agni_eszka_sz_effel.blox.pl: o literaturze, architekturze, kulturze... i kinie, kinie, kinie...
O autorze
Zakładki:
Architektura-czytelnia
Architektura+dialog i przyjaciele
Bb.gender
B.latynosi i in.
BLOGI
Edukacja
Fotografia
Gazety
GutekWorld
Kino-festiwale
Kino-magazyny
Kino-osoby
Kino-serwisy
Książki
Miejsca
W sieci
Zwierzaki
statystyka
niedziela, 11 lipca 2010
wróżenie z Pessoi letnie

"Z nastaniem lata robię się smutny. Zdawałoby się, że blask letnich dni, choćby był cierpki, powinien sprawiać przyjemność tym, którzy nie wiedzą, kim są. Ale nie, mnie przyjemności nie sprawia. Zbyt duży jest kontrast pomiędzy kipiącą bujnością zewnętrznego życia a tym, co myślę i czuję, nie potrafiąc myśleć i czuć (...). Mam wrażenie, że w tej bezkształtnej ojczyźnie zwanej wszechświatem żyję pod uciskiem tyranii politycznej, która jeśli nawet mnie nie gnębi bezpośrednio, to uwłacza jakiejś ukrytej zasadzie mojej duszy. A wówczas spływa na mnie, lekko i bezszelestnie, tęsknota za jakimś przyszłym wygnaniem, które nie będzie mi dane.

Przede wszystkim czuję senność. Nie taką, która kryje dla nas w zanadrzu - jak wszystkie senności, nawet chorobliwe - przywilej fizycznego wytchnienia. Nie taką, która pozwalając zapomnieć o życiu i niosąc obietnicę snu, podsuwa nam na tacy, ofiarowanej samej duszy, spokojne dary wielkiej rezygnacji. Nie: to jest senność, która nie daje zasnąć, która ciąży powiekom, ale nie pozwala ich zamknąć, która ściąga kąciki niedowierzających warg w wyraz nieuchronnie głupi i pełen odrazy. To jest jedna z tych senności, które poddają jałowej torturze ciało podczas wielkich bezsenności duszy.

Dopiero z nastaniem nocy czuję może nie radość, ale odpoczynek, który z racji tego, że odpoczynki zazwyczaj dają poczucie zadowolenia, daje mi - przez analogię - poczucie zadowolenia. Wtedy senność mija, zamęt umysłowego zmierzchu, wywołany przez tę senność, wycisza się, rozjaśnia, niemal lśni. Na chwilę pojawia się nadzieja na coś nowego. Ale ta nadzieja trwa krótko. To, co ją wypiera, to znudzenie pozbawione i senności, i nadziei; przykre przebudzenie kogoś, komu nie udało się porządnie zasnąć. I przez okno swojego pokoju wpatruję się - biedna dusza zmęczona swoim ciałem - w nieskończoność gwiazd, w nicość, w nic, tylko w nieskończoność gwiazd..."

Fernando Pessoa, Księga niepokoju  




niedziela, 30 maja 2010
Cały Pessoa


„Życie to eksperymentalna podróż, którą odbywamy mimowolnie. To podróż ducha przez materię, a ponieważ to duch podróżuje, w duchu żyjemy. Dlatego istnieją kontemplacyjne dusze, które żyły intensywniej, pełniej, burzliwiej niż te, które żyły życiem zewnętrznym. Najważniejszy jest rezultat. To, co czuliśmy było tym, co przeżyliśmy. Ze snu wracamy tak zmęczeni jak z pracy w świecie rzeczywistym. Nigdy nie żyliśmy tak mocno jak wtedy, kiedy intensywnie myśleliśmy.

Kto siedzi w kącie sali, ten tańczy ze wszystkimi tancerzami. Wszystko widzi, a ponieważ wszystko widzi, wszystko przeżywa. Skoro wszystko w ostatecznym rozrachunku jest naszym wrażeniem, tyle samo wart jest kontakt z ciałem co jego widok, lub nawet samo jego wspomnienie. Dlatego kiedy przyglądam się tańcom, tańczę. Powtarzam za angielskim poetą, który opowiada, jak leżąc w trawie, przyglądał się z daleka trzem żniwiarzom: Kosi też czwarty i to ja nim jestem.

Wszystko to, wypowiadane tak, jak jest odczuwane, ma związek z wielkim zmęczeniem, pozornie pozbawionym przyczyny, które mnie dzisiaj nagle opadło. Jestem nie tylko zmęczony, ale i rozgoryczony, a moja gorycz też jest czymś niewiadomym. Znajduję ją wraz ze swoim niepokojem na skraju łez, nie wypłakiwanych, lecz tłumionych, łez chorującej duszy, która boli w nieodczuwalny sposób.

Tyle przeżyłem, nie żyjąc! Tyle przemyślałem, nie myśląc! Ciążą we mnie światy pohamowanych gwałtów, przygód przeżytych w bezruchu. Czuję przesyt tym, czego nigdy nie miałem i nigdy nie będę mieć, znudzony bogami, którzy jeszcze nie zaistnieli. Mam na sobie rany ze wszystkich bitew, których uniknąłem. Moje muskuły są wysmagane przez wysiłek, którego nawet nie zamierzałem podjąć.

Wyblakłe, nieme, żadne... Niebo w górze należy do martwego, niedoskonałego lata. Przyglądam mu się tak, jakby go tam nie było. Przesypiam to, o czym myślę, chodzę na leżąco, cierpię, nic nie czując... Moja wielka nostalgia nie dotyczy niczego, jest niczym, tak jak wysokie niebo, którego nie widzę i w które bezosobowo się wpatruję”.


Fernando Pessoa, Księga niepokoju


wtorek, 11 maja 2010
wróżenie z Pessoi

„Od bardzo dawna – nie wiem, czy minęły dni, czy miesiące – nie zanotowałem żadnej refleksji; nie myślę, a zatem nie istnieję. Zapomniałem, kim jestem; nie potrafię pisać, bo nie potrafię być. Opanowany przez ukośną drzemkę, byłem kimś innym. Świadomość, że nie pamiętam siebie, oznacza przebudzenie.

Przez jakiś okres życia byłem zemdlony. Wracam do siebie, nie pamiętając, czym byłem, a pamięć o tym, czym powinienem być, cierpi, bo została przerwana. Mam mgliste pojęcie o jakiejś nieuchwytnej luce; czuję, że część mojej pamięci podejmuje jałowy wysiłek, pragnąc odnaleźć część brakującą. Nie mogę się pozbierać. Jeżeli żyłem, to zapomniałem, że o tym wiem”.


Fernando Pessoa, Księga niepokoju