agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
niedziela, 29 października 2006
marzenia (senne) c.d.


Wczoraj wieczorem nad żurem strasznie się śmiałyśmy. B nic chyba nie rozumiał z tego dzikiego śmiechu. Jedna ze ścian była intensywnie niebieska. Potem śniły mi się kolonie, kolonijni chłopcy, zacienione lokale, hotele, schody, Charles Aznavour, miałam na sobie miodowy sweterek i wiszące miodowe kolczyki, ciągle myliłam łazienki i wchodziłam do męskiej, potem w kościele spotkałam Onego, którego dawno straciłam z oczu, przyglądał się intensywnie pewnej kolumnie, nieco zdeformowanej, postanowiłam go śledzić jak prawdziwa detektywka, a kiedy do moich uszu docierał po wielokroć powtarzany nakaz "nie możesz stracić go z oczu", a on odchodził powolnym krokiem, jak zawsze za wcześnie i nie na miejscu zadzwonił budzik.


(powyżej wystąpiła baletnica Dominika Lejmana)


sobota, 28 października 2006
marzenia (senne) pana M


Pierwsze zdanie III

Już na krawędzi snu przyszło mu
do głowy, że powinien otworzyć
we Włochach pod Warszawą kwiaciarnię;
przeszklony pawilon w centrum
w środku feeria kolorów i zapachów,
lustra, jazz z głośników, przystojna
ekspedientka, na zewnątrz zielony
neon - KWIATY WE WŁOCHACH.

Maciej Malicki, Takie tam, Wołowiec 2006




piątek, 27 października 2006
anons


architektura+dialog. podyplomowe studium projektowania. akademia sztuk pięknych w gdańsku
chlebnicka 13/16 gdańsk | tel. +48.502.92.82.16 |
http://diaade.org/ardi.html http://www.asp.gda.pl


w sobotę 28 października o godz.18:00 zaczynamy cykl spotkań laboratorium badawczego ar+di



agnieszka qla majkowska

znikanie miejsc: budapeszt gdańsk

anka olszewska i bartek wysocki

woda w mieście – zagubiony klucz.

rewitalizacja dolnego miasta w gdańsku w kontekście cultural planing

mo.nika zawadzka

biała ryga

emmanuel levinas: filozofia | teologia | polityka

majkowska, olszewska, zawadzka, zawistowska

o konferencji z okazji 100-lecia urodzin emmanuela levinasa, warszawa, 23-25 października

oraz

tekst referatu jacka dominiczaka

pożyczanie światła. jak myśl emmanuela levinasa może zmienić architekturę miasta

ZAPRASZAMY

NASTĘPNE SPOTKANIA W ar+di: 11. LISTOPADA LABORATORIUM FILMOWE; 25. LISTOPADA LABORATORIUM BADAWCZE

SZCZEGÓŁY WKRÓTCE

przekaż to info w dobre ręce :)



wtorek, 24 października 2006
dom z kurzu i mgły

Duchamp i Man Ray spotykali się niemal codziennie. Bystry dowcip i surowe maniery Man Raya – zwykł był mówić jednym kącikiem ust – sprawiały, że jego podziw dla Duchampa nigdy nie stawał się dokuczliwy. Odkryty ostatnimi czasy talent w dziedzinie fotografii, którą zajął się jako sposobem na wspomożenie malarstwa, również okazał się przydatny. (...) jego pierwsze prawdziwe zadanie związane było z Wielką szybą. Przyszedł pewnego dnia ze swoim wielkim aparatem fotograficznym i korzystając wyłącznie ze światła jednej wiszącej żarówki, zrobił zdjęcie dolnego panneau szyby, leżącego płasko na kozłach i pokrywającego się kurzem. Rezultat przypomina krajobraz księżycowy, pokryty wzgórzami, dolinami i tajemniczymi, płasko rzeźbionymi znakami. Uważana za wspólne dzieło Mana Raya i Duchampa, praca otrzymała (wymyślony przez Duchampa) tytuł – Elevage de Poussière (Hodowla kurzu). Wkrótce po zrobieniu tego zdjęcia Duchamp “przymocował” kurz fiksatywą wzdłuż stożków, oczyścił pozostałą powierzchnię i zaniósł taflę szklaną do wytwórni luster na Long Island, gdzie jej dolna prawa część, zawierająca Świadków Okulistycznych, została pokryta srebrem”.

(Calvin Tomkins, Duchamp. Biografia, Poznań 2001)


(Man Ray i Marcel Duchamp, Hodowla kurzu, 1920)

Praca Elevage de Poussière stała się inspiracją projektu francuskiego architekta François'a Roche'a

który w Bangkoku - mieście najbardziej zakurzonym, zamglonym i gorącym na świecie - chce postawić prawdziwy dom z kurzu i mgły

Budynek o przezroczystych ścianach, otoczony polem elektrostatycznym, przyciągającym drobinki kurzu. Budynek, aktywnie reagujący na zewnętrzne środowisko, zmieniający się na oczach przechodniów i użytkowników.


To mi się podoba, od lat walczę z kurzem. Jak się okazuje - niepotrzebnie.



poniedziałek, 23 października 2006
od wieczora do rana


"W chłodnym jesiennym zmierzchu, przypominającym miękką flanelową chustkę z lekkim zapachem chloroformu...” (Renata Šerelytė)

Było o uwodzeniu/uwiedzeniu sztuką. Każdy na światło wyciągał swoje uwodzące fragmenty i pokazywał, opowiadał o nich. W pośpiechu, żeby się zmieścić w dwudziestu minutach.

Uwieść można ofiarę uwodzenia, niewinny uwieść się nie da. Co oznaczałoby, że ofiara jest winna. Tak było, kto zaś jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Więc uwodzili(śmy) po trochu.

Dając się uwieść, podpatrywaliśmy. Najpierw ludzi, zawstydzeni odrobinę. Potem miasto, już bez wstydu. Te “sytuacje” ludzkie i miejskie wydawały się podobne. Na dworcu kolejowym w Wilnie pewna pani, wyglądająca dość niewinnie, drżącą z przejęcia ręką zdejmowała odciski palców – robiła zdjęcia z dużym zoomem, co - jak sobie przypominam – w tak strategicznych punktach miasta jest zwykle zabronione prawem. Ale akurat trwało święto, w jasnym, wysokim budynku dworca grał i tańczył zespół ludowy, a niezajęta młodzież po kątach nawiązywała znajomości. Owej pani, wnikliwie oglądającej świat, udało się uchwycić delikatnie zarysowaną historię uwodzenia. W rozmazanych półuśmiechach, w coraz śmielszych, badawczych spojrzeniach, w dystansach i ich braku. A potem w mieście rozegrała się historia podobna, tyle że aktorami zostały, czule dotykane przez nią wzrokiem budynki, mury, figury, uchwycone pod ołowianym, litewskim niebem.

Następnie spłynął na nas czarny, biseksualny woal życia i poezji Karin Boye, najsłynniejszej szwedzkiej samobójczyni, ciągle niezdecydowanej - przybrać postać matki czy kochanki, kobiety czy mężczyzny, dobra czy zła. Lustrzane odbicie Gong Li w “Dłoni” Kar-waia przez długą chwilę walczyło z opadającym na czoło, niesfornym kosmykiem włosów, a gest ten bezwiednie powtarzał potem jeden z prelegentów, przekonując, że estetyzujące piękno współczesnej sztuki, mimo, iż go uwodzi, kryje pod swoją powierzchnią rozdzierającą serce pustkę.

Wnikliwie przyglądaliśmy się nie tylko ludziom i miastom, ale i obrazom, a raczej ich uwodzącym niektórych historyków sztuki fakturom, nie mówiąc o psach, które tak naprawdę przesłoniły mi cały sens. Kudłaty pies Peggy Guggenheim, majestatycznie pochylonej nad maszyną do pisania, w tle mając kopuły weneckich kościołów udawał pluszową zabawkę. Co więcej, wydawał się doskonałą kopią psa z towarzyszącego fotografii obrazu Memlinga, którego nie potrafiłam sobie potem przypomnieć. Nie pamiętałam obrazu, pamiętałam kudłatego psa i dwa charty, leżące opodal. Jeden był jasny, skupiał na sobie wzrok, świecił jak lampa w brązowej ciemności tła, drugiego – ciemnego z początku nie zauważyłam. Leżał obok i spokojnie patrzył na jasnego, nienaturalnie wygiętego, prezentującego swoje wdzięki, uwodzącego? W psim języku to gest poddania. Po chwili charty Memlinga zeszły z obrazu i stanęły prosto na poboczu drogi z fotografii Josefa Koudelki. Kłębiły się nad nimi ciężkie, burzowe chmury, w tle wiatr poruszał ramionami wiatraków. Jest połowa października i mimo zapowiedzi słonecznej i ciepłej jak na tę porę roku pogody z ziemi podnoszą się gęste mgły. “O ósmej rano jest cicho i biało – pisze w liście do nas ten pan, co lubi Koudelkę – Potem mgła powoli idzie do góry i pojawia się rozproszone złote światło. Widać krzewy i drzewa w ogrodzie, potem płot i reszta pejzażu powoli wraca na swoje miejsce. Szron znika z trawy. Na gałęziach lśnią srebrne pajęczyny. Ale wciąż jest cicho, cicho i zimno. Słychać pojedyncze krople spadające z północnej połaci dachu do rynny. To jest jesień, połowa października”.




sobota, 21 października 2006
anons2

Konferencja
Emmanuel Lévinas: Filozofia, Teologia, Polityka
Warszawa, 23-25 października 2006


W tym roku mija 100. rocznica urodzin wielkiego filozofa Emmanuela Lévinasa. Po całym świecie przetoczyła się fala konferencji poświęconych jego myśli. Instytut Adama Mickiewicza postanowił zorganizować podobną sesję. W ten sposób Polska chce włączyć się w dyskusję nad znaczeniem dzieła tego prawdziwie europejskiego filozofa, litewskiego Żyda naturalizowanego we Francji, na którego myślenie olbrzymi wpływ wywarła filozofia niemiecka.


more info




anons1

kolejna odsłona cyklu "Co to jest Architektura?"

> Nikolaus Hirsch
O granicach, albo na temat trudności związanych z utratą kontroli

poniedziałek, 20 listopada 2006, godz. 18.00

Miejsce:
Centrum Sztuki i Techniki Japonskiej "Manggha"
ul. M. Konopnickiej 26; Kraków
tel.: (+48-12) 267 27 03, 267 37 53


Starając się odpowiedzieć na elementarne pytanie, jaki jest związek między kontrolą, ochroną i architekturą, Nikolaus Hirsch w swoim wykładzie zatytułowanym "O Granicach, albo na temat trudności związanych z utratą kontroli" podaje nową definicję architektury i roli architekta. Wewnątrz nowo wygenerowanej sieci społecznej inżynierii, regulowanej polityką dostępności, architekt jest moderatorem systemów a Architektura zostaje zastąpiona wielością architektur. Wykład Hirscha będzie manifestem architektury delikatnej granicy, nieustannie poddawanej krytyce i otwartej na negocjacje.


Nikolaus Hirsch (Frankfurt / London). Architect in Frankfurt/Main and Professor at the Architectural Association in London (since 2000) as well as guest professor at the Institute of Applied Theatre Studies at Giessen University and at University of Pennsylvania in Philadelphia. His work includes the Dresden Synagogue, Bockenheimer Depot Theatre (with William Forsythe), the architecture for "Frequencies-Hz", music pavillon "Soundchambers" for Museu Serralves in Porto, the exhibition structure for Bruno Latour´s und Peter Weibel´s Making Things Public at the ZKM, the Hinzert Museum and Document Centre, a hybrid highrise building in Tbilisi and the European Kunsthalle in Cologne. Nikolaus Hirsch has curated ErsatzStadt: Representations of the Urban at Volksbühne Berlin and is author of several essays (Entgrenzungen, Berlin, 1998, Stable and Unstable Conditions, Frankfurt 2000 and Waldstadt in: Michaela Melian, Föhrenwald, 2005, On Boundaries, Lukas & Sternberg, 2006). His work was shown in numerous exhibitions such as Neue Welt (Frankfurter Kunstverein, 2001), New German Architecture (Martin-Gropius-Bau Berlin, Milano, 2003), Utopia Station at the Venice Biennal 2003 and Can Buildings Curate (Architectural Association London / Storefront Gallery, New York, 2005).


Nikolaus Hirsch


czwartek, 19 października 2006
znajomi weneccy Azjaci kontratakują

Drugą edycję Festiwalu FILMY ŚWIATA ALE KINO! zainauguruje 15 listopada (w Warszawie) film chiński Martwa natura nagrodzony Złotym Lwem na tegorocznym MFF Wenecja. Po raz pierwszy w Polsce zobaczymy pełną retrospektywę filmów JIA ZHANG-KE uważanego za najwybitniejszego twórcę kina niezależnego w Państwie Środka.

JIA ZHANG-KE

Akcja Martwej natury (Sanxia haoren) w reżyserii Jia Zhang-Ke rozgrywa się w mieście Fengjie, powoli pogrążającym się w wielkim sztucznym jeziorze, które powstało w wyniku spiętrzenia wód rzeki Jangcy przez tamę Trzech Przełomów. Stary świat odchodzi w niebyt z wyjątkiem najcenniejszych obiektów, ocalonych lub wyszabrowanych przez ludzi, nowa rzeczywistość z dnia na dzień przybiera nowe, obce w tym miejscu formy.

Martwa natura to trzeci film Jia Zhang-Ke pokazywany w weneckim konkursie. Wcześniej można było zobaczyć na Lido Platformę (Zhantai, 2000), Świat (Shinje, 2004). Pozostałe filmy miały premiery na dwóch innych festiwalach, debiutancki Kieszonkowiec (Xiao Wu, 1997) był pokazywany w Berlinie, Nieznane rozkosze (Ren xiao yao, 2002) w konkursie MFF Cannes. W programie 2. Festiwalu FILMY ŚWIATA ALE KINO! znajdą się wszystkie pełnometrażowe filmy fabularne Jia Zhang-Ke.

more info

czwartek, 12 października 2006
dziś premiera


"A jakby tak, w trakcie rozmowy, zapisywać na przypadkowych karteluszkach mechanicznie jej treść, słowa, zdania, nastroje i klimaty? A w chwilach milczenia szkicować twarze, ręce, gesty i grymasy rozmówców? Odruchowo i bezwiednie? Spontanicznie? A na zakończenie karteluszki zmiąć, podrzeć i cisnąć do kosza na śmieci? Nikomu nie pokazać? Zapomnieć? Wymazać? Zniszczyć? Jak Bułgar rzeźbę? Czy można to nazwać literaturą? Najkrótszą książką świata?


Można.

Szkoda?

Szkoda".

Maciej Malicki



środa, 11 października 2006
........................................................ a n o n s . . . . . . . . .....

architektura+dialog
. podyplomowe studium projektowania. akademia sztuk pięknych w gdańsku
chlebnicka 13/16 gdańsk | tel. +48.502.92.82.16 | http://diaade.org/ardi.html http://www.asp.gda.pl


architektura+dialog 2006|7 start!

witajcie! zaczynamy nowy sezon pracy nowym programem publicznym

na dobry początek -

14 października, w najbliższą sobotę rusza comiesięczny cykl laboratorium filmowego pod skrzydłami filmoznawczyni, absolwentki i moderatorki ar+di

agnieszki kingi szeffel

zapraszamy o godzinie 18.00 na film i rozmowę o filmie:

elcustodio rodrigomoreno


agnieszka kinga szeffel pisze:

EL CUSTODIO" (2006) Rodrigo Moreno zdobył na tegorocznym festiwalu w Berlinie prestiżową nagrodę Alfreda Bauera, przyznawaną filmom innowacyjnym, odważnym, zrywającym z tradycyjnymi zasadami kina głównego nurtu. Krytyka kojarzy Rodrigo Moreno z formacją, nazywaną "grupą Historias breves". Nazwa pochodzi od tytułu filmu, nakręconego wspólnie przez młodych reżyserów w 1995r., filmu, który zmienił oblicze argentyńskiego kina, tak dziś odmiennego od latynoskiego stereotypu.

El custodio” Rodrigo Moreno mieści się w nurcie minimalistycznym “nowego kina argentyńskiego”. Mimo braku radykalizmu, który cechuje filmy Martina Rejtmana, czy Lisandro Alonso. Mimo profesjonalnego aktorstwa, grającego rolę ochroniarza Rubéna, znakomitego Julio Cháveza (zwykle u “Argentyńczyków” występują aktorzy nieprofesjonalni). Jednak ekspresja aktorska Cháveza jest tu ograniczona do minimum. Jego bohater nie zdradza żadnych stanów emocjonalnych, zachowuje milczenie i kamienną twarz w każdej niemal sytuacji. W efekcie finał tej historii spada na nas znienacka. Każe ponownie analizować najdrobniejszy gest bohatera, spojrzenie, czy nieliczne słowa, by w nich odnaleźć zapowiedź dramatu. Ten z kolei, potraktowany z podobną precyzją i chłodem co pozostałe epizody, zyskuje neutralność. To widz powinien zdecydować, który fragment fabuły uznać za dramaturgicznie najbardziej obiecujący. Sposób narracji w “El custodio” niesie za sobą ryzyko jednostajności, podkreślając jednocześnie szacunek dla widza i jego wyborów. Legitymują się nim wszyscy twórcy “nowego kina argentyńskiego”.

Moreno - reżyser i scenarzysta w jednej osobie - nie daje żadnego pretekstu, by zacząć swoją opowieść - wycinek z życia Rubéna, który oprócz tego, że zajmuje się ochroną ministra, w wolnych chwilach rysuje. Oglądamy go w kilku prywatnych i zawodowych sytuacjach, zbudowanych z niezwykle eleganckich, graficznych kadrów Bárbary Álvarez. Dają one świadectwo stabilnego, unormowanego charakteru zarówno otaczającej rzeczywistości, jak i życiowej postawy bohatera. W tle obyczajowym “El custodio” znajdziemy problem wzajemnych relacji różnych warstw społeczeństwa argentyńskiego, ich wzajemną obojętność, swoistą niewidzialność, brak zainteresowania. Film Moreno pokazuje jak za pośrednictwem ograniczonych środków stylistycznych osiągnąć efekt przejmującego ludzkiego portretu.

:)

FILM W ORYGINALNEJ WERSJI JĘZYKOWEJ Z ANGIELSKIMI NAPISAMI. WSTĘP WOLNY. ZAPRASZAMY.

NASTĘPNE SPOTKANIE W ar+di: 28. PAŹDZIERNIKA - SZCZEGÓŁY WKRÓTCE. KOLEJNE SPOTKANIE LABORATORIUM FILMOWEGO: ZA MIESIĄC, 11. LISTOPADA.



czwartek, 05 października 2006
jutro polska premiera...

... muzycznego dokumentu z ulic Stambułu w reżyserii i według scenariusza autora "Głową w mur" - Fatiha Akina

"Życie jest muzyką"

(Crossing the Bridge: The Sound of Istanbul, Niemcy/Turcja 2005)

w rolach głównych:

Alexander Hacke, Baba Zula


Fatih Akin

recenzja Felisa


za Gazetą:

Tegoroczny literacki Nobel zostanie ogłoszony przed 13 października, zgodnie z tradycją w czwartek, zatem dziś lub za tydzień.

Na werdykt Akademii Szwedzkiej czekają bukmacherzy z brytyjskiego Ladbrokes - największej na świecie firmy przyjmującej zakłady.

Na stronie Ladbrokes.com można obstawiać nazwiska 38 pisarzy. Prowadzą Turek Orhan Pamuk (jego powieść "Śnieg" właśnie ukazała się po polsku), syryjski poeta Adonis oraz Ryszard Kapuściński (za każdego postawionego na nich funta można wygrać pięć). Zaraz za nimi - Amerykanka Joyce Carol Oates (6 do 1), jej rodak Philip Roth (10 do 1) i Japończyk Haruki Murakami (12 do 1). Dalej są m.in. Amos Oz, Claudio Magris, Milan Kundera, Mario Vargas Llosa, John Updike i Thomas Pynchon. W stosunku 50 do 1 obstawiani są Bob Dylan i Umberto Eco. W grupie najbardziej ryzykownych typów (100 do 1) znaleźli się Adam Zagajewski i Olga Tokarczuk w doborowym towarzystwie Margaret Atwood i Iana McEwana.


środa, 04 października 2006
Gipsy design

Plastikowa torba w czerwone, białe i niebieskie paski

Torba została zrobiona z plastiku, rozpoznać ją można po czerwonych, białych i niebieskich paskach. Najtańszy bagaż podróżny na świecie, proletariacka figa z makiem dla torebek Louisa Vuittona. Zamykana na suwak, który szybko się psuje. W dzieciństwie męczyło mnie, jak to się dzieje, że w środku twardych cukierków jest czekolada bądź też marmolada, a nie widać żadnej dziurki ani szwu. Teraz męczy mnie to samo dziecinne pytanie: kto wymyślił tę torbę, kto w milionach egzemplarzy puścił ją w świat. Plastikowa torba w czerwone, białe i niebieskie paski wygląda jak parodia flagi jugosłowiańskiej (“Czerwony, biały i niebieski, jesteśmy uczniami znad górnej kreski!”), z której usunięto czerwoną gwiazdę. Mam wrażenie, że po raz pierwszy zobaczyłam ją u Polaków, którzy na jugosłowiańskie bazary przywozili tani krem Nivea, lniane ścierki do naczyń, namioty i sprzęt biwakowy, dmuchane materace na plażę i rozmaite inne drobiazgi. Gdyby spytać Polaków, z pewnością powiedzieliby, że pierwszy raz widzieli ją u Czechów; Czesi powiedzieliby: nie, oni takiej torby nie mają, po raz pierwszy widzieli ją u Węgrów: nie, powiedzieliby Węgrzy, my widzieliśmy ją u Rumunów; nie, one nie są nasze, powiedzieliby Rumuni, wiadomo przecież, to – cygańskie torby.

Plastikowa torba w czerwone, białe i niebieskie paski wędruje po wschodniej i środkowej Europie, a może i dalej, do Rosji, a może jeszcze dalej, do Indii, Chin, do Ameryki, po całym świecie. Ta plastikowa torba to bagaż biedaków: drobnych złodziejaszków i przemytników, kupujących i pośredników, klientów pchlich targów, pralni chemicznych i zwykłych, tanich pracowni krawieckich, bagaż emigrantów, uchodźców i bezdomnych. W tych właśnie torbach wędrowały dżinsy, podkoszulki i kawa z Triestu w kierunku Chorwacji, Bośni, Serbii, Bułgarii, Rumunii... W tych torbach ruszały w drogę ze Stambułu skórzane kurtki, torebki, rękawiczki... W tych torbach z chińskiego bazaru w Budapeszcie wędruje towar na wszystkie strony: do Macedonii, Albanii, Bośni, Serbii, kto wie gdzie jeszcze. Plastikowa torba w czerwone, białe i niebieskie paski jest nomadą, uchodźcą, bezdomnym, mistrzem sztuki przetrwania; granice przekracza bez paszportu i jeździ najtańszymi środkami transportu bez ważnego biletu.

Tutaj, w Amsterdamie, natknęłam się na tę torbę w którymś z tureckich sklepów i kupiłam za dwa guldeny. Starannie ją zapakowałam i przechowuję tak, jak moja mama przechowywała białe plastikowe torebki, “żeby były pod ręką”. Jestem w pełni świadoma, że kupując tę torbę, wykonałam symboliczny akt samoinicjacji i dołączyłam do najliczniejszego plemienia na świecie, plemienia, którego flagą, godłem i pieczęcią jest plastikowa torba w czerwone, białe i niebieskie paski. Wciąż się tylko zastanawiam, kto zdjął gwiazdę”.


Dubravka Ugrešić, “Ministerstwo bólu”, Warszawa/Wołowiec 2006

ps. ja też taką posiadam – prezent z podróży do Mołdawii


poza usa

(oficjalnie)

Powoli zbliża się drugi już Festiwal Filmów Świata Ale kino!, który z założenia ma prezentować odległe, często niewielkie, marginalne na światowym rynku kinematografie. Ma zarazem przybliżać za pośrednictwem filmowego medium odległe kultury. Kino dzięki uniwersalnemu wizualnemu językowi daje swoim widzom szansę na tego rodzaju poznanie. Jest furtką do Innego. Znudzeni gatunkowym charakterem wiodącej komercyjnej produkcji coraz częściej sięgamy po filmy z peryferii. To właśnie one, rezygnując z epatowania łatwą egzotyką, coraz częściej zbierają festiwalowe laury. W tych skromnych historiach z daleka odnajdujemy odbite niczym w kropli, wspólne nam wszystkim problemy, tęsknoty, nadzieje. Ich autentyzm ma swoje źródło w lokalnych realiach. Program festiwalu, zestawiający obok siebie filmy z różnych zakątków świata, nie tylko daje możliwość porównania osiągnięć poszczególnych twórców czy kinematografii. Zachęca do budowania pomiędzy nimi dialogu, do konfrontacji idei, pokazuje możliwe warianty odpowiedzi na podobne, zadawane przez reżyserów pytania, prowokuje do demaskowania stosowanej przez nich, świadomej gry stereotypami.

W programie tegorocznego festiwalu znalazły się m.in. dwa interesujące, nagrodzone w Rotterdamie debiuty: peruwiański film Claudii Llosy “Madeinusa” (2006) i przykład chińskiego młodego kina - “Walking on the Wild Side” (2006) w reżyserii Han Jie. Filmy te w bardziej lub mniej bezpośredni sposób zastanawiają się nad miejscem sacrum w życiu współczesnego człowieka. Takie pytanie w kontekście zagrożenia religijnymi fundamentalizmami, których obawia się zachodni świat, wydaje się tym bardziej ważne i trudne.

Film Claudii Llosy przenosi nas w niemal pocztówkową scenerię peruwiańskiej wioski, położonej w głębi interioru, u podnóża gór, w której zatrzymuje się w oczekiwaniu na transport gringo, mieszkaniec Limy, współczesny uciekinier z miejskiej cywilizacji. Trafia w sam środek stereotypu, mówiącego o tym, że Peru to Andy, indiańscy potomkowie kultury Inków, magiczne obrzędy. Ogląda otaczający świat okiem Obcego, który co prawda spełni w tej historii rolę katalizatora, ale z racji swojej ułomności do końca pozostanie bierny. Ułomność gringo polega nie tyle na jego niewiedzy, nieznajomości lokalnych zwyczajów, ile na braku zdolności do uruchomienia w sobie - charakterystycznej dla społeczności pierwotnych i tradycyjnych - umysłowości magicznej. W wiosce rozpoczyna się właśnie poprzedzająca Wielkanoc fiesta, trwający dwa dni i dwie noce “święty czas”. Llosa w widowiskowy sposób pokazuje serię rytuałów, w których jak w wielobarwnej tkaninie nakładają się na siebie symbolizmy: archaiczny, chrześcijański i współczesny, pop-kulturowy. Z jednej strony zjawisko to jest wyrazem burzliwej historii regionu, z drugiej – pełnej i naturalnej łączności z minionym i wiecznym, której zachodni zlaicyzowany świat intelektu został pozbawiony. Nowe sensy nie przesłaniają tu starych. Nieraz tworzy to na ekranie zabawne sytuacje – na placu przed kościołem stanie zegar, odmierzający święty czas: wewnątrz ułożonej przez kobiety mandali usiądzie starzec, który patrząc w niebo będzie ręcznie zmieniał namalowane na kartonie cyfry jak w elektronicznym zegarku.

"Madeinusa"

W wyjętym z mitologii, powtarzającym się cyklicznie, różnym jakościowo od czasu świeckiego czasie świętym mieszkańcy wioski zasłaniają oczy figurze Chrystusa. Gest ten nie ma na celu unieważnienia mocy religii chrześcijańskiej. Wieśniacy naiwnie tłumaczą, że dzięki niemu mogą robić rzeczy zwykle zabronione, bo Bóg tego nie widzi. W rzeczywistości jest znakiem poszerzenia wiązki znaczeń, przypisywanych każdemu działaniu, słowu czy rzeczy, której dotknie święty czas, zerwania z dosłownością. Claudia Llosa wykorzystuje tę zasadę, konstruując fabułę “Madeinusy”. Zwyczajnym z pozoru sytuacjom nadaje wieloznaczność archetypu. Przypomina, że życie w wymiarze sacrum jest złożone, mimo że jego uczestnikami są peruwiańscy wieśniacy. Mieszkaniec Limy staje się wobec tego nie konkretnym człowiekiem, ale Obcym – reprezentującym wszystkich obcych na Ziemi, wrogów, złe siły i demony. Dlatego sprawujący władzę w wiosce burmistrz zamknie go w komórce w obawie o jego życie.

Główną bohaterką filmu Llosy jest jedna z córek burmistrza – nastoletnia Madeinusa. Jej imię, które brzmi jak zwyczajowy zwrot “Made in USA”, stanowi przykład nadawania innych znaczeń nieistotnym, oczywistym słowom, czy gestom. Madeinusa w świątecznym konkursie piękności zdobędzie tytuł najpiękniejszej Matki Boskiej, przywilej noszenia jej niezwykłych szat, wcielenia się w jej rolę w procesji. To ona ma w świętym czasie przejść inicjację seksualną w ramionach swojego ojca. Tylko ojciec może otworzyć przed dziewczyną bramy hierofanii, jaką zawsze i wszędzie poza kulturą współczesną była seksualność. Dla umysłowości magicznej jedynie mit jest realny i prawdziwy. Sytuacja człowieka, jego “tu i teraz” w świetle rytmów kosmicznych to nic nie znaczący moment, który ustępuje sytuacji ostatecznej, mit przypomina ją i uosabia. Jednak Claudia Llosa nie opowiada w swoim filmie mitycznej baśni, nie zamienia wody w wino. Mimo, że zachwyca cudownymi kadrami, obfitością materii, nie pozwala nam ulec świętej chwili. Przyjmując punkt widzenia Obcego, stąpa po krawędzi światów. Pokazuje rzeczywisty rodzinny dramat, który ma moc Obrazu. Sprowadzenie go do jednego poziomu interpretacji nie tyle go zniekształci, co unicestwi.


"Madeinusa"

Poczucie przynależności i oparcia, a nawet spełnienia, jakie daje kontakt z pierwotnym symbolizmem, z sacrum, tak często przywoływany w obszarze zachodniej kultury za pośrednictwem psychologii głębi, nie jest neutralny. Jednak całkowity jego brak, czy wyparcie powoduje nie mniej poważne, wewnętrzne konflikty. Z duchowym brakiem zmagają się bohaterowie chińskiego “Walking on the Wild Side”. Reżyser Han Jie umieszcza akcję swojego filmu w niewielkiej osadzie uprzemysłowionej, górniczej prowincji Shanxi w Północnych Chinach, gdzie spędził dzieciństwo. W pustynnym krajobrazie grafitowych hałd i wysychających rzek jedynym ruchomym elementem są wypełnione węglem ciężarówki, horyzont przecinają fabryczne kominy. W małych prywatnych kopalniach wciąż zdarzają się wypadki, ludzie pracują tu ciężko, choć żyją - zdaje się - bez nadziei. W tymczasowych, nieotynkowanych barakach próbują stworzyć sobie namiastkę domu. Miasto przypomina wieś. We współczesnym Państwie Środka nie ma miejsca na jakąkolwiek ideę czy ideologię. Rozdzielone trudną sytuacją ekonomiczną, porozrzucane po całym kraju rodziny nie pielęgnują związków uczuciowych. Kobiety bywają gwałcone przez znajomych mężczyzn, żony zdradzają mężów, mężowie - żony. Jednak z jakiegoś powodu ta wizja świata nie przygniata, bez winy i kary jest nieznośnie lekka. Pozbawiona wagi i oparcia egzystencja przyjmuje postać dryfu.

Obserwujemy taki życiowy dryf trzech młodych Chińczyków, przyjaciół, którzy uciekają z miasta przed iluzoryczną karą za pobicie kolegi. Od tej chwili film Han Jie będzie przypominał amerykańskie kino drogi, jego podróżujący po Chinach bohaterowie za postaciami, wyjętymi z wczesnych filmów Jarmuscha, mogliby powtórzyć, że wszędzie jest tak samo. Ale i ta podróż wydaje się nie mieć sensu i celu. Gdzieś w tle, pomiędzy mijanymi budynkami, zlewającymi się w jedną szarą ścianę, mignie charakterystyczny, wypełniony kolorem zarys buddyjskiej świątyni - niczym wklejona w ten bezosobowy krajobraz, dziecinna kalkomania. Spotkanie z szamanem, który w ekstatycznym transie spróbuje przepowiedzieć przyszłość, zrobi na bohaterach podobne wrażenie jak gra w mini-golfa. Wyjście poza teraźniejszość wydaje się niemożliwe, a każde zdarzenie jest przez nich traktowane z tym samym emocjonalnym zaangażowaniem. Dlatego nie cofną się przed zdradą, kradzieżą, czy zabójstwem, chociaż nie będzie nimi kierowała żądza władzy, ani zemsty, może przypadek, może ochota, zbieg okoliczności. To kino - dynamiczne i młode, chwilami bardzo efektowne, chwilami melancholijne - opowiada o skrajnej degradacji, nie nadając jej siły dramaturgicznej, do jakiej jesteśmy w takich wypadkach przyzwyczajeni. Bez odpowiedzialności i nadziei ten wielki, stary świat, który przemierzają bohaterowie Han Jie, wydaje się kurczyć i zarastać.



"Walking on the Wild Side"

2 festiwal FILMY ŚWIATA ALE KINO!

15-26 listopada 2005 - Warszawa, Poznań, Kraków, Gdańsk