agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
wtorek, 29 września 2009
narrator staje i mówi:

Ni chuja, ja przegadam ten świat i tę rzeczywistość!

O tak, dziś premiera.

Narrator podróżuje, wraca, kontempluje. Nie wiadomo, która z wędrówek przewija się we wspomnieniach, a którą dopiero planuje. Węgry, Słowacja, Rumunia, setki miast, miasteczek i zabitych dechami wiosek - to tylko niektóre z miejsc odwiedzanych przez narratora i jego kompana - Waldka [a nie Staszka?]. Podróżują zdezelowaną ciężarówką, popijają wódkę, palą papierosy i handlują.

To w dużej mierze opowieść o handlarzach, którzy kilkanaście lat temu porwali się na nomadyczny styl życia. Wypełnili bagażniki swoich samochodów chińską tandetą i jechali przez pół Europy, aby spieniężyć towar na wschodzie.

O czym jest „Taksim”?
O gadaniu starzejących się, pięćdziesięcioletnich facetów, którzy ciągle wspominają. Są kompletnie zanurzeni w przeszłości, chociaż świetnie dają sobie radę w teraźniejszości. O cywilizacji śmiecia… i strojnej współczesności. To opowieść przez ubranie, o tym, czym ono jest i jak przez nie, i przez używane rzeczy, zmienia się ludzkość. W Gorlicach co drugi sklep to lumpeks, odzież z Zachodu, co tydzień nowa dostawa.

Czym więc dla Pana jest podróż?
Zajebistą rzeczą. Ekscesem, wyjściem z rzeczywistości. Jak człowiek jedzie, to się nie starzeje. Kiedyś stare kobiety chodziły do kościoła, bo wierzyły, że tam czas nie płynie i trochę go oszczędzają. Tak wiara działała jeszcze na początku XX wieku.

Ucieka Pan przed starością, boi się jej Pan?
Stary jestem, czego tu się bać? Gdybym uciekał od starości, to uprawiałbym jakieś zajęcia ekstremalne, rafting, zmiana żony. Zawsze lubiłem jeździć. To może być podróż do Gorlic fajną drogą, albo do Stambułu. Świat przybliża się i oddala. Czy człowiek włóczy się, czy jedzie pociągami, przypadkowymi autobusami, to odczuwalna jest w tym dotykalność przestrzeni. Czuć jak ona drapie po plecach, jak się ociera, pieści. W podróży, a zwłaszcza w podróży samochodowej, jest zmysłowość. Jestem fanem motoryzacji, bardziej lubię prowadzić niż pisać.

więcej gadania i podróżowania >>



Stasiuk w Gdańsku

7 października (środa), godz. 18:00
Gdańsk-Oliwa, Filia nr 2 WiMBP Biblioteka Oliwska, ul. Opata J. Rybińskiego 9

poniedziałek, 28 września 2009
MIASTOGRAF 2009

II festiwal działań miejskich w Łodzi
1 - 10 października 2009

interdyscyplinarna impreza, prezentująca działania inspirowane lub związane z miastem. Przeglądy filmowe, projekty artystyczne, dyskusje, koncerty i zabawy podwórkowe pokażą miasto z różnych perspektyw.

w programie m.in. lomografie, kioski, przegląd filmów Andrzeja Barta, pisarza nominowanego właśnie do Nike za „Fabrykę muchołapek”, scenarzystę dokumentu „Radegast” i „Rewersu” Borysa Lankosza, obsypanego nagrodami na festiwalu w Gdyni.


szczegóły >>



piątek, 25 września 2009
jesień od rana

(do kliknięcia)





czwartek, 24 września 2009
zamieszał

"Jestem twój" reż. Mariusz Grzegorzek >>



zdjęcia z planu >>


nadal jesień

(do kliknięcia)





środa, 23 września 2009
dizajnerki

Dziś podczas London Design Festival odbędzie się premiera książki „Discovering Women in Polish Design: Interviews and Conversations”, wydanej przez Instytut Adama Mickiewicza w ramach POLSKA! YEAR. Autor publikacji - Gian Luca Amadei, redaktor brytyjskiego magazynu "Blueprint" poświęconego wzornictwu i architekturze, przeprowadził wywiady z 19 Polkami, zajmującymi się dizajnem: projektantkami, dziennikarkami, dyrektorkami instytucji promujących wzornictwo. Rozmowy układają się w szczegółową analizę dynamicznie rozwijającego się polskiego dizajnu.

http://www.womenindesign.pl/


jesień i już

(do kliknięcia)





wtorek, 22 września 2009
koniec lata i już

(do kliknięcia)




poniedziałek, 21 września 2009
zbliża się azjatycki październik


Jak kraj długi i szeroki będziemy w październiku kąpać się w azjatyckim kinie. Cudownie... Właśnie dziś przeczytałam informację o październikowym przeglądzie kina indonezyjskiego "Opowieści z wysp" - co wydało mi się dosyć egzotyczne. To m.in. w gdyńskim Klubie Filmowym między 9 a 11.10 >>>. Tymczasem 3. Festiwal Filmowy "Kino w pięciu smakach" >>> niestety nie dotrze do 3m. Wobec tego warto udać się do stolicy w terminie od 22 - 27.10 (w tym roku Wietnam i Tajlandia). Szczególnie po to, by spotkać Pen-eka Ratanaruanga i jego kino, "przełamane" współpracą z Doylem i Asano Tadanobu. Po lekturze Terzaniego zarówno jego "Nimfę", jak i inne filmy oglądam zupełnie inaczej niż we Wrocławiu. Tajlandia staje się miejscem fascynującym nie tylko ze względu na feerię barw i zapachów, ale i gęstą duchową (duszną) atmosferę, a charakterystyczne dla Pen-eka wzajemne nakładanie się rzeczywistości i subiektywnych o niej wyobrażeń, powodowanych magiczną koegzystencją światów, jest oczywiste i bardzo lokalne. Polecam! To piękny film.



Jayanama Nopachai jako Nop, uwiedziony przez leśną nimfę



20:05, pravdan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 września 2009
Królestwo uśmiechów


Leżę w niebieskim pokoju. Na palcu mam pierścionek z oczkiem maźniętym niebieską farbką. Z targu staroci w Zakopanem, prezent od El. Jestem przekonana, że robi coś dziwnego z moją ręką. Przyglądam się jej (i jemu na niej). Jest jakby nie moja, dosyć odległa. By się do niej zbliżyć, łapię R za łapę. R, leżący obok na plecach, otwiera jedno zdziwione oko. Znowu w Szangri-la. Przyjechałam pilnować węgierek, fioletowo-aksamitnych i już dojrzewających. Jesteśmy oboje Cerberami i strachami nie tylko na wróble. R pachnący po kąpieli i słodki. Częste kąpiele zalecił mu jego lekarz z migdałowymi oczami. I z tureckimi wąsami. Zachodzę w głowę, kto mógł nosić ten pierścionek przede mną.

Tymczasem Roman pilnuje Węgierek w Budapeszcie. Pije wino, palinkę i Unicum i zajada się gorącymi bułeczkami z puree kasztanowym. Miałam nadzieję, że popłynie tam statkiem. Statek mógłby nazywać się Nagarose.

„Spotkanie ze statkiem podobne jest do spotkania z kobietą, którą znamy tylko z rozmów telefonicznych - pisał Terzani, wchodząc na pokład statku, którym miał płynąć z Bangkoku do Kambodży. Idzie się na nie z obrazem stworzonym przez fantazję i najczęściej czeka nas rozczarowanie. Z pewnością Nagarose znacznie odbiegał od moich wyobrażeń: mały, zardzewiały, niedbale przemalowany na jasny błękit i biel, z pokładami brudnymi i zasłanymi niedopałkami, główny maszt wygięty po jakiejś kolizji z dźwigiem”. Ale w końcu razem ze swoim przyjacielem Leopoldem znajduje miejsce na nocleg – na górnym pokładzie u stóp komina, gdyż w kabinie było za gorąco i jest im bardzo dobrze (jak w życiu: zawsze pasażerem). Statek należał do pewnego Amerykanina, handlującego cukrem, załoga pochodziła z Birmy, sami dysydenci, którzy musieli schronić się w Tajlandii przed represjami, inżynierowie i studenci architektury, kapitan robił wszystko, pływając i szmuglując od ponad dwudziestu lat, razem z nim płynęła jego „wynajęta żona” - piękna ciemnoskóra dwudziestolatka w sarongu, która była też na statku kucharką. Leopold zaś był Francuzem ze znakomitej rodziny, jako student prawa w 68 robił w Paryżu rewolucję. Potem, rozczarowany jej rezultatami, wyjechał do Azji, by stać się „obserwatorem życia”, uruchamiając przy okazji w Bangkoku fabrykę biżuterii, na której zarobił fortunę. Ale – jak twierdził – nie można całego życia strawić na robieniu czegoś tak bezużytecznego jak biżuteria. Dlatego oddał fabrykę swoim pracownikom. Nie sprzedał, tylko oddał, zyskując ich dozgonną wdzięczność, a wdzięczność w Azji znaczy więcej niż jakakolwiek umowa.

To była piękna podróż, gdyż statek wlókł się, psuł i pozwalał swoim pasażerom na nowo odkrywać znaczenie czasu. Piękna kucharka serwowała imbirowy gulasz z wieprzowych nóżek, smażonych ryb i warzyw, a do niego ryż, który Birmańczycy posypywali czerwonym pieprzem. A na deser porcja betelu, który nie przypadł gościom do gustu, więc wymieniono go na dżin z lemoniadą. „Po pierwszej butelce dżinu kapitan chciał rozpocząć rewolucję w Birmie, aby wyzwolić ją od dyktatorów, Leopold – wyzwolić świat przez medytację, ja zaś wzywałem, byśmy się wszyscy zanurzyli w historii, aby znaleźć miejsce, w którym zboczyliśmy z drogi”.



21:59, pravdan
Link Dodaj komentarz »
poezja dla oka

Byłam ciekawa, czego ludzie szukają na moim blogu, wyszło bardzo poetycznie, no i można by z tego zrobić film:

równie intensywnie seksu w pociągu, jak i romantycznych historii, poza tym nożowników z Łąkowej, rajstop męskich do pływania w morzu, na jakie pytania odpowiada rzeźnik, przyprawy kuchennej rozbudzającej miłość, pewnej frazy z dwóch wierszy: jesienią - ręce wytrzeć o liście oraz w okolicach barbórki - po Brukseli chodzę pijany, jak spać w łóżku po hiszpańsku, chińskich pierożków, seksu i władzy, gratulacji składanych podróżnikowi, wracającemu z wyprawy, węgierskiej czapki kolejarskiej, dźwięków, jakie wydaje jesień, przewodnika do ćwiczeń prosektoryjnych, tajemniczego widoku z mojego okna, jak się robi most z balonów, preparowanych zwłok, Pameli, transwestyty z Bytomia, wrzosu i czy przynosi pecha, fototapety z lat 50. love me tender, królowej seksu i łez, firanek w kształcie makaronu, kolorowanek z pociągami, znamiennego hasła: "idź w noc", miejscowości Żłobiska, deszczu pod Paryżem, samobójstw na Węgrzech i in.


sobota, 19 września 2009
kit tygodnia czyli "damski punkt widzenia"


Nowy program Piotra Marciniaka w TVN 24, reklamowany jako ten ujawniający "damski punkt widzenia", obejrzałam. Ale nie wiem, po co. Po co w ogóle oglądać telewizję, zastanawiałam się po raz kolejny „po”. Nie wiem. Przed ekran zwabiła mnie formuła – dziennikarz-mężczyzna, co chyba tu waży na fali parytetowych dyskusji, spotyka się w studiu z czterema kobietami, komentującymi aktualne wydarzenia, wśród nich jest moja ulubiona Magdalena Środa, traf chciał, że akurat dzisiaj jej nie było (w zastępstwie wystąpiła przedstawicielka Feminoteki). Być może z tego powodu nic ciekawego z mojego spotkania z Babilonem nie wyszło. Chociaż... Oprócz Środy stałymi komentatorkami są posłanka PO Joanna Mucha, filozofka Agata Bielik Robson i Małgorzata Sadurska z PiS. Program trwa 40 minut.

Najpierw byłam zdziwiona scenografią. Studia w TVN 24 są zwykle dosyć neutralne kolorystycznie, głównie skąpane w błękicie. Ludzie siedzą na prostych fotelach lub za wysokim stołem. Tu mamy prowokacyjny wściekle różowy dywan, a na nim dosyć sztywną kanapę, ale za to z różowymi poduszkami. W tle jakieś kolorowe mazu-mazu i czarne postaci kobiece, jakby wyjęte z czołówki Bonda. Ale to jeszcze nic. Program zaczyna się muzyczką jak z czili-klubu i ta muzyczka plumka cały czas z offu, mimo że „panie” podejmują w tym czasie tematy ważkie i wcale nie biesiadne – śmierć górników w kopalni Wujek-Śląsk, czy problem z tarczą antyrakietową. To plumkanie jest nieziemsko irytujące.

Klu programu zdaje się być wyłonienie hitu i kitu tygodnia - zdaniem komentatorek. Najlepiej jak coś jest i hitem i kitem i można się o to pospierać. To typowa konfrontacyjna strategia telewizyjna. Do tego dochodzi tematyczny misz-masz, brak czasu, żeby dotknąć sedna omawianych kwestii, nacisk na ową konfrontację, trudny do zdefiniowania charakter programu - poważny? rozrywkowy? - wynikiem ogólny chaos. Gorzej jeszcze, bo „panie” polityczki z PO i PiS nie za wiele mają do powiedzenia ponad to, co i tak płynie gęstym strumieniem z ust ich kolegów partyjnych na co dzień, co znamy i nie chce nam się już tego słuchać. A pozostałe „panie” próbują się przez ten strumień przebić z jakimiś pomysłami na dyskusję. Niestety na kontynuację podobnych przebić nie ma już czasu, bo oto na wielkim ekranie pokazuje się popiersie polityka-mężczyzny, któremu rozszczebiotane kobiety (Mucha niemal podskakuje na kanapie i klaszcze w dłonie, kiedy Marciniak podaje wiadomość z ostatniej chwili o odwołaniu Farfała ze stanowiska prezesa TVP, Marciniak: Kto klaszcze, kto klaszcze? Operator nie zdążył zrobić zbliżenia) mogą zadać po jednym pytaniu. Teraz było nim popiersie Leszka Millera, czołowego macho polskiej polityki. Pytania, może i niegłupie, są od sasa do lasa, a odpowiedzi tak stereotypowe, jak to tylko sobie wymarzyć można w najśmielszych snach. No cóż, telewizja. Rację ma niestety Piotr Pacewicz, piszący o upadku telewizyjnego dziennikarstwa.

Z Babilonu wyszła dziś baba z brodą. Dziwadło. Czyli jak zwykle. Środo, wróć! Dam mu drugą szansę.

emisja w soboty g. 13.00 TVN 24


ciekawostka Stasiukowa

Kto szuka ratunku, powinien udać się na Południe. Tam czeka na niego cudowna kuracja, ratownik z Zagórza, pan Marcin Wojcieszak oferuje liczne wycieczki m.in. tę, poświęconą twórczości Andrzeja Stasiuka - jak obiecuje - trasę łatwą, dwudniową:  

Żłobiska i okolice - śladami bohaterów "Opowieści Galicyjskich" >>>


piątek, 18 września 2009
wciąż wróży

Terzani po kolejnej wizycie u kolejnego wróżbity, tym razem w Singapurze, słysząc wciąż o tym, że najlepsze lata życia są wciąż przed nim, pisze tak:

„Właściwie, myślałem, ma rację. Nie żebym oczekiwał życia lepszego niż dotychczas miałem, ale sama wizja, że najlepsze ma dopiero nadejść, ma w sobie pewną logikę. Aż do wieku, który osiągnąłem, ma się obowiązki, dzieci, pracę. Odgrywa się rolę, jaką się wybrało czy jaka przypadła nam w udziale. Człowiek zachowuje się tak, jak powinien, tworzy własną osobowość. Aż wreszcie nadchodzi czas prawdziwej wolności. Wolności nie w sensie przejścia na emeryturę. Dla mnie starzenie się to czas większej szczerości, mniejszego skrępowania, czas, gdy można powiedzieć, co się myśli, a także więcej czasu poświęcać na to, co mnie wydaje się ważne, nawet gdy inni nie podzielają takiej opinii. W starszym wieku można być wolnym w sposób niedostępny w młodości, można sytuować się poza codziennymi wzorcami, poza regułami zapewniającymi trwałość społeczeństwa. Czy to się już zresztą nie zaczęło? Oto szukam porady u wróżbity, czego nie zrobiłbym przed trzydziestu laty. Czułem, że ten człowiek działa na mnie inspirująco”.

(Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie, Poznań 2008, s. 188)



TAK w 3m i na bloxie

Trójmiejska Akcja Kobieca jest niezależną inicjatywą na rzecz praw kobiet, która powstała w marcu 2009 roku. Jej celem jest przeciwdziałanie dyskryminacji kobiet w życiu publicznym i wspieranie zrównoważonego udziału obu płci w każdej sferze życia. Misją Trójmiejskiej Akcji Kobiecej jest budowanie tolerancyjnego społeczeństwa, otwartego na równość i różnorodność.


 
1 , 2