agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
sobota, 12 czerwca 2010
równość ponad podziałami

Dziś w Babilonie (tvn24) gościem programu była m.in. żona kandydata na prezydenta Janusza Korwina-Mikkego - Małgorzata, matka sześciorga dzieci, gospodyni domowa. Zgodziła się z poglądami męża, że feministki to nie kobiety. Na pytanie Magdaleny Środy: czy wobec tego ja według pani nie jestem kobietą? - odpowiedziała (cytuję z pamięci): Nie znam pani na tyle dobrze, żeby się wypowiadać w tej kwestii. Natomiast Monika Płatek, wymachując konstytucją, pogratulowała pani Małgorzacie: Pani mąż jest prawdziwym feministą - opowiada się za równością kobiet i mężczyzn wobec prawa, co jest zapisane w konstytucji. O nie, nie! niemal krzyczała do mikrofonu pani Małgorzata, prostując: Mój mąż nie jest feministą, jest mężczyzną, pani się myli! Wyjaśniła też, że równość kobiet i mężczyzn polega na tym, że mają możliwość spełniania się w przypisanych swojej płci rolach. 
Obecnym w studiu kobietom oczy otwierały się coraz szerzej.  

Tagi: babilon
18:35, pravdan , kobiety
Link Komentarze (8) »
wtorek, 08 czerwca 2010
znaki na niebie i na ziemi

Rozbawił mnie artykuł we wczorajszej GW, cytujący tekst o. Stanisława Tomonia ze strony internetowej biura prasowego Jasnej Góry na temat tajemniczych samolotów, latających w polskiej przestrzeni powietrznej, pozostawiających podejrzane smugi niekondensacyjne, które – kto wie – czy nie powodują wzmożonych opadów deszczu, a od deszczu do powodzi droga krótka. Takie fakty już w historii państwa polskiego przecież zaistniały, że wspomnę stonkę, zrzucaną na polskie pola przez imperialistów. Trzeba tym zainteresować opinię publiczną, rząd powinien odpowiedzieć na kilka dociekliwych pytań.

Pytania z Jasnej Góry. Czy powodzie w Polsce powodują tajemnicze samoloty? >>

Na odpowiedź eksperta od chmur nie czekaliśmy zbyt długo.

Uff...

Profesor do zakonnika: Nikt nie bruździ na polskim niebie >>



poniedziałek, 07 czerwca 2010
Kobieta z wody i miodu

Dzisiejsza GW:

"Ponad 80 tys. pielgrzymów przyjechało w sobotę na XV Ogólnopolskie Spotkanie Młodych na Lednicy. 

Przyjechali z Polski, Czech, Francji, Portugalii, Białorusi, Ukrainy. Czuwanie modlitewne odbywało się pod hasłem "Kobieta - dar i tajemnica". Ojcowie dominikanie żartowali, że to nowoczesna promocja kobiety w polskim kościele. (...)

Przy wejściu rozdawano słoiki z miodem. - Kobieta jest słodka jak miód. Cóż lepiej może wyrazić istotę, słodycz i misterium kobiety niż właśnie miód z polskiej pasieki? - wyjaśniał pomysł o. Jan Góra, twórca lednickich spotkań. Miód wręczano tylko mężczyznom.

Młodzi przez cały dzień modlili się, śpiewali, tańczyli, a także oklaskiwali skoczków spadochronowych, którzy - jak zapowiedział o. Jan Góra - skoczyli, żeby uczcić pamięć ofiar pod Smoleńskiem. Na zakończenie spotkania wszyscy przeszli przez bramę w kształcie ryby".

Lednica, miód i tajemnica kobiet >>


(to jest czysty zbieg okoliczności, że nie cierpię miodu)



sobota, 05 czerwca 2010
Byliśmy pijani przyjaźnią w Vermont... (album)


Ostatnio ustaliłam, że jak dotąd największym, nie do zniesienia arcydziełem filmowania jest "Kiedy szedłem przed siebie, widziałem króciutkie mgnienia piękna" (2000). Dziś Jonas Mekas wprawił mnie w wielką, wielką, wielką konsternację. Jego "Lost, Lost, Lost" (1976) jest arcydziełem jeszcze większym, zupełnie nie wiem, jak sobie z jego zniesieniem poradzić.

Mekas ponownie sięga wstecz, z perspektywy lat 70. opowiadając swoją najwcześniejszą nowojorską historię, począwszy od późnych lat 40., kiedy z bratem Adolfasem wyszedł na nowojorski brzeg. Wcześniej chcieli jechać do Izraela, sądząc, że tak młode państwo potrzebuje artystów. Niestety limit Litwinów, mogących wejść na statek do Izraela się wyczerpał, a limit Litwinów mogących wejść na statek do Ameryki - nie (byli wtedy w obozie przejściowym w Monachium). Pierwsze co zrobili po przyjeździe, to kupili za pożyczone pieniądze Bolexa. I tak już zostało. Zostali z Bolexem na Brooklynie.

Nasz nieśmiały, osamotniony (nigdy tak samotny jak wtedy) protagonista spędzał czas na ulicach miasta, więc proszę sobie wyobrazić oczywiście czarno-biały Nowy Jork w latach 50. Proszę sobie dalej wyobrażać: protagonista wyglądał jak połączenie Harveya Keitela z Piotrem Fronczewskim, był bardzo chudy, ponieważ żywił się tylko kiepskimi kanapkami i paskudną, psującą mu żołądek kawą. Ale to nic, filmował i pisał (na maszynie, nie mogąc już utrzymać ołówka w stwardniałych od pracy w fabryce palcach), ponieważ obaj z Adolfasem postanowili zostać pisarzami. Jonas został poetą.

Filmował życie Litwinów w Nowym Jorku, ich śluby, chrzciny, emigranckie spotkania, demonstracje w sprawie wyzwolenia Litwy, ich amerykańskie wakacje, które - mieli nadzieję - niebawem się skończą i będą mogli powrócić do swoich domów, a potem filmował ich utratę złudzeń.

Tymczasem porzucił sentymenty i został Orfeuszem. Nie oglądając się już wstecz, zaczął nowe życie w Kooperatywie. Razem z innymi młodymi ludźmi dołączył do mnichów w klasztorze kina. Poprawiał swoje oko, trenował swoje oko, jeździł na wycieczki, w lecie - do Vermont, przyjaźnił się, założył alternatywną rodzinę, nigdy nie czuł się już samotny.

Wzruszył mnie. Szczęście to piękno - było tam wiele pięknych zdjęć, wiele mistrzowskich chwil. Wiele radości, mało rozpaczy, trochę smutku i pijaństwa. Byliśmy pijani latem, przyjaźnią, wiatrem, jesienią, wieczorami, rzeką, dzieciństwem, śniegiem - powtarzał. Śnieg to błoto z Lourdes.


  

 cdn.

piątek, 04 czerwca 2010
Tymczasem na obrzeżach miasta... (album)


To było ostatnie takie ćwiczenie mijającego tysiąclecia. Mekas, zwykle po północy, siadał w małym pokoiku montażowym w swoim ulubionym mieście, które już spało i sklejał, sklejał, sklejał... Skleił dwadzieścia kilka lat w 320 minut, minuty podzielił na rozdziały. To nie jest film – mówił – a ja nie jestem filmowcem, mam tylko obsesję na punkcie filmowania, filmowanie mnie zachwyca jak nic innego. Po co robić filmy, skoro można filmować? Filmowanie Mekasa jest czystą afirmacją życia. Nie pamiętam już, czym mnie tak zachwyciło bez mała dekadę temu. Teraz jego efektu nie oglądam już tak niewinnie.

Ale nadal wchodzę razem z Mekasem do małego pokoiku montażowego w jego ulubionym mieście i z niecierpliwością czekam, aż się odezwie. Aż zaśpiewa tym swoim dziwnym, śpiewnym głosem, aż lekki uśmiech zniekształci jego słowa. Kino jest niewinne – powie – to ludzie nie są niewinni, nie są niewinni. I tak się dzisiaj czuję. Dziś jestem przygnębiona tym brakiem.

No więc nawet jeżeli nie mogę filmować (nie mogę?), postanawiam więcej patrzeć, więcej być, tu i teraz. Stworzyć arcydzieło niczego. Jak Mekas. Zawsze szukamy bardzo ważnych rzeczy, a tu nic nie ma, nic się nie dzieje, ciągle więcej tego samego.




cdn.

20:03, pravdan , album
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 31 maja 2010
ucieczka i pościg

Z lewej mkną cytrynowe pola rzepaku. Za szybą, po której spływa deszcz, i jakie spływa po niej światło! Mroczne, ale jakby wakacyjne. Takie światło mówi – pada deszcz, wejdź pod koc. Nie broń się, w słońcu trzeba skakać, a w deszczu można poleżeć. Drzwi do przedziału otwiera chłopak z wózkiem. Wyrywając nas z samego środka tekstu, zastaje mnie pod Peszawarem. Pasażer po prawej czyta książkę, która na pewno ma więcej niż tysiąc stron, jej tytuł brzmi: Filary Ziemi. Chłopak nie pyta, czy chcemy, on nas zmusza do kupienia kawy. Bakszysz. Tak długo będzie stał i się przekomarzał, aż kupimy, jakby sprzedawał cudowne golarki na parkingu. Na deser pyta – w którym uchu mi dzwoni? No proszę, niech pani powie, w którym uchu? W lewym – odpowiadam. W milczeniu robimy żółwika.


„Romantyczna aura slipingu bierze się z panującego w nim nastroju intymności, człowiek czuje się jak w przytulnym kredensie, który pędzi naprzód. A każdy dramat rozgrywający się w tej ruchomej sypialni znajduje dopełnienie w krajobrazie przesuwającym się za oknem – w falowaniu pagórków, niespodziewanym wypiętrzeniu gór, w stukocie stalowego mostu albo w melancholijnych postaciach pasażerów stojących na peronie w żółtym świetle latarni. I tylko w pociągu, który w swym biegu nie napotyka pustej przestrzeni morza czy powietrza, możliwa jest prawdziwa podróż, będąca w swojej najczystszej postaci nieustannym i niczym niezakłóconym oglądaniem, serią zapadających w pamięć obrazów”.

Paul Theroux, Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję




niedziela, 30 maja 2010
Cały Pessoa


„Życie to eksperymentalna podróż, którą odbywamy mimowolnie. To podróż ducha przez materię, a ponieważ to duch podróżuje, w duchu żyjemy. Dlatego istnieją kontemplacyjne dusze, które żyły intensywniej, pełniej, burzliwiej niż te, które żyły życiem zewnętrznym. Najważniejszy jest rezultat. To, co czuliśmy było tym, co przeżyliśmy. Ze snu wracamy tak zmęczeni jak z pracy w świecie rzeczywistym. Nigdy nie żyliśmy tak mocno jak wtedy, kiedy intensywnie myśleliśmy.

Kto siedzi w kącie sali, ten tańczy ze wszystkimi tancerzami. Wszystko widzi, a ponieważ wszystko widzi, wszystko przeżywa. Skoro wszystko w ostatecznym rozrachunku jest naszym wrażeniem, tyle samo wart jest kontakt z ciałem co jego widok, lub nawet samo jego wspomnienie. Dlatego kiedy przyglądam się tańcom, tańczę. Powtarzam za angielskim poetą, który opowiada, jak leżąc w trawie, przyglądał się z daleka trzem żniwiarzom: Kosi też czwarty i to ja nim jestem.

Wszystko to, wypowiadane tak, jak jest odczuwane, ma związek z wielkim zmęczeniem, pozornie pozbawionym przyczyny, które mnie dzisiaj nagle opadło. Jestem nie tylko zmęczony, ale i rozgoryczony, a moja gorycz też jest czymś niewiadomym. Znajduję ją wraz ze swoim niepokojem na skraju łez, nie wypłakiwanych, lecz tłumionych, łez chorującej duszy, która boli w nieodczuwalny sposób.

Tyle przeżyłem, nie żyjąc! Tyle przemyślałem, nie myśląc! Ciążą we mnie światy pohamowanych gwałtów, przygód przeżytych w bezruchu. Czuję przesyt tym, czego nigdy nie miałem i nigdy nie będę mieć, znudzony bogami, którzy jeszcze nie zaistnieli. Mam na sobie rany ze wszystkich bitew, których uniknąłem. Moje muskuły są wysmagane przez wysiłek, którego nawet nie zamierzałem podjąć.

Wyblakłe, nieme, żadne... Niebo w górze należy do martwego, niedoskonałego lata. Przyglądam mu się tak, jakby go tam nie było. Przesypiam to, o czym myślę, chodzę na leżąco, cierpię, nic nie czując... Moja wielka nostalgia nie dotyczy niczego, jest niczym, tak jak wysokie niebo, którego nie widzę i w które bezosobowo się wpatruję”.


Fernando Pessoa, Księga niepokoju


środa, 26 maja 2010
Buffetu nie omijajcie

Gratuluję pomysłu, gdybym nie mieszkała na drugim końcu Trójmiasta, od południa (choć wolałabym od rana) kawkowałabym tam nad kompem jak w jakimś Paryżu.




Buffet Klub w Instytucie Sztuki Wyspa - nowe miejsce na trójmiejskiej mapie, nareszcie klub dla środowiska artystycznego i wszystkich, którzy lubią stocznię, industrialne klimaty i sztukę współczesną. Blisko centrum Gdańska, wnętrze zaprojektowane przez Joannę Maltańską i Grzegorza Klamana, fajna muzyka, internet i taras!

W dzień zapraszają do kawiarni z bezpłatnym dostępem do bezprzewodowego Internetu i widokiem z tarasu na stocznię, w nocy proponują pokazy prac wideo współczesnych polskich i światowych artystów, performance, live acty, małe solowe koncerty muzyki eksperymentalnej i jazz'u.

Otwarty przez cały tydzień w godzinach 12:00 - 23:00.
w weekendy do ostatniego gościa.

Klub znajduje się w budynku ISW na terenach Stoczni Gdańskiej (wejście od strony Bramy Historycznej nr 1, przy PLACU SOLIDARNOŚCI)


o Buffecie >>



niedziela, 23 maja 2010
dobre wieści


Wspaniały, osobny, multimedialny, mówią: hermetyczny i egzotyczny artysta z Tajlandii, którego nazwiska chyba nigdy nie nauczę się wymawiać - Apichatpong Weerasethakul, reżyser najbardziej azjatyckich filmów na świecie, odebrał właśnie w Cannes Złotą Palmę za Lung Boonmee raluek chat (Uncle Boonmee Who Can Recall His Past Lives), film, który według Tadeusza Sobolewskiego nie jest filmem, to ruchoma forma niosąca ideę, zbyt świadoma siebie.

Cieszę się.



relacje z Cannes 2010
relacja 1 >>
relacja 2 >>
relacja 3 >>


Tagi: Cannes
21:25, pravdan , festiwale
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 maja 2010
królewny już nie czekają







czwartek, 20 maja 2010
dziewczyny w grze

Nominowane do Nike m.in. "Proszę bardzo" Andy Rottenberg, "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk i "Piaskowa góra" Joanny Bator. Fajnie!

 http://wyborcza.pl/1,75475,7911693,Nike_2010__Poezja__Polska__parytet.html


Tagi: Nike
21:31, pravdan , papierowo
Link Komentarze (2) »
grzeszne poglądy w kampanii


Ostatnio "Nasz dziennik" stał się opiniotwórczym medium. Jego publicyści występują nawet jako komentatorzy w radiowej Trójce. Jego dziennikarze śledczy nie śpią.

„Kto popiera zapłodnienie in vitro, nie może przystępować do komunii świętej - ogłosiła Rada Episkopatu ds. Rodziny.

(...)

Temat zakazu komunii dla zwolenników in vitro wywołał na początku maja "Nasz Dziennik". Relacjonując żałobne msze po katastrofie pod Smoleńskiem, napisał, że komunię przyjmowali politycy opowiadający się za sztucznym zapłodnieniem. Jako przykład wymienił marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego - kandydata PO na prezydenta, głównego rywala prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

W tym samym artykule oburzeniem z "Naszym Dziennikiem" podzielił się kard. Stanisław Nagy - stwierdził, że tacy politycy nie powinni przystępować do komunii, jeśli nie odwołają swoich poglądów”.


Katarzyna Wiśniewska: Albo in vitro, albo komunia (GW) >>




środa, 19 maja 2010
coraz śmielsze królewny

czekają na odmianę






wtorek, 18 maja 2010
dyskryminacja ze względu na brak rodziny


Właśnie w telewizorze obejrzałam Julię Piterę (Kropka nad i, tvn24), stanowczo przekonującą przyszłych wyborców jedynie słusznego kandydata, że prezydentem może być tylko ten, kto posiada rodzinę – żonę (bo przecież nie męża) i dzieci (zwierzęta nie są brane pod uwagę). Dlaczego ów prywatny szczegół jest tak niezbędny, by urzędnik państwowy wysokiego szczebla pełnił swoje obowiązki bez zarzutu? Ponieważ tylko ktoś taki wie, jak żyją ludzie. A ta wiedza jest w reprezentowaniu państwa konieczna. Ci ludzie to, jak przypuszczam, "Polacy" – słowo klucz, pojawiające się coraz częściej w wypowiedziach polityków, "Polacy" lub "wszyscy Polacy". Dużo tego ostatnio. Julia Pitera miała więc pewnie na myśli, że prezydent z rodziną wie, jak żyją "Polacy". Tylko kto to właściwie jest, ci Polacy? I co wie o moim życiu kandydat z pięciorgiem dzieci i żoną, prowadzącą mu dom? Nie wiem, chyba nic. Czy zatem w logicznym równaniu, nie posiadając wielodzietnej rodziny, że o innych szczegółach nie wspomnę, nie zaliczam się do rzeczonych Polaków? Kim w takim razie jestem? Może odmieńcem, dla którego praw domaga się Olga Tokarczuk? Jakimś marginesem społecznym, kimś, kto nic nie wie, kto się do niczego nie nadaje. No szok, znowu wykluczenie. Magdalena Środa jak zwykle mocno i w moim przekonaniu niestety słusznie pisze dzisiaj w komentarzu m.in. o Bronisławie Komorowskim, że jest to nie tyle doskonały kandydat do urzędu (ten z rodziną), ile doskonały promotor stereotypów.

Tragicznym wyborem nazywa Magdalena Środa zbliżające się wybory: „między niebezpiecznym mścicielem Jarosławem Kaczyńskim (póki co w przebraniu niemej owieczki), a nieprzemakalnym na krytykę, rubasznym obrońcą starego patriarchalnego porządku, który nic w Polsce nie zmieni. Będziemy - jak zawsze - wspominać powstania, budować pomniki, zabijać zwierzęta, szczycić się rodziną, dawać ile się da na Kościół, chodzić na mecze i celebrować politykę rozumianą jako "ważne zadanie dla ważnych mężczyzn”, którzy wspominają, zabijają, szczycą się, celebrują i kibicują. Połączenie nowoczesności z tradycją, które obiecują obydwaj kandydaci sprowadza się do budowania nowoczesnych stadionów i wspierania tradycyjnego kościoła. I chyba do niczego poza tym”.

Fatalny start kampanii Komorowskiego >>


Pod rozpaczliwym końcowym pytaniem się podpisuję.



sobota, 15 maja 2010
chcemy wojny


Paweł T. Felis, krytyk, który jako jedyny słusznie bronił kilka lat temu „Tatuażu” Jane Campion, w swoim tekście o nowym jej filmie - „Jaśniejszej od gwiazd” po prostu... odpłynął. Zwykle stara się znaleźć w recenzowanych filmach – pomimo ich braków – zalety, często niejednoznaczne, głęboko ukryte. To mi się podoba. Teraz czytam jego tekst z niedowierzaniem, kompletnie mnie nie przekonuje. „Jaśniejsza od gwiazd” jest nudziarstwem, o którym się oczywiście myśli. Nie można nie myśleć o filmie reżyserki, wcześniej wzbudzającej żywe emocje. Chciałoby się w tym pogrzebać i znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd to „zanurzenie i pogodzenie ze światem”, brak charakterystycznych dla niej napięć związanych z kobiecą indywiduacją, brak pazura, którym do tej pory boleśnie nas drapała.

Pisze Felis: „Kiedyś Campion odnalazłaby w tym świecie - jak w Portrecie damy - dowody na brutalny patriarchalizm. Kazałaby kobiecie rozpoznać siebie w oczach - i ciele - mężczyzny, a potem go odrzucić i walczyć o niezależność. W Jaśniejszej od gwiazd nie ma jednak damsko-męskiej wojny, konfliktu rzeczywistości i ubezwłasnowolnionego "ja". Jest za to nietypowe dla Campion pogodzenie i połączenie ze światem, w którym nawet kostiumy i konwenanse dziwnie nie ciążą”.

No właśnie, w tym świecie panuje podejrzana zgoda (co wcale nie oznacza równowagi). Jeżeli Campion w Krakowie dostaje nagrodę „Pod prąd” to nie sposób się nie uśmiechnąć, wyraźny brak napędzającego akcję i refleksję konfliktu sprowadza jej film do szeregu pięknych ujęć nie mniej ślicznych bohaterów, przechadzających się w cudownych naturalnych krajobrazach. Czyżby miłość była naprawdę aż tak nieciekawa? Czy też moje zepsute mięsem kubki smakowe nie potrafią docenić warzywnej subtelności dania?

Paweł T. Felis: Zwiewność nadchodzącej śmierci >>



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54