóch stylów życia – wiejskiego, tradycyjnego z miejskim, samotnym i bezosobowym w scenerii zimowego Stambułu (w rolach głównych wielokrotnie nagradzani Emin Toprak i Muzaffer Ozdemir).


korzenie tureckie w TVP Kultura

środa, 27 września 2006
Wołodźko o peruwiańskim wideo

"Perú Remix" to projekt przygotowany przez ALTA TECNOLOGIA ANDINA w Limie (ATA) w kooperacji z Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Kuratorem i pomysłodawcą prezentacji peruwiańskiej sztuki wideo w Polsce (wiosną 2006r.) był MAREK WOŁODŹKO, antropolog, zajmujący się badaniem społeczności tubylczych Amazonii.

W tekście - publikowanym na stronie Mañany - Marek Wołodźko, analizując twórczość artystów związanych z ATA, odkrywa inne oblicze kraju, który dotąd był dla niego synonimem folklorystycznego stereotypu. Peru to nie tylko Indianie, Andy i Amazonia, ale tętniąca życiem, współczesna cywilizacja miejska, opisywana w interesujący sposób za pomocą wizualnego medium. "Uprzytomniłem sobie - pisze autor - że Peru widziane przez optykę indiańskości, to Peru nasze, widziane oczami Europejczyków, którzy coś utracili, czegoś szukają i szukają tego gdzie indziej. A jakie jest Peru Peruwiańczyków? Co oni utracili i gdzie tego szukają?".

Tekst "Peru przez szczelinę w drzwiach. Peruwiańska sztuka wideo" (ilustrowany autorskimi fotografiami) próbuje na te pytania odpowiedzieć.

warto




wtorek, 26 września 2006
nasi dobrzy, nasi źli, chłopcy

Serwisy prasowe doniosły dzisiaj, że:

Film Fabickiego został polskim kandydatem do Oscara...

i dalej co następuje:

Z odzysku to współczesny polski film o mocnej formie. Niezwykle emocjonalny debiut, który ma już za sobą udział w festiwalach w Cannes - gdzie zdobył wyróżnienie Jury Ekumenicznego, oraz w Toronto” - uzasadnił swoją decyzję Komitet Selekcyjny.

W rundzie finałowej głosowania Z odzysku pokonał filmy: Wszyscy jesteśmy Chrystusami Marka Koterskiego, Plac Zbawiciela Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze oraz Jasminum Jana Jakuba Kolskiego.


Natalia Vdovina (Katia), Sławomir Fabicki

“To film na granicy melodramatu. Drugorzędną sprawą jest w nim to, że pokazuje polską rzeczywistość i doświadczenia młodego człowieka, bo takich filmów było już wiele. Film Fabickiego bardzo mocno działa na uczucia - powiedział Feliks Falk - Wydaje nam się, że takie właśnie polskie filmy powinniśmy silnie promować zagranicą”.

“Staraliśmy się myśleć pragmatycznie. Sądzimy, że to właśnie Z odzysku może mieć największe szanse na Oscara spośród polskich filmów” - dodał Falk, którego Komornik był w ubiegłym roku zgłoszony przez Polskę w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny (nie zdobył jednak nominacji do Oscara).

Dyrektor PISF Agnieszka Odorowicz zaznaczyła, że jury oceniało nie tylko wartości artystyczne filmów i emocje, jakie obraz wywołuje u widza, lecz także to, czy film ma szansę być odebrany ze zrozumieniem przez międzynarodową publiczność.

* * *

Ostre rysy twarzy nie pasują do obecnej w jego spojrzeniu łagodności, medialnego onieśmielenia. Wrażliwość Fabickiego jest sprawą jakby oczywistą, samonarzucającą się. Oto człowiek gotów sięgać po trudne tematy ze zrozumieniem i dojrzałością. Nie będę ukrywać, że Fabicki jest dla mnie postacią kontrowersyjną. Pierwszy rocznik w reżyserskiej (mistrzowskiej) szkole Wajdy, zdolniacha, razem z Godfrejowem już raz był nominowany do Oscara za “Męską sprawę” (2001), film-samograj, niebezpiecznie oscylujący na granicy pomiędzy świetną robotą reżyserską, a zbyt – moim zdaniem – oczywistą emocjonalną pożywką tematu. Kogo nie wzruszy, nie przerazi, nie zbulwersuje historia bitego przez ojca dziecka, które za pomocą oczywistej metafory dzieli los ze starym psem ze schroniska, jedynym przyjacielem, skazanym na śmierć. Film brudny, brutalny, zapierający dech w piersi, na szczęście – 26-minutowy i to go w moich oczach ratuje.



"Męska sprawa"

Tymczasem w swoim fabularnym debiucie, tak przez wszystkich oczekiwanym “Z odzysku” Fabicki stosuje dobrze sobie znane, wypróbowane chwyty, przez Falka nazywane “mocnymi”, “mocno grającymi na uczuciach” i... krztusi się. Ów przykry proces krztuszenia doskonale ilustruje pierwsza, dynamicznie zrealizowana i pierwsza “mocna” scena filmu. Dwóch mężczyzn wisi na linach w szybie kopalnianym. Mrok rozjaśniają małe lampki przyczepione do kasków. Twarze zasłonięte ochronnymi maskami. Na dłoniach rękawice. Stalowymi drągami dźgają twarde ściany. W powietrzu unosi się pył. Jeden z nich kończy pracę i chcąc wspiąć się po drabinie, odpina zabezpieczające liny i przez nieuwagę, brak refleksu, zmęczenie spada, leci w głąb szybu, wzbijając tuman kurzawy. Na pomoc rusza jego towarzysz. Kiedy dotrze do – jak się później okaże – nieżyjącego już kolegi, spadnie na niego kolejna lawina kamieni i pyłu. Cudem uratowany, niemal uduszony, po wyjściu na powierzchnię długo biegnie przed siebie na czworakach, charcząc, próbuje złapać oddech, walczy o życie. To być może w ogóle najlepsza scena w tym filmie, najbardziej autentyczna i jakże symptomatyczna. Zapowiada dalszy ciąg przygód młodego człowieka, który próbuje przetrwać w złym, podłym świecie. Zapowiada kaskadę krótkich oddechów, na jakie narazi nas reżyser, nas, siedzących w wygodnym, multipleksowym foteliku. Zapowiada mechanizm, którym się posłużył w całej rozciągłości filmowej fabuły – jest źle, ale możesz być pewien, że za chwilę będzie jeszcze gorzej.

Sama nie wiem, jak go przed sobą wytłumaczyć. Że się zachłysnął czarnuchą? Że jego czas nadejdzie, a na razie to są próby, zmagania z filmową materią? Że jest za młody i dlatego zbyt radykalny, zbyt krzykliwy, pretensjonalny, dosłowny w metaforyce, że operuje ulubionymi kalkami, a robi to wszystko bardzo sprawnie, warsztatowo bez zarzutu, więc nie jest stracony. Grubo ciosane kino Fabickiego być może ma szanse u zagranicznej publiczności, choć na jej miejscu czułabym się nieco urażona. Tak jakby tam za oceanem nie było ludzi czułych na niedopowiedzenia, czy subtelności fabuły, a tylko tacy, którzy muszą dostać młotkiem w głowę, żeby zrozumieli cokolwiek z filmowej rzeczywistości.

W tym samym mniej więcej czasie co Fabicki dobre recenzje i nagrody zbierał za swój "dziecięcy" dokument Grzesiek Pacek ("Jestem zły", 2001). Temat był podobnie trudny i grający na uczuciach, film opowiadał o dzieciakach z kamienicy na warszawskiej Pradze, opowiadał o ich rodzinach, o dramatach wyjętych z codziennego życia, o marzeniach. Ale Pacek przyjął inną metodę pracy. Rozładowywał napięcie. Wkraczał w ten mroczny - mimo, że dziecinny - świat, którego centrum znajdowało się na zapiaszczonym, ocienionym podwórku, a obrzeża wytyczały tunele metra, wręczając kamerę swoim bohaterom. Potem montując materiał, stworzył obraz tragikomiczny, raz brutalny, innym razem radosny, przejmujący, prawdziwy. Udało mu się zdobyć zaufanie praskich rozbójników w równym stopniu, co im udało się zdobyć jego zaufanie - kamera oddana w ich samodzielne władanie wróciła - cała i zdrowa - to nie było takie oczywiste. Dzieciaki stały się w zaufaniu partnerami. Pacek miał świetny pomysł.

"Jestem zły"

Podobnie zresztą jak wtedy, kiedy wysłał swojego przyjaciela Franco de Peña do Argentyny w poszukiwaniu rzekomego syna Gombrowicza. W dodatku na podstawie poszlak, wyłuskanych z dzienników pisarza, znalazł go i zorganizował konfrontację z dawnymi przyjaciółmi i współpracownikami, kreśląc niczym w thrillerze argentyński portret Gombrowicza. "List z Argentyny" (1997) to pełen humoru i nostalgii "dokument kreacyjny".
W ostatni weekend TVP Kultura w cyklu >korzenie< pochyliła się nad historią i kulturą RPA i okazało się, że Pacek właśnie tam od dawna szuka tematów. Obejrzeliśmy świetny, nagrodzony już w Pradze, Gdańsku, Łodzi i Lublinie dokument "Idź do Luizy" (2005). RPA oglądamy w nim
oczami pochodzącego z Polski bogatego właściciela fabryki, który opowiada o skomplikowanych relacjach społecznych w Afryce Południowej po upadku apartheidu. Pacek, który był w sobotę gościem Kultury, kręci tam już kolejny film. A i w kraju ma pełne ręce roboty. W sierpniu rozpoczął zdjęcia do swojego debiutu fabularnego "Dzień, w którym pękło niebo" (operatorem u Packa jest Bogumił Godfrejów, operator Fabickiego).
"Fabuła filmu jest oparta na przypadkowym spotkaniu dwójki młodych ludzi. Jest zapisem emocji powstałych w ciągu jednego dnia znajomości, ukazaniem tego, jak wiele może zmienić w czyimś życiu doba i jak bardzo losy innych ludzi wpływają na nasze zachowania i sposób myślenia" - wyjaśnia. Jestem ciekawa, jak sobie poważny niepoważny Pacek poradzi z fabułą...

Grzegorz Pacek


niedziela, 10 września 2006
znajomi weneccy Azjaci

W Wenecji Lwy już się rozeszły, dla komentatorów - jak zwykle zaskakująco. Azjaci górą - na najwyższym podium głównego konkursu znalazł się Chińczyk Jia Zhangke (Ren xiao yao aka Unknown Pleasures, 2002; Shijie aka The World, 2004) za "Sanxia Haoren".

Jia Zhangke

Jury tym razem nie zauważyło pozostałych azjatyckich nowohoryzontowych faworytów:

w głównym konkursie TSAI Ming-Lianga (Dong aka Hole, 1998; Bu san aka GoodBye, Dragon Inn, 2003; Tian bian yi duo yun aka The Wayward Cloud, 2005) - "Hei yanquan" (Tajwan) i Apichatponga WEERASETHAKULA (Sud pralad aka Tropical Malady, 2004) - "Sang sattawat" (Tajlandia) ; w sekcji horyzonty Shinji AOYAMY (Eureka, 2000; Eli, Eli, Lema Sabachtani?, 2005) - " Koorogi" (Japonia).


TSAI Ming-Liang

Shinji Aoyama

Apichatpong WEERASETHAKUL





wtorek, 05 września 2006
jesiennie wciąż wierna

jak kiedyś

Driesowi van Noten




"Tam i z powrotem zagadnienie od wszystkich stron rozpatrując, wniósł (diuk Jan Floressas des Esseintes), że cel, który pragnął osiągnąć, winien streszczać się w następującym projekcie: z pomocą wesołych przedmiotów urządzić rzecz smutną, a raczej - pozostawiając pokojowi ogólne cechy brzydoty - nadać całości tak pomyślanej pewne znamię elegancji i dystynkcji; odwrócić optykę teatralną, gdzie paskudne szmaty odgrywają rolę tkanin luksusowych i cennych; uzyskać efekt absolutnie przeciwny: posługując się wspaniałymi tkaninami, wywołać wrażenie łachmanów; słowem urządzić celę kartuza, która wyglądałaby na autentyk, nie będąc nim oczywiście".

(J.-K. Huysmans, "Na wspak", Kraków 2003)